fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Artur Bartkiewicz: Niech koronawirus nie zainfekuje demokracji

AFP
Wszystko wskazuje na to, że Zachód, by uporać się z pandemią koronawirusa chcąc nie chcąc musi sięgać po instrumenty rodem z autorytarnych Chin. Ważne jednak, by nie wyciągać z tego zbyt pochopnych wniosków.

O tym, że liberalna demokracja nie jest końcem historii, ani odpowiedzią na wszystkie bolączki współczesności, wiadomo już od pewnego czasu. W dobie szalejącego po świecie koronawirusa jej krytycy zyskują kolejny argument przeciw niej. Gdy opadnie bitewny kurz i wygramy walkę z wirusem – a wygramy ją, bo to ani pierwszy, ani ostatni wirus z jakim musi borykać się ludzkość - niejeden zwróci uwagę, że dały nam przykład Chiny jak zwyciężać mamy. Bo odpowiedzią na pojawienie się tego rodzaju zagrożenia nie może być leseferyzm i niewidzialna ręka rynku. W obliczu takiego zagrożenia potrzebny jest surowy reżim kwarantanny, ograniczenie swobód obywatelskich i podporządkowanie się działającej zdecydowanie władzy centralnej. Tego wszystkiego zabrakło, gdy epidemia dopiero kiełkowała we Włoszech – i dziś sytuacja w tym kraju jest katastrofalna. Władze w Rzymie sięgnęły więc po instrumentarium stosowane wcześniej przez Chiny – wprowadziły na terenie kraju reżim stanu wyjątkowego – i w tym pokładają nadzieję na wyjście z kryzysu.

I nie sposób czynić im z tego zarzutu – pretensje można mieć co najwyżej o to, że na taki krok zdecydowano się zbyt późno. Tak jak przyklasnąć można tylko polskiemu rządowi, który odgórną decyzją zamyka w Polsce szkoły, przedszkola, kina i teatry, który zamyka granice, ogranicza działanie galerii handlowych oraz zakazuje organizowania imprez masowych. Granicą wolności jednostki jest bowiem to, by nie godziła ona w wolność innych jednostek. W związku z tym wolność do zarażania siebie, a w konsekwencji również innych, trzeba z katalogu wolności obywatelskich wyłączyć. Nawet ograniczając wolność ogółu.

Ale ten medal ma również drugą stronę. To, że dziś tak łatwo identyfikujemy przeciwnika, że możemy rozłożyć go na czynniki pierwsze błyskawicznie rozszyfrowując jego genom, że bardzo szybko poznajemy ścieżki jego rozprzestrzeniania się – zawdzięczamy bezprecedensowemu rozwojowi nauki w XX wieku. Ten zaś w dużej mierze jest pochodną wolności. W warunkach wolnorynkowej konkurencji postęp się opłaca – przekłada się na wymierne zyski i nawet jeśli zysk wydaje się niezbyt szlachetną motywacją do działania, to - summa summarum - wszyscy czerpią z niego korzyści. I – co ważne – postępu nie da się zadekretować. Gdyby tak było Korea Północna byłaby najnowocześniejszym krajem świata, a nie komunistycznym skansenem.

Dlatego ważne jest, by pamiętać, że choć w czasie poważnego kryzysu sztywne trzymanie się pryncypiów liberalnej demokracji prowadzi często na manowce, to jednak takie poważne kryzysy są – co do zasady – wyjątkiem, a nie regułą. Strzeżmy się więc tego, by nie uogólniać tego wyjątku. Dziś wolność kierowana jest na kwarantannę – ale powinniśmy robić to po to, aby ją ocalić, a nie po to, aby się z niej wyleczyć.     

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA