fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Wyborczy klincz, czyli po staremu

Jarosław Kaczyński
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jeśli chodzi o termin wyborów, PiS znalazło się w sytuacji, w której nie ma dobrego rozwiązania.

Każdy scenariusz ma pewne plusy, ale każdy też wiąże się z dużym ryzykiem. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie powinna się spodziewać, że kolejne miesiące przyniosą jej wzrost poparcia. Wśród większości komentatorów dominuje przekonanie, że szczytowe poparcie PiS ma już za sobą, a przyszłość może przynieść jedynie kłopoty. Dziś protestują nauczyciele, dopiero co protestowali policjanci, a kolejne grupy zawodowe, słysząc, że w budżecie są nadwyżki, z pewnością ustawią się w kolejce po podwyżki. Jeśli zaś chodzi o edukację, kłopotem są nie tylko protesty nauczycieli. Jesienią dyrektorzy liceów staną przed kumulacją roczników wynikającą z likwidacji gimnazjów. Problemy zaczną się jeszcze przed wakacjami.

W dodatku za kilka miesięcy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok w sprawie zmian w sądownictwie. PiS nie będzie miało wielkiego pola manewru, jeśli TSUE nie tylko podważy zmiany w Sądzie Najwyższym, ale też na przykład zakwestionuje Krajową Radę Sądownictwa w obecnym kształcie.

Prawo i Sprawiedliwość wyglądało też na zaskoczone skalą protestów przeciwko odstrzałowi dzików. Również afera z zarobkami współpracowniczek prezesa NBP rozwija się w najgorszym dla „dobrej zmiany" kierunku. Trudno się także spodziewać, by tzw. umiarkowany elektorat spokojnie przyjął niedawną nominację dla Adama Andruszkiewicza.

Słaby wynik PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju byłby rzeczywiście dużym problemem przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Ale również przyspieszenie wyborów parlamentarnych ma wiele wad. Kampania wyborcza zawsze ma swoją dynamikę. O tym, że może się ona obrócić przeciw PiS, Jarosław Kaczyński na pewno dobrze pamięta. Przecież właśnie w ten sposób stracił władzę w 2007 r. W dodatku nie wiadomo, czy wyborcy PiS aby na pewno zrozumieją, dlaczego właściwie mieliby wcześniej iść do urn.

Polski ustrój przewiduje czteroletnią, a nie trzyipółletnią kadencję. Za jej skróceniem muszą przemawiać jakieś wyjątkowe okoliczności. Skoro rząd cały czas mówi o swoich sukcesach, to jak wyjaśnić, że trzeba Sejm rozwiązać? A do tego przyspieszone wybory wcale nie jest tak łatwo ogłosić. Nieprzyjęcie budżetu na czas czy złożenie wniosku o samorozwiązanie Sejmu to raczej cios w wiarygodność rządzących, a nie zwiększenie ich poparcia.

Dlatego należy się spodziewać, że liderzy prawicy raczej nie zdecydują się na przyspieszenie wyborów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA