fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Ukryte koszty kryzysu są ogromne

Premier Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zamknięcie szkół to tylko pozornie bezkosztowa forma tłumienia epidemii.

Druga fala epidemii Covid-19 i związane z nią restrykcje doprowadziły do ponownego spadku aktywności ekonomicznej w Polsce. W porównaniu z wiosną kryzys jest jednak łagodniejszy, a rząd robi wiele, aby zminimalizować jego koszty. Już od soboty, po niespełna miesiącu przerwy, pozwolił działać wszystkim sklepom w galeriach handlowych. Wkrótce ruszy też kolejna tarcza antykryzysowa.

Czytaj także: Zajęcia przez internet nie zastąpią nauki w szkole

Niektóre koszty antyepidemicznych restrykcji ujawnią się jednak dopiero z czasem. I będą dużo większe od tych, którym obecnie próbuje przeciwdziałać rząd. „Wiosną zamknięcie szkół było strategią przezorną i w Europie powszechną. Badania naukowe z ostatnich miesięcy pokazują jednak, że ryzyko zdrowotne związane z działaniem szkół jest mniejsze, niż wówczas zakładano, a koszty społeczne, edukacyjne i gospodarcze długotrwałego przerwania nauki w szkole – znacznie większe" – pisze w „Rzeczpospolitej" grupa 25 naukowców.

Badania przeprowadzone w Niemczech pokazały, że uczniowie w trybie zdalnym poświęcają na naukę około 3,5 godziny dziennie, o połowę mniej niż zwykle. A w przypadku słabszych różnica jest jeszcze większa. Utracony czas nauki będzie miał istotny wpływ na dochody w ich dorosłym życiu. Świadomość tych kosztów sprawiła, że teraz tylko co trzeci kraj UE zamknął szkoły.

Czytaj także: Gorszy sprzęt to gorsza edukacja

– W Polsce za mało było dyskusji o zamknięciu szkół. Koszty zamknięcia sklepów, które są namacalne, były dyskutowane głośniej – przyznaje Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole w Polsce, u nas nie było jednak wyboru. – Druga fala pandemii silniej niż pierwsza uwypukliła różnice w przygotowaniu służby zdrowia w różnych krajach na gwałtowny wzrost liczby hospitalizowanych osób. Ta lepiej przygotowana ułatwiła utrzymanie otwartych szkół – mówi.

Minister zdrowia Adam Niedzielski uważa, że szkoły wciąż są „rozsadnikiem wirusa". Jednak minister edukacji Przemysław Czarnek chce jak najszybciej uruchomić naukę stacjonarną. Stąd decyzja o skumulowaniu ferii, tak by uczniowie od 18 stycznia mogli wrócić do szkół. Podobnie myślą epidemiolodzy. – Jestem za tym, by młodsze klasy wróciły do szkół, bo nie ma dowodów na to, że dzieci przebywające w szkole są głównym źródłem zakażenia – mówi „Rz" prof. Krzysztof Simon, epidemiolog.

Pedagog prof. Marek Konopczyński przekonuje z kolei, że zostając w domach, dzieci dużo nie tracą. – Szkoła co do zasady pełni funkcję socjalizującą i dydaktyczną. Tyle że polska tej pierwszej nie pełni prawie w ogóle. Jeśli chodzi o dydaktykę, to nauka stacjonarna jest prowadzona archaicznie, więc strata jest niewielka. Edukacja zdalna jest szansą na odejście od typowego wkładania wiedzy do głowy na rzecz inspirowania uczniów do jej zdobywania. Jeśli tak będzie, uczniowie nie stracą – podsumowuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA