Komentarze

Żukowski: Sutenerzy hazardu

123RF
Od lat przybywa sygnałów, że sport ma problem z internetowym hazardem, a tenis jest już poważnie chory.

Dlaczego tenis? Z prostego powodu – bo tu przekręt jest najłatwiejszy. Nieuczciwy zawodnik, którego bukmacherzy oszuści nakłonili do współpracy, nie musi niczego z nikim uzgadniać. Trzeba przekonać tylko jego, a on zawsze może niespodziewanie stracić siły, symulować kontuzję – i przegrać, choć wysoko prowadził.

Hazardowa korupcja w tenisie to nie problem wielkich turniejów, jak Wimbledon czy Roland Garros, na które patrzy cały świat, choć i tam sygnalizowano podejrzane mecze. Gangrena atakuje głównie u podstaw, na małych imprezach bez publiczności i telewizji, gdzie za zwycięstwo tenisista, z trudem wiążący koniec z końcem, może dostać kilka tysięcy dolarów, pod warunkiem że wygra pięć–sześć meczów.

I takiemu graczowi, który ciuła grosz do grosza, mieszka w najtańszych hotelach lub u zaprzyjaźnionych rodzin, ktoś nagle proponuje dwa razy więcej, niż dostałby za niepewne zwycięstwo, jeśli zrobi, co trzeba. Jak wiedzą już tenisowe władze, przed takim dylematem staje coraz więcej młodych zawodników walczących o swoje miejsce pod tenisowym słońcem.

Sutenerzy hazardu nie mają skrupułów, wiedzą, kto jest w największej potrzebie, kto wydaje właśnie ostatnie grosze, kogo opuścił ostatni mizerny sponsor. I podsuwają swoją propozycję.

Świadomość zagrożenia jest coraz większa. W sportach takich jak tenis internetowy hazard – możliwość zawarcia dowolnego zakładu już w trakcie meczu – podkopuje wiarygodność rywalizacji skuteczniej niż farmakologiczny doping. Młodzi gracze rozmawiają o tym coraz częściej.

Z zawodowej gry w tenisa próbuje na świecie żyć około 14 tys. ludzi. Tenisowe władze twierdzą, że mogą wyżywić nie więcej niż jedną dziesiątą z nich. Aż strach pomyśleć, kto może wyżywić resztę.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL