fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Chiński Juan ma być bardziej globalny

Bloomberg
Wynoszący ok 2 proc. udział juana (renminbi) w globalnym handlu i rezerwach bankowych, to o wiele za mało— uznały chińskie władze. Impulsem do zwiększenia udziału tej waluty na rynkach międzynarodowych jest oczywiście permanentny konflikt na linii Waszyngton-Pekin.

Ten impuls jest jeszcze silniejszy po tym, jak Amerykanie zapowiedzieli możliwość wprowadzenia kolejnych sankcji po tłumieniu przez policję demonstracji i zapowiedź wprowadzenia nowych ograniczeń w Hongkongu. Amerykanie, jak na razie, nie spieszą się z nowymi ograniczeniami w stosunkach handlowych z Chinami, ale gdyby rzeczywiście stały się one faktem, ucierpiałyby na tym w równym stopniu firmy chińskie, jak i amerykańskie. Tyle, że dla Chińczyków dostęp do dolara jest kluczowy.

Jak na razie juan ma zaledwie 2 procentowy udział w rezerwach bankowych na świecie.

—Umiędzynarodowienie juana jest w tej chwili już nie pożądane przez władze chińskie, ale wręcz nieuniknione — uważa cytowany przez Bloomberga Ding Shuang, główny ekonomista Standard Chartered Plc. Odpowiadający za Chiny oraz region Azji i Pacyfiku — W sytuacji wielkiej niepewności politycznej Chińczycy muszą znaleźć alternatywę wobec dolara. Inaczej ryzyko finansowe będzie zbyt wysokie — dodaje.

Podobne głosy słychać było w czasie globalnego kryzysu finansowego 2008/2009. Od tego czasu oczywiście sporo się zmieniło, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy uznał juana za walutę rezerwową. Chińska waluta pojawiła się również na rynkach surowcowych. Tyle, że to wszystko nadal jest marginesem. Teraz Chińczycy uznali, że promocja renminbi na rynkach międzynarodowych jest konieczna, ponieważ w żaden inny sposób ich kraj nie uniezależni się od dominacji dolara. Otwarcie mówią to chińscy eksperci i przedstawiciele władz. Zhou Yongkun, członek zarządu Ludowego Banku Chin, chińskiego banku narodowego ujawnił, że w najbliższym czasie mają ulec wzmocnieniu kontakty z zagranicznymi odpowiednikami. Nie ujawnił jednak o jakie waluty chodzi, chociaż najprawdopodobniej będą to euro i jen. Tyle, że żeby rzeczywiście tak się stało Chińczycy muszą poluzować kontrolę przepływu kapitału, która została zaostrzona po dewaluacji w 2015 roku. To z kolei grozi destabilizacją odpływu gotówki. Pomocne byłoby również poluzowanie przepisów regulujących import i zgodę na powstanie deficytu w handlu. —Chiny nie są jeszcze na to gotowe — uważa Yu Yongding, były doradca banku centralnego.

Na razie jeszcze nie wiadomo, jak bardzo zdeterminowani są Amerykanie. Wiadomo tylko, że przygotowania do wprowadzenia zakazu inwestowania przez fundusze emerytalne z USA w chińskie akcje są bardzo zaawansowane. Podobnie jest z ograniczeniami dla chińskich firm, które chciałyby być notowane na giełdzie amerykańskiej. Tyle, że takie restrykcje wobec największej gospodarki świata byłyby czymś niespotykanym w sytuacji, kiedy Rezerwa Federalna nigdy nie ograniczała dostępu do swojej waluty. I byłyby niekorzystne także dla firm amerykańskich.

W tej chwili Chińczycy budują platformę finansową China International Payment System, dzięki której regulują swoje transakcje pomijając dolara. Wzmocnienie krajowej waluty widzą w rosnącej roli Hongkongu, który ma się stać jednym z głównych ośrodków obrotu w juanach. W czerwcu 2020 w Hongkongu powstało centrum zarządzania finansami Wealth Management Connect, które będzie wspierało wzajemne inwestowanie przez chińskie firmy i obywateli Hongkongu, Makau oraz południowych Chin.

Wśród kolejnych kroków rozważane jest płacenie w juanach importerom, inwestowanie w juanach zagranicą oraz udzielanie kredytów w chińskiej walucie. Tyle, że jak na razie w Hongkongu połowa depozytów nadal jest w obcych walutach, głównie w dolarach, a w chińskich bankach wartość depozytów w obcych walutach sięga 747 mld dol. To nie jest zresztą zła sytuacja, bo gdyby wybuchła panika i nagle pojawił się popyt na dolary, byłoby skąd je brać.

Czy jednak są naprawdę poważne powody do obaw? Zdaniem cytowanego przez Bloomberga, profesora Oxfordu, gdyby rzeczywiście Amerykanie zdecydowali się odciąć Chińczyków od dolara, szkody byłyby ogromne. —Ale nie sądzę, żeby rzeczywiście mogłoby się to wydarzyć — mówi prof. George Magnus. Jednocześnie jednak przyznaje, że dzisiaj Chińczycy zupełnie nie są na to przygotowani.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA