fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Cywilizacyjny wybór

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Tu nie chodzi tylko o niezależność TVN czy o relacje z Amerykanami. Stawką podejmowanych przez PiS decyzji jest to, czy Polska porzuci ligę zachodnich demokracji i dołączy do ligi, w której grają Turcja, Arabia Saudyjska czy Węgry.

Rządzący w Polsce, jak się wydaje, przeprowadzili polityczną kalkulację, z której wynika, że kryzys w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi nie zagrozi bezpieczeństwu naszego kraju. Dlatego poszli na zwarcie i teraz rozsmakowują się w wyśnionej od dawna zemście na najpotężniejszym w swym mniemaniu wrogu – telewizji TVN.

Mimo naszych dobrych relacji z administracją prezydenta Donalda Trumpa była ambasador Georgette Mosbacher interweniowała za każdym razem, gdy uznała, że coś grozi telewizji, którą w swych urojeniach politycy Prawa i Sprawiedliwości uznali za głównego przeciwnika i bez jej zniszczenia nie wyobrażają sobie w Polsce „prawdziwej" wolności mediów. Tak było choćby w przypadku absurdalnej kary nałożonej przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na TVN w 2017 r., z której PiS musiał się wycofać. Rok później ambasador USA broniła dziennikarzy tej stacji, gdy służby uznały, że to oni są winni w sprawie organizacji neonazistowskich imprez, a nie ci, którzy postanowili uczcić urodziny Hitlera.

Teraz na propozycję ustawowego wyrugowania Amerykanów z polskiego rynku medialnego zareagował pełniący obowiązki ambasadora USA w Warszawie Bix Aliu, a nawet sam Departament Stanu. Tyle tylko, że PiS wygląda w tej sprawie na zdeterminowane. W partii uznano, że w relacjach z USA Polska osiągnęła w ostatnich siedmiu latach wiele z tego, czego oczekiwała: zniesienie wiz, stałą rotacyjną obecność US Army, zgodę na sprzedaż do Polski najnowocześniejszego sprzętu: myśliwców F35 czy rakiet Patriot najnowszej generacji. A skoro tak, to teraz można sobie pozwolić na schłodzenie i tak już dosyć zimnych relacji z USA. Odegrać się na Waszyngtonie za brak konsultacji w sprawie zielonego światła, które Joe Biden dał na budowę Nord Stream 2, i wziąć odwet za wcześniejsze wydumane i rzeczywiste upokorzenia ze strony ambasador Mosbacher. Przypomina to trochę przypadek zamknięcia procesu reprywatyzacji mienia zagrabionego przez III Rzeszę i PRL. Relacje z Izraelem i USA są już tak złe, że PiS uznał, iż nadszedł doskonały moment na przepchnięcie kontrowersyjnych zmian, bo właściwie niewiele jest już do stracenia.

Taki sposób myślenia jest w trójnasób niebezpieczny. Po pierwsze bowiem, zakłada, że obecna sytuacja geopolityczna się nie pogorszy. Że będzie tak, jak jest, a teraźniejsze status quo zapewnia nam jako takie poczucie bezpieczeństwa. Wzmocniono wschodnią flankę NATO, Rosjanie zatrzymali się przed kilku laty w Donbasie, nie idąc dalej na Zachód. Problem w tym, że – jak mawiał Józef Mackiewicz – optymizm nie zastąpi nam Polski.

Widać wyraźnie – i to po drugie – że w przeciwieństwie do Trumpa, który budował porządek światowy na dwustronnych relacjach z poszczególnymi państwami, Biden myśli bardziej o blokach. Sojusz z Europą postrzega w kategoriach związku z NATO i Unią Europejską. Już mogliśmy się więc zorientować, że oś transatlantycką będą wyznaczały relacje USA z Paryżem, Berlinem i Brukselą. Tymczasem my nie mamy, mówiąc delikatnie, najlepszych relacji ani z Berlinem, ani z UE. W sprawach bezpieczeństwa grozi nam więc to, że prędzej czy później znajdziemy się w izolacji.

Po trzecie wreszcie, myślenie polityków PiS jest niezwykle krótkowzroczne, jeśli idzie o to, co stanie się treścią sojuszu z USA. Owszem, Amerykanie sprzedają F35 nawet Arabii Saudyjskiej, choć ta drwi sobie z praw człowieka, starają się też utrzymać sojusznicze stosunki z Turcją, mimo że ta już na dobre rozstała się z demokracją. Biden chce jednak zacieśniać relacje na linii wartości. Chce odbudowy podziału na świat wolności, demokracji, praworządności, który będzie mógł się wspierać w walce np. z Chinami swą moralną i ideologiczną wyższością. Polska stoi dziś przed fundamentalną decyzją – czy utrzyma się w tym sojuszu wartości pośród światowych demokracji, w których sądy są niezależne, media wolne, a instytucje demokratyczne nienaruszalne, czy też będzie utrzymywała relacje z Zachodem z pozycji ligi państw quasi-demokratycznych czy quasi-autorytarnych, takich jak Turcja, Arabia Saudyjska czy Węgry, gdzie zamykane są ostatnie niezależne od Viktora Orbána media. Od tego towarzystwa gorsza jest tylko liga państw jawnie autorytarnych, jak Białoruś czy Rosja. Czy rzeczywiście takie mamy ambicje?

Pod tym względem Polska stoi przed iście cywilizacyjnym wyborem. Chodzi tu o coś znacznie więcej niż tylko o telewizję TVN czy o relacje z USA. Jarosław Kaczyński, zdaje się, już zadecydował, że pchnie Polskę w kierunku przeciwnym niż zachodnie demokracje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA