fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Od środy sklepy albo żywność oddają, albo płacą

Na pierwszy ogień idą największe sklepy, przekraczające 400 mkw. Za dwa lata dołączą do nich średnie placówki
shutterstock
Ustawa o zapobieganiu marnowaniu żywności weszła w życie. Handel narzeka na niejasności, cieszą się odbiorcy.

Ustawa nakłada na sklepy obowiązek zawarcia umowy z organizacją pozarządową i przekazywanie za darmo artykułów, którym upływa termin przydatności do spożycia. Zamiast wyrzucać dobrą żywność, która z różnych powodów nie nadaje się do sprzedaży, sklepy mają ją przekazywać partnerom społecznym.

Czytaj także: Sklepy wyrzucają mniej jedzenia

Ustawa wywołuje mieszane reakcje. Organizacje pozarządowe się cieszą, handel, choć widzi potrzebę ograniczenia marnotrawstwa, jest ostrożny. Branża wskazuje na nieprecyzyjne przepisy, omijanie głównego źródła problemu, jakim jest (w ich ocenie) nadprodukcja żywności i konsumenci, oraz objęcie obowiązkiem zbyt małych sklepów. Ustawa wzmocni pozycję organizacji pozarządowych, które stają się niezbędne do realizacji obowiązków ustawowych, a co za tym idzie – uniknięcia kar finansowych. Sklepy będą bowiem płacić 0,1 zł za każdy kilogram wyrzuconej żywności. Do największych partnerów handlu należą dziś Banki Żywności i Caritas. Sklepy mają pięć miesięcy na podpisanie umów.

Czytaj także: Tesco: owoce i warzywa bez terminów przydatności do spożycia

– Ciężko powiedzieć, jaka będzie skala zainteresowania współpracą z nami – mówi Anna Przetakiewicz, specjalista ds. PR w Bankach Żywności. Ustawa zobowiązuje też sklepy do organizowania z partnerami kampanii edukacyjnych dla klientów. – Celem kampanii będzie zwiększenie świadomości społecznej w zakresie marnowania żywności. Sklepy różnymi sztuczkami marketingowymi wpływają na nasze decyzje konsumenckie, w wyniku czego przepełniamy koszyki – mówi Przetakiewicz.

Mniej entuzjazmu wykazuje handel. – W ustawie jest dużo niejasności i nie wiadomo do końca, jak będzie działała w praktyce – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu. Ustawa nie reguluje, jak często żywność ma być oddawana, wskazuje jedynie na „zbliżający się termin przydatności do spożycia". – Nie wiadomo, jak konkretnie ocenić, kiedy jest ten zbliżający się termin. Jak definiować taką żywność? Kiedy ją oddawać? Ustawa może być najbardziej problematyczna dla mniejszych sklepów, które nie będą miały dużo żywności do oddania, a być może nie będą też miały w pobliżu organizacji, która ją przyjmie. Istnieje ryzyko, że sklepy będą ponosić koszt przewozu niewielkiej ilości żywności do oddalonej miejscowości, gdzie jest ktoś, kto ją przyjmie – mówi Ptaszyński.

Czytaj także: Wyrzucanie jedzenia przyczyni się do katastrofy klimatycznej

Wojciech Kruszewski, prezes Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan, zarzuca ustawie, że nie precyzuje warunków umów, jakie będą musieli zawrzeć przedsiębiorcy z organizacjami. – Brak konkretnych regulacji w tym zakresie może spowodować, że przedsiębiorcy będą zmuszani do ich zawierania nawet na niekorzystnych warunkach, by uniknąć kary. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych miejscowości i obszarów wiejskich, gdzie tych organizacji jest zwyczajnie mniej – wskazuje szef Lewiatana. Niepodpisanie umowy grozi karą 5 tys. zł.

Czytaj także: #RZECZoBIZNESIE: Marta Widz: Kupujemy żywność w nadmiarze

Kruszewski przytacza dane organizacji EU Fusions, że handel odpowiada jedynie za 5 proc. marnowanej żywności, a głównymi źródłami marnotrawstwa są gospodarstwa domowe (53 proc.), przetwórstwo (19 proc.), gastronomia (12 proc.), produkcja (11 proc.). Według Eurostatu w Polsce w 2006 roku zmarnowanych zostało 9 milionów ton żywności (brakuje nowszych danych, ponieważ Polska nie dosłała danych w 2016 r., podobnie jak Litwa, Rumunia, Cypr i Węgry). 5 proc. odpowiadałby więc za 450 tys. kg i 45 tys. zł kary przypadających na handel w skali całego kraju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA