Reklama

Bielecki: Koniec iluzji. Prawdziwy Brexit musi boleć

Theresa May przegrała we wtorek różnicą 230 głosów próbę ratyfikacji przez Izbę Gmin umowy rozwodowej z Unią. W historii brytyjskiego parlamentaryzmu żaden rząd nie doznał takiego upokorzenia.

Aktualizacja: 16.01.2019 09:08 Publikacja: 15.01.2019 20:36

Demonstranci przed brytyjskim parlamentem

Demonstranci przed brytyjskim parlamentem

Foto: AFP

W tak spektakularny sposób kończy się iluzja jaką przez dwa i pół roku starała się utrzymać szefowa rządu: że możliwe jest uzyskanie najważniejszych korzyści członkostwa w UE, jak choćby częściowy dostęp do jednolitego rynku, przy jednoczesnym zdobyciu najważniejszych korzyści z niezależności od Brukseli, jak własna polityka migracyjna.

Okazało się bowiem, że ten zgniły kompromis nie spodobał się ogromnej większości Izby Gmin.

Przeczytaj: Izba Gmin odrzuciła porozumienie z Unią Europejską ws. brexitu

Zwolennicy jasnego odcięcia się od Unii wskazywali, że propozycja May wiążę w nieskończoność Zjednoczone Królestwo poprzez tzw. backstop: włączenie Irlandii Północnej do unii celnej z krajami “27” dopóki nie znajdzie się inny sposób na uniknięcie przywrócenie kontroli na granicy między Ulsterem i Irlandią Północną.

Z kolei zwolennicy maksymalnie bliskiej współpracy z Unią dowodzili, że z powodu iluzji niezależności w globalnym świecie Londyn traci fundamentalne dla niego korzyści jak dostęp do unijnego rynku usług, w szczególności finansowych.

Reklama
Reklama

Lider laburzystów uważa, że wszystko to wina niekompetencji premier, która nigdy nie wierzyła w Brexit a mimo to próbowała go w jakiejś wersji przeprowadzić. Jeremy Corbyn chce teraz doprowadzić do obalenia rządu i rozpisania przedterminowych wyborów.

Ale jego ocena jest niesprawiedliwa. Wtorkowa porażka May pokazuje nie tyle niekompetencje szefowej rządu co obiektywną niemożność bycia jedną nogą we Wspólnocie i jedną poza nią. Dowodzi, że Wielka Brytania stanęła pod ścianą i musi teraz zdecydować, czy jest gotowa zapłacić wysokie koszty prawdziwego odcięcia pępowiny od Brukseli, w tym możliwego powrotu starć w Irlandii Północnej i nasilenia się szkockiego nacjonalizmu czy też schowa pod siebie ogon i pozostanie w Unii na dotychczasowych warunkach.

Tej decyzji, za Brytyjczyków, nie podejmie Corbyn nawet, gdyby zdobył władzę. Lider laburzystów sam bowiem się waha, karmi rodaków równie iluzoryczną co May wizją kraju, który jak Norwegia pozostawałby poza Unią ale stosował wszystkie jej regulacji. Państwo o takim potencjale i historii jak Wielka Brytania na dłuższą metę nigdy takiego układu nie zaakceptuje.

Pozostaje więc tylko jedno wyjście: ponowne referendum, w którym Brytyjczycy, już z pełną świadomością skutków oddanego głosu, zdecydują czy chcą być w pełni w Unii czy w pełni poza nią. Wszystkie inne rozwiązania będą tylko przedłużaniem żałosnego spektaklu, jakim od blisko trzech lat karmi Wielka Brytania świat.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Karol Nawrocki i Donald Tusk dobrze rozgrywają Radę Pokoju Donalda Trumpa
Komentarze
Bogusław Chrabota: Ostrożnie z obecnością Polski w Radzie Pokoju
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Świat według Donalda Trumpa, czyli rzeczywistość w krzywym zwierciadle
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Rzeczywistość AD 2026. Donald Trump musiał zapewnić, że nie zaatakuje Europy
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Rada Pokoju Donalda Trumpa. Folwark zwierzęcy 2026
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama