fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Kozubal: Polsce wygodnie jest być ofiarą

Rabunek dzieł sztuki z warszawskiej Zachęty w 1944 r.
Wikimedia/fot.Stefan Bałuk
Polska niechętnie zwraca dzieła sztuki zrabowane w czasie wojny przez okupantów, które dzisiaj znajdują się w polskich muzeach.

W poniedziałkowym „New York Timesie" został opublikowany artykuł z którego wynika, że w polskich muzeach znajdują się dzieła sztuki, które zostały zrabowane przez nazistów w Holandii. Znalazło się w nim stwierdzenie, że „Polska wykonała małą pracę w zapewnieniu takiej samej sprawiedliwości Żydom z Holandii i innym, których dzieła sztuki ukradziono podczas wojny i skończyły w okupowanej przez Niemców Polsce, a teraz są w oficjalnych kolekcjach muzeów". Zdanie to jest boleśnie prawdziwe.

Już cztery lata temu młody szwedzki dziennikarz Anders Rydell w publikacji „Bezcenne. Naziści opętani sztuką" zwrócił uwagę na zaniechania niektórych państw, aby zidentyfikować, a następnie zwrócić prawowitym spadkobiercom dzieła sztuki zrabowane w czasie wojny przez narodowych socjalistów z Niemiec i Austrii. Wskazywał na nieuregulowane kwestie restytucji utraconych dzieł sztuki, także przez państwa, które stały się ofiarami wojny, ale dzisiaj w swoich zasobach muzealnych mają „trefne" dzieła sztuki. W tym kontekście opisał m.in. Polaków, Rosjan czy obywateli USA.

Zorganizowany rabunek i co dalej

Po wojnie wojska alianckie odkryły 1,5 tysiąca składów z ukrytymi przez Niemców skarbami: obrazami, książkami, meblami, archiwaliami, dywanami. Znaleziono ponadto ok. 10,7 mln pojedynczych obiektów o wartości około 5 mld ówczesnych dolarów. Tylko z Polski Niemcy wywieźli połowę dziedzictwa kulturalnego państwa, skonfiskowali też jedną czwartą dzieł sztuki Europy. O tych faktach nie można zapominać.

Część dzieł sztuki została zwrócona właścicielom i spadkobiercom. Koniec wojny uruchomił jednak także proces masowego rabunku organizowanego przez zwycięzców. Tylko z Berlina Armia Czerwona wywiozła ołtarz grecki z Pergamonu i ponad tysiąc siedemset obrazów Rembrandta, Tycjana, Rafaela, Goi i Rubensa (po śmierci Stalina część została zwrócona). Do dzisiaj nie ma pewności, ile dzieł sztuki trafiło za ocean, bo w wielu przypadkach żołnierze amerykańscy traktowali znalezione dzieła sztuki jako łupy wojenne. Od tego czasu rządy wielu europejskich państw i osoby prywatne ubiegają się o to, by Amerykanie i Rosjanie zwrócili im utraconą własność.

Po wojnie tylko część dzieł została zwrócona właścicielom i spadkobiercom. Jak przypominał Rydell pod koniec lat 50. nadal ponad milion obiektów zalegało w magazynach i zostały one przekazane RFN. Niemcy część z nich zwrócili, a pozostałe zaczęli przekazywać do muzeów i sprzedawać. Stąd dzisiaj, co jakiś czas, rynkiem antykwarycznym wstrząsają doniesienia o handlu skradzionymi w czasie wojny dziełach sztuki. Pod koniec lat 90. wyliczono, że „w niemieckich muzeach znajduje się jeszcze prawie 50 tys. obiektów o niejasnej przeszłości związanej z nazistowskimi grabieżami okresu drugiej wojny".

Polska odpowiedź na grabież

W 1998 roku w Waszyngtonie odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona zagrabionym dziełom sztuki Holocaust-Era Assets. Czterdzieści cztery kraje, wśród nich Polska, podpisały się pod listą przyjętych ustaleń. Zobowiązując się między innymi do identyfikacji zagrabionych przez niemieckich i austriackich nazistów obiektów, otwarcia muzealnych archiwów, ustanowienia centralnych rejestrów przemieszczonego mienia i ułatwiania prawowitym właścicielom i ich spadkobiercom występowania z roszczeniami.

Efekt był taki, że wiele amerykańskich muzeów skontrolowało swoje zbiory. Na początku 2000 r. The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku przedstawiło listę dwustu dziewięćdziesięciu trzech obrazów, których pochodzenia nie udało się ustalić. Trafiły one do muzeum w latach 1933 – 45. Francuzi i Holendrzy utworzyli specjalne komisje historyczne, które miały sprawdzić proweniencję dzieł niewiadomego pochodzenia. Czesi opublikowali listę ok. 3 tys. eksponatów o nieustalonym pochodzeniu. Austriacy i Holendrzy stworzyli specjalne bazy danych, dzięki którym spadkobiercy mają możliwość znalezienia zrabowanych dzieł sztuki.

Jednak Wesley A. Fischer, dyrektor pionu badań w organizacjach Jewish Claims Conference i World Jewish Restitution Organization, stwierdził, że zarówno Polska, jak i Węgry, zignorowały ustalenia konferencji waszyngtońskiej. „Polski rząd opieszale podchodzi do kwestii zwrotu zagrabionych dzieł sztuki" – uważał Fischer. „Polska, w przeciwieństwie do większości krajów Europy Wschodniej, nie wprowadziła żadnych praw restytucyjnych - podkreśla. „Polska (...), sama wytacza sprawy o zwrot dzieł sztuki zrabowanych z państwowych muzeów. Reaguje jednak opornie, gdy chodzi o znajdujące się w polskich zbiorach dzieła sztuki zagrabione innym" – twierdził Fischer. Rydell zaś dodał, że choć Polska obiecała wypracować zasady działania dotyczące restytucji, w 2011 r. wycofała się ze złożonych obietnic.

Wprawdzie polskie ministerstwo kultury opublikowało wiele tomów dokumentujących straty kulturowe poniesione przez Polskę w czasie wojny, nie powstał jednak spis muzealiów o niepewnej przeszłości znajdujących się obecnie w polskich placówkach.

Nieliczne zwroty

Gdy jakiś czas temu zapytałem resort kultury o zwrot dzieł sztuki o niepewnej przeszłości wskazano, że „jeżeli w krajowych zbiorach odnajdują się zabytki pochodzące z rabunku dokonanego przez nazistów, trafiły one do Polski w wyniku przemieszczeń dzieł sztuki dokonywanych przez niemieckie władze okupacyjne, bądź pomyłek jakie zdarzały się podczas przeprowadzanej na masową skalę powojennej akcji rewindykacyjnej". I z tym oczywiście trzeba się zgodzić. Przypomniano, że ministerstwo wyszło na przeciw postulatom Konferencji Waszyngtońskiej i powołało zespół, którego celem miało być stworzenie narzędzi, które stanowiłyby pomoc dla instytucji muzealnych przy prowadzeniu badań proweniencyjnych. Ale jednocześnie dodało, że „roszczenia wobec obiektów znajdujących się w zbiorach muzealnych kierowane powinny być bezpośrednio do zainteresowanych instytucji".

Takie sprawy trwają jednak latami, o ile nie stają się elementami gry pomiędzy państwami czyli tzw. handlu zakładnikami – jak mi opisuje jeden z kolekcjonerów, słowem wymiany. Spadkobiercy wielkiej kolekcji żydowskiego barona Mór Lipót Herzoga jedenaście lat starali się o zwrot z Muzeum Narodowego w Warszawie obrazu „Krajobraz z okolic Ornans" Gustava Courbeta. Obraz ten został zrabowany przez Niemców w Węgrzech w 1940 r. Pod koniec wojny część majątku Herzoga Niemcy wywieźli do zamku Fischhorn w Austrii, w którym zgromadzili również zabytki zrabowane z Polski i Holandii. W 1946 roku obraz ten omyłkowo został przywieziony do Polski i trafił do Muzeum Narodowego w Warszawie. Spadkobiercy Herzoga starali się odzyskać obraz od 2001, a odzyskali go dopiero w 2012 r. gdy napisały o tym amerykańskie media.

W 2012 r. zostały również zwrócone dwa obiekty zabytkowe pochodzące z Łotwy: świecznik z kościoła luterańskiego p.w. św. Piotra w Rydze oraz pulpit z kościoła luterańskiego p.w. Trójcy Świętej w Jełgawie. Obiekty trafiły do Polski podczas II wojny światowej.

To zaledwie pojedyncze przykłady działań. Czy jedyne? Nigdy nie widziałem dokumentacji, która mogła wskazywać na dzieła sztuki o „trefnej" proweniencji znajdujące się w polskich muzeach, a na konieczność przygotowania takiego opracowania zwracali uwagę uczestniczy Konferencji Waszyngtońskiej. W tym zakresie Polska nie odrobiła lekcji wobec spadkobierców. Jeżeli staramy się o zwrot dzieł sztuki zagrabionych w czasie wojny, powinniśmy postępować „moralnie" wobec, tych którzy domagają się od polskich muzeów uwolnienia „wojennych zakładników".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA