fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: Syria, czyli wszystkie lęki (i winy) Zachodu

AFP
Takiego nagromadzenia nieszczęść jak teraz w Syrii i wokół niej dawno nie było. Nagromadziły się i wybuchły razem z wielką siłą. Jest w tym też nasza, zachodnia wina. I Zachód poniesie karę.

Po dziewięciu latach wojny domowej Baszar Asad kończy ją krwawą operacją w północno-zachodniej prowincji Syrii. Ten sam Asad, który uchodził za najgorszego zbrodniarza świata i miał upaść, także dlatego, że znaczna część świata nie uznawała go już za prawowitego przywódcę kraju.

Baszar Asad jest teraz panem życia i śmierci setek tysięcy ludzi uciekających przed bombardowaniami i nalotami. Giną dzieci, kobiety, starcy. A mieszkańcy Zachodu znowu oglądają z bezradnym przerażeniem zdjęcia ofiar tej wojny. Tak jak to robili kilka lat temu, gdy w gruzy obracało się Aleppo albo gdy dyktator używał broni chemicznej przeciwko cywilom. Wtedy też się wydawało, że tak dalej być nie może: Asad przekroczył czerwoną linię, nasi przywódcy tym razem położą kres bestialstwu.

Tak się nie stało. I zapewne nie stanie. Wyrzuty sumienia będą nas dręczyły nadal.

Do poczucia winy dołączają się silne lęki w sprawie konsekwencji wydarzeń w Syrii. To wszystkie lęki Zachodu w jednym.

Pierwszy, że miliony Syryjczyków ruszą teraz na Europę, a turecki prezydent Recep Erdogan im w tym pomoże. Przepuści ich, już to próbuje robić, przez granicę z Unią Europejską, która – widząc te tłumy na imigracyjnym szlaku – przeżyje wielki wstrząs. Zacznie się nieporównywalna z kryzysem z 2015 r. polityczna wojna o to, czy wpuszczać przybyszów, czy ich zostawić w sąsiednim kraju leżącym bliżej Bliskiego Wschodu.

Kobiety i dzieci z dramatycznych zdjęć krążących po mediach społecznościowych pewnie część ludzi Zachodu zgodziłaby się przyjąć u siebie.

Ale – i to drugi lęk – nikt nie chce, by za nimi do Europy podążyli dżihadyści i terroryści, a to z nimi przede wszystkim walczy syryjska armia rządowa (mordująca przy okazji cywilów). Tych dżihadystów i terrorystów jest kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy.

Trzeci lęk to pytanie, co dalej z najważniejszą instytucją gwarantującą bezpieczeństwo – z NATO. Nasz natowski sojusznik, Turcja, jest coraz bardziej zaangażowany militarnie w tę wojnę. Zginęło tam w ostatnich dniach kilkudziesięciu żołnierzy, czyli żołnierzy sojuszu atlantyckiego.

Turcja stoi w obliczu konfliktu z Rosją, choć od paru lat traktowała ją jak przyjaciela, także w najintymniejszych spośród relacji międzynarodowych – w sprawach nowoczesnego sprzętu wojskowego.

Jest już w stanie wojny z Baszarem Asadem, a on bez Rosjan (i Irańczyków) by nie przetrwał. Oni, wspierając dyktatora w mordowaniu cywilów, dopuszczają się w Syrii, nie po raz pierwszy, zbrodni wojennych.

To, że Rosja decyduje o tym, jak wielkie konsekwencje wojny w Syrii poniesie Europa – to kolejny, czwarty już lęk.

Te wszystkie lęki dają o sobie znać w czasie, gdy newsy o koronawirusie brzmią jak doniesienia z frontu wojny światowej. Nie pamiętam, kiedy Zachód był tak przerażony jak teraz. Czy z przerażenia rodzi się coś dobrego? Czy czeka nas jakaś oczyszczająca refleksja? Niestety, niekoniecznie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA