fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Racja stanu ważniejsza niż kampania wyborcza

Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Warszawie
AFP
Podobnie jak pięć lat temu na placu Zamkowym w Warszawie udało się przypomnieć światu, że to dzięki Solidarności i Janowi Pawłowi II, czyli Polakom, udało się rozmontować sowiecki komunizm, tak w niedzielę udało się przypomnieć, kto zaczął II wojnę światową, kto za nią odpowiada oraz kto był ofiarą, a kto sprawcą.

Osiemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej to jedna z takich chwil, gdy przypominamy sobie, że istnieje coś takiego jak racja stanu. Zmieniają się rządy, sympatie wyborców, polityczne mody, lecz racja stanu trwa, gdyż są sprawy, które są niezmienne – położenie geograficzne i historyczne naszej ojczyzny. To właśnie one naznaczyły losy Polski, naszej kultury, tradycji i tożsamości, duchowego dziedzictwa.

Przeczytaj też: Obchody 80. rocznicy wybuchu wojny: Pokora Niemiec, zakłamanie Rosji

W czasie, gdy walka na historyczne narracje staje się jednym z elementów konkurencji między państwami, również prawda historyczna jest racją stanu. Uroczystości, które przypomniały światu, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku od agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę – a agresja ta możliwa była wyłącznie dzięki sojuszowi zawartemu parę dni wcześniej przez Niemcy z sowiecką Rosją, która uderzyła na Polskę kilkanaście dni później – służą naszej racji stanu.

Oficjalna wersja historii to nie tylko kwestia podręczników czy akademickich sporów. Wizja historii to swego rodzaju rama naszego myślenia. To tło i kontekst, w obrębie którego toczą się procesy współczesności – na tej kanwie jest zbudowana nasza tożsamość jako wspólnoty narodowej. Ale to również podstawa naszej narodowej świadomości. Pamięć określa ramy naszego myślenia o współczesności. Ale też tego, w jaki sposób myślą o nas inni.

Dlaczego opowieść o II wojnie światowej jest tak ważna? Bo dzisiejszy porządek świata właśnie na tej wojnie i jej wyniku jest ufundowany. To ona jest punktem odniesienia dla Europy i znacznej części zachodniego świata – od umów handlowych po konwencje praw człowieka, Organizację Narodów Zjednoczonych czy Unię Europejską. I choć ład ten dzisiaj się chwieje, wciąż stanowi podstawowy punkt odniesienia w polityce Zachodu.

I właśnie w niedzielę, w obecności przywódców kilkudziesięciu państw, nasza opowieść o historii XX w. poszła w świat. Została przypomniana w wielu mediach, dotarła do milionów odbiorców. Nie, nie chodzi o pielęgnowanie polskiego męczeństwa jako celu samego w sobie, tylko o to, że dzisiejszy porządek polityczny Zachodu opiera się na hierarchii moralnej, której początek sięga lat 30. ubiegłego wieku. Nie chodzi też o to, że kilku przywódców – od niemieckiego prezydenta po amerykańskiego wiceprezydenta – mówiło rzeczy miłe dla naszych uszu. Bo nie chodzi o naszą krótkotrwałą satysfakcję, lecz o naszą rację stanu. Podobnie jak pięć lat temu na placu Zamkowym w Warszawie udało się przypomnieć światu, że to dzięki Solidarności i Janowi Pawłowi II, czyli Polakom, udało się rozmontować sowiecki komunizm, który przyszedł do Polski w miejsce niemieckiego nazizmu, tak w niedzielę 1 września 2019 r. udało się przypomnieć, kto zaczął II wojnę światową, kto za nią odpowiada oraz kto był ofiarą, a kto sprawcą.

I to jest znacznie ważniejsze niż nasze codzienne spory o to, kto zaczął i kto odpowiada za polityczne szambo, które wybija nie tylko do Wisły. Ważniejsze niż trwająca w najlepsze kampania wyborcza.

Przekaz, który płynął z ważnych wystąpień Franka-Waltera Steinmeiera, Mike’a Pence’a, Andrzeja Dudy i innych polityków, to coś więcej niż rocznicowa laurka – to powtórzenie i rozpropagowanie fundamentów, na których opiera się polska racja stanu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA