fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chłopomania to oczywista maskarada

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Wszyscy doskonale wiedzą, jaki jest główny podział polityczny w Polsce. Może więc zacznijmy mówić wprost o klasach społecznych.

Stanisław Wyspiański zapewne czułby się dziś u nas swojsko. Tak jak w Krakowie w okresie Młodej Polski oto nagle po ogłoszeniu wyników wyborów europejskich w kraju zapanowała chłopomania. Po początkowym szoku politycy opozycji i wielu wspierających ich komentatorów nagle nabrali głębokiego szacunku do tych, których jeszcze niedawno nazywano januszami i grażynami.

Rozległo się cmokanie nad ich konserwatyzmem i przywiązaniem do religii, choć jeszcze kilka dni temu były one przejawem wstecznictwa i ciemnogrodu. Oczy, które jeszcze niedawno zwrócone były na Berlin, Paryż i Londyn, dziś tęsknie wpatrują się w podkarpackie i podhalańskie wioski. Ci, którzy wczoraj tropili pedofilię w Kościele, nagle zaczęli się oburzać na to, że jakiś pan, który obwołał się rzecznikiem osób wykorzystywanych przez księży, okazał się być naciągaczem.

Właściwie trudno się temu dziwić. PiS w wojnie z elitami nie brał jeńców. Wyszukiwał coraz to kolejne grupy, by rozpocząć z nimi walkę. Po zwycięskiej stronie refleksji brak. Jeden ze świeżo wybranych europosłów zawiesił na Twitterze mapę, z której ma wynikać, że na Koalicję Europejską – biedak sam w największej tworzącej ją partii spędził kilkanaście lat – głosują głównie mieszkańcy terenów, gdzie stacjonowała Armia Czerwona. A jeden kabareciarz snuje wizje wycięcia guza, jakim na zdrowej tkance społecznej jest opozycja. Przykładów nie brakuje.

Ale ta chłopomania to oczywista maskarada. Wszyscy doskonale wiedzą, że główny podział polityczny w Polsce ma charakter klasowo-kulturowy. Wyborcza mobilizacja klasy ludowej w obronie państwa socjalnego wywołana była lękiem przed elitami, które – jak uznano – podnoszą rękę na wiarę i chcą wrócić do tego, co było, czyli zmienić państwo w twór, który pomaga bogatym, a w nosie ma biednych. Z kolei w wyborach samorządowych mieszczanie z klasy średniej, aspirujący do roli elit, poszli głosować na kogokolwiek, byle ich miastami nie rządzili prezydenci z PiS. Może gdybyśmy o podziale klasowym jednak mówili wprost, nasze spory polityczne byłyby znacznie lepiej zrozumiałe?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA