fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: PiS ma kłopot z Falentą na własne życzenie

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Gdyby sprawa nielegalnych podsłuchów została gruntownie wyjaśniona, dziś biznesmen nie mógłby szantażować partii rządzącej.

Ujawnienie przez „Rzeczpospolitą” listu, który Marek Falenta skierował do Andrzeja Dudy pokazuje, że dzisiejszy problem PiS jest konsekwencją jego własnej niekonsekwencji w rozliczaniu afery taśmowej. Biznesmen pisze do prezydenta, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, ujawni, kto zlecił mu nagrywanie, i sugeruje, że mogli to być politycy PiS. Przedstawia siebie jako osobę lojalną wobec tej formacji, jak również wobec CBA. Pisze, że on wywiązał się ze wszystkich obietnic, a teraz ma zgnić w więzieniu. „Nie zamierzam umierać w samotności. Ujawnię zleceniodawcę i wszystkie szczegóły" – grozi w liście do głowy państwa przedsiębiorca skazany na 2,5 roku więzienia za zorganizowanie w warszawskich restauracjach nielegalnych podsłuchów.

Afera taśmowa była gwoździem do trumny rządu PO ?i PSL. Siły rażenia tej sprawy początkowo nie docenił Donald Tusk. I to się na nim zemściło. Ujawnianie kolejnych nagrań pogarszało reputację jego gabinetu. ?A zebrało żniwo kilkanaście miesięcy później – gdy PO przegrała wybory z PiS.

Ale PiS również zabrakło umiejętności przewidywania politycznych skutków tej afery. A państwo pod rządami tej partii wcale nie wzięło się do rozliczenia sprawy nagrań z całą stanowczością. Owszem, do sądu trafił akt oskarżenia, ostatecznie wydano wyrok, ale potem dziwnym zbiegiem okoliczności Marek Falenta uciekł ?z Polski i dopiero w piątek został przewieziony z Hiszpanii do kraju.

Na liczne pytania, jakie pojawiły się przy okazji tej sprawy, nie dano odpowiedzi. Według wielu doniesień medialnych Falenta był powiązany ze służbami, które informował o działalności biznesmenów, z którymi miał kontakty. Sam twierdził, że informował oficerów, z którymi współpracował, o tym, że prowadzi nielegalne studio nagrań. Zresztą gdy w 2014 roku przyjechały do niego służby, by go zatrzymać, miał zadzwonić do znajomego oficera ABW, prosząc o protekcję. Żaden z tych wątków nie został dogłębnie wyjaśniony ani przez służby specjalne, ani przez prokuraturę, ani przez sąd.

I właśnie ten brak konsekwencji obraca się dziś przeciwko PiS. A list Falenty do Andrzeja Dudy staje się paliwem dla opozycji. Skoro sprawa nie została dogłębnie wyjaśniona, opozycja może brać słowa biznesmena za prawdę objawioną i używać ich do grillowania partii rządzącej. Tyle tylko, że to list napisany bądź co bądź przez osobę skazaną prawomocnym wyrokiem. I opierać atak na rządzących na takich słowach to dość ryzykowna taktyka. Ale takie jest wilcze prawo opozycji.

PiS z kolei będzie podkreślać, że biznesmen jest niewiarygodny i jako skazany zrobi wszystko, by wyjść na wolność. Sęk w tym, że gdy w ostatnich czasach media ujawniały niekorzystne dla PO taśmy, jakoś PiS nie miał wątpliwości, by korzystać z tych owoców zatrutego drzewa. Dziś, gdy działania Falenty mogą się przeciwko PiS obrócić, nagłe odcinanie się od niego nie wygląda zbyt przekonująco. Tym bardziej że można odnieść wrażenie, że był przez tę władzę traktowany dość pobłażliwie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA