Handel

Wojna handlowa szkodzi chińskiemu rynkowi

Adobe Stock
Amerykańska giełda odczuwa skutki konfliktu gospodarczego w dużo mniejszym stopniu niż parkiet w Szanghaju. W Chinach pogłębia się bessa.

Chiński indeks Shanghai Composite coraz mocniej zagłębia się w terytorium bessy. W środę zamknął się zaledwie 0,5 pkt od dołka ze stycznia 2016 r. Bardzo niewiele więc wystarczy, by znalazł się najniżej od jesieni 2014 r. Inwestorzy, jak widać, ignorują wezwania państwowych mediów (np. artykuł z „Securities Daily") do kupowania akcji. Przecena nie ogranicza się jednak do Chin. Indeks MSCI Asia Pacific tracił w środę już dziesiąty dzień z rzędu, czyli była to jego najdłuższa seria nieprzerwanych spadków od 16 lat. Indeks rynków wschodzących MSCI Emerging Markets zniżkował do poziomu 1000 pkt, który ostatnim razem przekroczył wiosną 2017 r. Sytuacja na rynkach wschodzących wyraźnie kontrastuje z sytuacją na rynku w USA. Indeksy S&P 500 i Nasdaq Composite dzieli mniej niż 1 proc. od rekordów z końcówki sierpnia.

Groźne sankcje

Słabość chińskiej giełdy można częściowo wytłumaczyć obawami dotyczącymi rozkręcającej się wojny handlowej z USA. – Rynki zdecydowały, że dotąd to Stany Zjednoczone wygrywają wojnę handlową – twierdzi Ben Emons, główny ekonomista firmy Intellectus Partners.

Analitycy UBS wyliczyli, że obawy o wojnę handlową mogły odpowiadać za 11,1 pkt proc. tegorocznego spadku indeksu Shanghai Composite i 7,9 pkt proc. spadku paneuropejskiego indeksu Stoxx Europe 600. W przypadku S&P 500 tego typu niepokój mógł się przyczynić do przeceny o około 3 pkt proc. Wojna handlowa w bardzo małym stopniu zaszkodziła więc amerykańskiej hossie.

To Chiny mają bowiem więcej do stracenia pod względem gospodarczym na tej wojnie. USA są dla nich największym rynkiem eksportowym, a jeśli administracja Trumpa zrealizuje groźbę wprowadzenia nowych karnych ceł na chiński import warty 200 mld USD rocznie, to ChRL nie będzie mogła nawet udzielić symetrycznej odpowiedzi. Chiny domagają się od Światowej Organizacji Handlu (WTO) zgody na nałożenie na USA 7 mld USD „sankcji" (właściwie żądają wypłaty odszkodowań) za złamanie przez Waszyngton zasad dotyczących rozwiązywania sporów o cła. Prezydent Trump groził zaś w zeszłym tygodniu, że może nałożyć karne cła na chiński import warty 267 mld USD, „jeśli tylko będzie chciał". Agencja Reutera donosi zaś, że Departament Stanu USA może nałożyć sankcje na chińskich oficjeli winnych prześladowania Ujgurów. Ukarane miałyby zostać również firmy budujące obozy „reedukacji" dla mniejszości ujgurskiej i produkujące systemy nadzoru elektronicznego. W wyniku tych sankcji Chiny zostałyby więc postawione na jednej płaszczyźnie z Rosją, Iranem czy Turcją, co mogłoby być dodatkowym impulsem do wyprzedaży na giełdzie.

Rynkowy kontrast

– Największym ryzykiem jest handel. Ludzie naprawdę boją się groźby wprowadzenia przez USA ceł na import z Chin sięgający 200 mld USD rocznie. Kluczowe mogą się okazać wybory do Kongresu USA 6 listopada. Po tej dacie napięcia handlowe mogą spaść – twierdzi Ken Peng, strateg z Citigroup.

Za zwyżkami na amerykańskich giełdach przemawia natomiast siła gospodarki USA. W tym roku może się ona rozwijać najszybciej od 2005 r. S&P 500 od początku 2017 r. zyskał 29 proc. i oczywiście pojawiają się pytania, jak długo ta hossa (trwająca od 2009 r.) może być kontynuowana.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL