fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Okrawanie klasy średniej

PAP
Obietnica słania przedsiębiorcom czerwonego dywanu brzmi jak żart w świetle gwałtownego wzrostu danin zaplanowanego dla nich przez PiS.

Treść programu rządzącej partii, który w ostatniej chwili zmienił nazwę z „Nowego" na „Polski Ład", sugeruje, że to nie wizja na dziesięciolecie, ale wyborcza przynęta, obliczona na poszerzenie elektoratu kosztem grup, które na PiS i tak nie głosują. Łechce ucho wyborcy hasło podniesienia kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł i progu podatkowego z 85 tys. do 120 tys. zł. Trudno jednak dociec, jak te obietnice mają się do zapowiedzianego równolegle skasowania odliczeń składki zdrowotnej od podatku. Wiadomo już natomiast, że zastąpienie ryczałtowej składki NFZ liniową na pewno uderzy w przedsiębiorców, którym rządzący na tej samej konferencji obiecali słać czerwony dywan – chyba po to, by nie było widać krwi, którą im utoczą.

Jak mantrę premier i prezes PiS powtarzali hasło, że 18 mln osób ma skorzystać na owej redystrybucji dochodów. Ale kto za to zapłaci? Odliczając niemal 10 mln dzieci, oznaczałoby to, że w różnym stopniu złożyć się ma na to ok. 10 mln pozostałych Polaków.

Prezes Kaczyński wprawdzie zapewnia, że chce, by osoby zarabiające 6–10 tys. zł miesięcznie też „troszeczkę, w niektórych przypadkach skorzystały", a premier dodaje, że rewolucja podatkowa poszerzyć ma klasę średnią, ale staje się jasne, że będzie to raczej jej okrawanie: przedsiębiorców i specjalistów. Bo w gospodarce rynkowej klasa średnia rośnie dzięki sile gospodarki, a nie poborcy podatkowego.

Po klęsce Mieszkania+ i 50-proc. wzroście cen lokali od 2015 r. ciekawie brzmią nowe pomysły PiS w tej dziedzinie. Gwarantowanie przez państwo wkładu własnego do 100 tys. zł i częściowa spłata kredytu dla rodziców dwojga i więcej dzieci spodoba się 30-latkom, bankom i deweloperom. Nie podano jednak źródeł finansowania, co rodzi obawę, że i ten program jak poprzednie skończy się, gdy stanie się popularny i w efekcie kosztowny. Tak poległy „Rodzina na swoim" i „Mieszkanie dla młodych".

Możliwość budowy bez pozwolenia domów o powierzchni do 70 mkw. to ciekawa deregulacja, ale prowadzenie budowy bez kierownika to ryzyko. I furtka dla szarej strefy, skoro w legalnie działających przedsiębiorców budowlanych uderzy planowany przez PiS wzrost obciążeń.

PiS dba, by wieś nie wróciła w objęcia PSL. Dlatego władza nie wprowadzi podatku dochodowego w rolnictwie ani nie podniesie absurdalnie niskich składek zdrowotnych (1 zł za hektar miesięcznie). Obietnica skanalizowania i gazyfikacji wsi brzmi dobrze, ale to program na lata. Na miejscu rolników nie cieszyłbym się też z planu stworzenia kodeksu rolnego – więcej regulacji to więcej biurokracji.

Komentatorzy powtarzają, że nowy program PiS jest jak bombonierka: dla każdego coś dobrego. Ja mam jednak skojarzenie z fasolkami wszystkich smaków z książek o Harrym Potterze: jednemu trafiła się czekolada lub toffi, innemu – woszczyna, albo coś jeszcze gorszego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA