fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: Czekając na gest Putina

Władimir Putin
fot. kremlin.ru
Małe Czechy zdecydowały się na starcie z Rosją, coś, czego wielu większych chce za wszelką cenę uniknąć.

Co zrobi Putin? Może wszystko – to wiemy od dawna, ale ekscytujemy się krótko, szybko zapominamy. Teraz znowu się denerwujemy, ale zapomnimy. Wielu z nas – mam na myśli Zachód – ucieszy się, gdy Kreml zrobi jakiś gest, cofnie się na jednym z odcinków frontu wojny-niewojny, którą z nami prowadzi. I przejdziemy do innych spraw, do zaspokajania potrzeb elektoratów, które wciąż czegoś chcą. My, spętani w demokracji tymi ciągłymi wyborami – Putinowi nic podobnego nie spędza snu z powiek, on ma długą perspektywę rządzenia, wiele, wiele lat przed nim. Zaraz więc przejdziemy chętnie do walki z kryzysami i do robienia interesów, także tych z Kremlem.

Wiemy od dawna, jaki jest Kreml, jaka jest putinowska Rosja. No, oczywiście nie wszyscy chcieli to zauważyć, choć wyraźnie na antyzachodni kurs postawiła już kilkanaście lat temu. Imperialne wojny wywołuje od 2008 roku. Zmienia granice, depcze porozumienia – od dawna. Jednak przez długie lata ci, co nie mieli złudzeń co do Rosji, zwani byli rusofobami. To się zmieniło, choć nie do końca, dopiero po ataku na Ukrainę, po zajęciu Krymu, a najbardziej, gdy główni zachodni gracze z przykrością stwierdzili, że Rosjanie chcą ich pozbawić władzy, próbując wpłynąć na wyniki wyborów, wywołać niepokoje, korzystając z zachodnich sieci społecznościowych czy przeprowadzając ataki hakerskie.

Przeprowadzali też niehakerskie – agenturalne ataki z truciznami czy pistoletami – na przeciwników politycznych na terytorium krajów zachodnich. Doświadczyła tego Wielka Brytania, gdy była jeszcze w Unii Europejskiej (próba zabicia Siergieja Skripala w 2018 roku), doświadczyły Niemcy (Czeczen z gruzińskim paszportem Zelimchan Changoszwili zastrzelony w centrum Berlina w 2019 roku). Niemcy – najważniejszy kraj UE także w kontekście przyszłości stosunków z Rosją – zderzyły się też z najbardziej zuchwałą morderczą akcją: próbą likwidacji Aleksieja Nawalnego. Wiedzą o niej wszystko, same zbadały głównego opozycjonistę, który miał umrzeć, i pomogły mu zmartwychwstać.

Opinia publiczna była tym wszystkim poruszona, ale jak długo można być poruszonym? Politycy wiedzą o zapale, który gaśnie. Rzadko czują się zmuszeni podjąć decyzje, które dużo kosztują. Wyróżnił się prezydent Francji François Hollande, odmawiając sprzedaży okrętów Mistral. Teraz rusorealistami z wielkim hukiem zostały Czechy, które odkrywając, że rosyjski wywiad na ich terytorium wysadził w 2014 r. skład z amunicją, uznały, że nie jest to godny zaufania partner dla ich sektora jądrowego. Rosja wypadła z przetargu, na którym mogła zarobić miliardy dolarów.

A Czechy to kraj, w którym prezydent jest miłośnikiem Rosji, jej agresję na Ukrainę nazywał „wojną domową dwóch grup ukraińskich obywateli".

Jest tam też promoskiewska partia komunistyczna, która jeszcze kilka dni temu wspierała mniejszościowy rząd. Małe Czechy zdecydowały się na starcie z Rosją, coś, czego wielu większych chce za wszelką cenę uniknąć. Dlatego z radością przyjmą, że Putin zrezygnuje z jednej rzeczy, którą może zrobić. A ma do dyspozycji: pozwolić umrzeć Nawalnemu, rozpocząć dużą wojnę z Ukrainą, przetestować Zachód w jakimś innym miejscu.

Pozwolił odwieźć Nawalnego do szpitala w dniu, w którym unijni ministrowie rozmawiali o nowych sankcjach. Co dalej z opozycjonistą? To zobaczymy, gdy ministrowie zajmą się czymś innym. Na najważniejszą decyzję – ostateczne porzucenie budowy Nord Stream 2 – wciąż brakuje odpowiedniej dawki rusorealizmu. Rurociąg niszczy jedność Zachodu i pozwala finansować agresywną imperialną politykę Moskwy. Dwa cele w jednym. Cele Putina. Nie nasze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA