fbTrack

Komentarze

Płociński: Grać czy nie grać

Fotorzepa
Gdy słyszę, jak ludzie wciąż się dziwią popularności e-sportu, mam ochotę zapytać: gdzie przespaliście ostatnie 20 lat?

Popularność e-sportu to wierzchołek góry lodowej – pochodna mody na tzw. letsplayerów prowadzących często zupełnie amatorskie transmisje tego, jak grają w gry wideo. A same gry wideo to już dawno coś więcej niż moda. To mainstream, równoprawna dziedzina kultury, jak filmy czy muzyka. A może już nawet ważniejsza?

Obecnie można śledzić zmagania najlepszych graczy tak samo, jak śledzi się piłkarską Ligę Mistrzów. Choć gry są dziś często bliższe dziełom kultury niż dyscyplinom sportu. Wiele z nich można oglądać tak, jak ogląda się dobry film. Do letsplayerów fani wracają regularnie, a każda kolejna transmisja jest niczym odcinek ulubionego serialu, szczególnie gdy przedstawia nowy etap gry.

Jest wiele powodów, dla których ludzie wolą oglądać innych, jak grają w gry wideo, niż grać samemu. Niektórzy oglądają letsplayerów, bo nie mają czasu mozolnie przechodzić kolejnych etapów. A skoro gry wideo mają dziś większe budżety niż hollywoodzkie hity filmowe, to i wyglądają lepiej, i często mają ciekawszą fabułę. Zresztą to zupełnie inny wymiar rozrywki, która nie tylko może być o wiele bogatsza artystycznie, ale i przed którą, jak się wydaje, rysuje się ciekawsza przyszłość. Bo o ile film czy muzyka od dawna rozwijają się w dość przewidywalnym kierunku, o tyle trudno wskazać, jak za parę lat będą wyglądały gry wideo.

Branży e-sportowej jeszcze daleko do tradycyjnego sportu, ale dynamika jej rozwoju nie pozostawia wątpliwości: dorasta pokolenie wychowane już w świecie internetu, dla którego tradycyjna telewizja to relikt przeszłości. Które coraz mniejszą estymą darzy tradycyjne media i tradycyjne gałęzie kultury. Najwyższy czas przyjąć to do wiadomości.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL