fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński o wyborach w Austrii i referendum we Włoszech: UE na klifie

Norbert Hofer może w niedzielę zostać prezydentem Austrii
AFP
To już w tę niedzielę będą miały miejsce dwa wydarzenia, które wpłyną na przyszłość Unii Europejskiej, może nawet zagrożą jej istnieniu.

We Włoszech odbywa się referendum konstytucyjne, którego porażka oznacza dymisję premiera Renziego i otwarcie drogi do władzy dla dziwacznych populistów pod wodzą komika. W Austrii zaś powtórka wyborów prezydenckich, które - jak wynika z większości sondaży - wygra kandydat skrajnej prawicy.

Nie są to pierwsze ani ostatnie wydarzenia o takim znaczeniu dla wspólnoty europejskiej, której członkostwem my, Polacy, cieszymy się ledwie tuzin lat. Było już referendum, w którym Brytyjczycy wyrazili chęć rozwodu. A w przyszłym roku czekają nas wybory w kilku ważnych państwach -  Holandii, Francji i Niemczech. Każde z nich może się przyczynić do rozkładu Unii, choć te w najistotniejszych – Niemczech wydają się na szczęście najmniej groźne.

Prawie w całej starej Europie nasila się zjawisko bardzo niekorzystne dla Polski: prawie wszystkie partie - które od lat tkwiły w opozycji, wyśmiewane przez elity, a teraz szykują się do wyznaczania kierunków polityki międzynarodowej - są prorosyjskie, antybrukselskie i antyamerykańskie. Upodabniają się do nich - by nie oddać władzy - partie głównego nurtu. We Francji prezydentem będzie albo liderka wyklętego dotąd Frontu Narodowego Le Pen, albo - na razie to bardziej prawdopodobne - polityk centroprawicy Fillon, który w miłości do Kremla ją przebija, a we wstrzemięźliwości wobec USA jest jej bliski.

Tak czy owak, nowy prezydent Francji będzie próbował zmieniać Unię w kierunku groźnym dla Polski. A jeżeli towarzyszyć mu będą prezydenci Hofer (w Wiedniu), premierzy Grillo (w Rzymie), Wilders (w Hadze), to z tej Unii, dającej nam szansę rozwoju i poczucie bezpieczeństwa, niewiele zostanie.

Czy to nie jest niepotrzebne straszenie? Przecież po referendum w sprawie Brexitu nic się jeszcze tak naprawdę nie zawaliło.

Odpowiadam: jeszcze nie. Ale UE jest na klifie, podmywanym przez wody, których się nie zauważa lub nie chce dostrzec. To jak z kościołem w Trzęsaczu, z którego został fragment jednej ściany. Bałtyk zbliżał się do świątyni powoli, ale nieubłaganie. Msze odbywały się jeszcze, gdy z okien kościoła można było skoczyć wprost do morza.

Polska ma minimalny wpływ na wyniki wyborów i referendów w innych krajach. Ale powinna się szykować na udział w ratowaniu unijnej świątyni. Pewnie u boku Niemiec i razem z krajami regionu, dla których rozpad Unii jest egzystencjalnym zagrożeniem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA