fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Fundusze Europejskie

#RZECZoBIZNESIE: Bogusław Liberadzki: Fundusz Odbudowy i Rozwoju wzmocni i zintegruje Unię

Bogusław Liberadzki
Bogusław Liberadzki
rp.pl
Jeżeli w 2021 r. zakończymy proces ratyfikacji, to natychmiast rozpoczynamy korzystanie ze środków zgromadzonych w nowym budżecie UE – mówi Bogusław Liberadzki, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Jak Covid-19 zmieni UE? Powiedzenie „co nas nie zabije, to nas wzmocni" jest w tym przypadku prawdziwe?

Wydaje się, że tak. Pierwszą, już widoczną gołym okiem, reakcją Unii na to zagrożenie jest wspólna polityka zakupu szczepionek czy łagodzenie wymogów dotyczących zamówień publicznych, co oczywiście ułatwia państwom członkowskim bieżące finansowanie walki z koronawirusem. Jednak najważniejszą reakcją Unii jest ustanowienie Funduszu Odbudowy i Rozwoju. To dodatkowe 750 mld euro, niezależne od tego, że mamy 1070 mld euro w ramach wieloletnich ram finansowych.

Część tych 750 mld euro to dług publiczny UE. Traktat o funkcjonowaniu UE nie przewidywał wspólnego, unijnego deficytu w finansach. Wprowadzamy jednak nową jakość, żeby przeprowadzić uderzeniową interwencję w gospodarkę i spowodować ożywienie.

Głównym kryterium jest „Zielony ład", czyli gospodarka coraz bardziej neutralna klimatycznie. Zdajemy sobie sprawę, jak wielkim wyzwaniem są zmiany klimatyczne. Drugim kryterium jest cyfryzacja UE. Gospodarka po koronawirusie powinna być dużo bardziej nowoczesna.

Rośnie również znaczenie Unii i instytucji europejskich. Możemy zatem mówić o wyższym etapie integracji wewnętrznej. Wszystko to pod warunkiem, że Fundusz Odbudowy i Rozwoju parlamenty narodowe, w tym polski Sejm, ratyfikują. Bez ratyfikacji w takim kształcie on nie powstanie.

Jest też adresowany do Polski wymóg, ale ma on charakter uniwersalny. Chodzi oczywiście o regułę „pieniądze za praworządność". UE idzie więc w kierunku wzmocnienia swoich struktur i swojej wagi. Czy to się uda, zależy od państw, od tego, w jakim stopniu będą się utożsamiać ze zmianami.

W narracji rządowej wybrzmiewa, że Unia nam już odpuściła, nie będzie uzależniać pieniędzy z funduszu od kwestii praworządności.

Z perspektywy brukselskiej tak to nie wygląda. Nadal jest ważne rozporządzenie dotyczące kryterium praworządności przy uruchamianiu środków finansowych z nowej perspektywy i Funduszu Odbudowy. Tego rozporządzenia nikt nie odwołał. Mamy porozumienie, że rozporządzenie będzie dotyczyć tylko pieniędzy budżetowych, ale to było tak sformułowane od początku. Z jesiennego wspólnego oświadczenia wynika, że Trybunał Sprawiedliwości UE dopiero wyda orzeczenie. A jakie będzie, trudno przesądzić. Może być niekorzystne i wtedy nam nie odpuszczą.

Polska w dużym stopniu partycypuje w podziale pieniędzy z budżetu europejskiego. Jeżeli mówimy w sumie o 1070 i 750 mld euro, to Polsce przypada z tego ok. 170 mld euro, czyli 9 proc. To jest prawie połowa pieniędzy, które przypadają w udziale pozostałym nowym państwom członkowskim. Może być wśród nich pokusa, żeby naciskać na przestrzeganie zasady praworządności przez Polskę, gdyż niewykorzystane przez nią pieniądze mogłyby wtedy wrócić do płatników netto, albo być podzielone między pozostałe państwa rozszerzonej UE.

Czyli mogą być zainteresowane grą przeciwko Polsce?

Mówimy o pieniądzach, szansach rozwojowych gospodarki, możliwości awansu społecznego, podniesieniu konkurencyjności gospodarki i poziomu życia obywateli. Obawiam się, że tego typu rozumowanie będzie dominujące. Jeżeli odpuścimy Polsce i Węgrom, to nigdy nie wrócimy do podstawowej zasady UE, jako organizacji, którą rządzi prawo. Władza prawa, a nie prawo władzy. Jest to jeden z fundamentów UE i nie sądzę, żeby była zgoda na jego odpuszczenie.

Równie dobrze łamać zasadę praworządności mogą wielkie państwa. Gdyby Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania również tak łamały praworządność, to nie będzie UE.

Kiedy pieniądze z Funduszu Odbudowy i Rozwoju mogą do Polski dotrzeć?

Jeżeli w 2021 r. zakończymy proces ratyfikacji, to natychmiast rozpoczynamy korzystanie z tych środków. Wszystkie państwa są tym zainteresowane. Jest przewidziane, że Fundusz Odbudowy będzie funkcjonował w ciągu trzech lat. Potem rozpoczynamy proces rozliczania, co jest grantem, a co pożyczką. 390 mld z 750 mld euro to bezzwrotne granty. Pozostałe 360 mld euro to kredyty i pożyczki na bardzo korzystnych warunkach. Zaciąga je wspólnota i lokuje w państwach członkowskich. Gdyby któreś z państw nie mogło spłacać, to wspólnota będzie musiała solidarnie się złożyć na spłatę zobowiązania.

Wszystkim się spieszy. Popatrzmy na stopę bezrobocia we Włoszech czy Hiszpanii. Ten fundusz kierowany jest do nowego pokolenia i będzie presja, żeby go uruchomić jak najszybciej. Dobrze by było, gdyby Polska była wśród pierwszych państw ratyfikujących.

Południu i nam zależy. Ale mamy też inne kraje, zwane przez rząd PiS skąpcami, np. Holandia. Z ich strony nie będzie spowalniania ratyfikacji?

Nie sądzę. W Holandii mamy w najbliższych tygodniach wybory. Będzie nowy rząd i parlament, wtedy proces radykalnie przyspieszy. Główna groźba ze strony Holandii – zawetowanie funduszu – jest już poza nami. Holandii też zależy, żeby nie blokować szans rozwojowych pozostałych państw członkowskich. Jesteśmy wreszcie rodziną. Grozi jej też utrata reputacji w oczach państw członkowskich. Na taki „luksus" nawet bogata Holandia sobie chyba nie pozwoli.

Co zrobimy z tymi pieniędzmi?

Bruksela oczekuje na strategię polskiego rządu odnośnie alokacji tych środków. Rząd i parlament powinny zająć jednoznaczne stanowisko, zarówno w sprawach ratyfikacji, jak i priorytetów alokowania pieniędzy. Musimy uniknąć sytuacji, że tam, gdzie są samorządy bliższe sercu rządzących, tam mogą być pieniądze wcześniej i większe. Im dalej od serca rządzących, tym mogą być później i mniejsze. Potrzebne są czyste kryteria gospodarcze. Te pieniądze mają wprowadzić nową jakość w gospodarce. Oprócz „Zielonego ładu" i digitalizacji jest też Fundusz Sprawiedliwej Transformacji w energetyce. 3,5 mld euro przewidziano dla Polski. Mamy różne poglądy na temat węgla i nie wiadomo, jaka jest tu strategia. Samo wydobywanie węgla nie szkodzi klimatowi, tylko sposób, w jaki z niego korzystamy.

Czyli priorytetem powinna być transformacja energetyki. A kluczowy dotąd transport i drogi?

Powinniśmy prowadzić intensywne prace nad nowymi rodzajami napędów. Są np. rozwiązania wodorowe. Powinniśmy inwestować w inteligentne systemy transportowe i procedury skracające np. czas pobytu samolotu w powietrzu. Duże wyzwanie to też transport morski. Mamy kwestie rewitalizacji żeglugi śródlądowej. Opowiadam się za rewitalizacją Odry, w dalszej kolejności Wisły. Ciągle jest pytanie o milion samochodów elektrycznych. Ważna jest sprawa multimodalnego systemu transportowego. Chodzi o wykorzystywanie różnych gałęzi transportu w jednym procesie dostawy od producenta do konsumenta, racjonalne gospodarowanie ograniczonymi zasobami z jednoczesną redukcją emisji. Mamy daleko posuniętą budowę infrastruktury, ale zostaje kwestia inteligentnych systemów transportowych.

Czy UE jest w stanie zapobiec arbitralności przy dzieleniu tych pieniędzy i rozrzutności?

Z mojego doświadczenia z pracy w Komisji Kontroli Budżetowej PE wiem, że dokonuje się oceny celowości wydatków i ewentualnie żąda zwrotu pieniędzy. Stąd jest wymóg praworządności, bo to często wiąże się ze sprawą sądową. KE chce wiedzieć, że sądy będą orzekać nie wg. oczekiwania rządu polskiego, tylko zgodnie z literą prawa. Rozporządzenie przewiduje cztery kategorie sankcji. To zawieszenie płatności, zażądanie zwrotu pieniędzy, przerwanie inwestycji i zablokowanie wszelkiego rodzaju finansowania. Sądzę, że będzie wola zastosowania tych instrumentów, bo wszystkie państwa patrzą sobie na ręce.

Może zainwestować pieniądze z tego funduszu w CPK? To ma sens w sytuacji zakończenia budowy portu Berlin Brandenburg?

Nigdy nie ukrywałem, że jestem bardzo sceptyczny wobec tego projektu. Tym bardziej teraz, gdy Covid-19 dokonał prawdziwych spustoszeń na rynku lotniczym. Spadki obrotów sięgają 90 proc. Oblicza się, że liczba przewożonych pasażerów wróci do stanu sprzed pandemii w ciągu ok. pięciu lat. Czyli nie wiadomo kiedy, bo na razie pandemia Europie nie odpuszcza. Przed nią wszystkie polskie porty lotnicze obsłużyły bez mała 40 mln pasażerów. Tyle też w pierwszym etapie ma obsługiwać Port Baranów. Docelowo ma to być lotnisko dla 100 mln pasażerów dorównujące dotychczasowemu światowemu liderowi w Atlancie. Na razie zamiast lotniska jest spółka powołana do jego budowy z intratnymi finansowo posadami dla zarządu. Nic mi też nie wiadomo, żeby zrobiono cokolwiek w kwestii tzw. szprych – kilku linii kolejowych dużych prędkości, które promieniście z całej Polski mają dowieźć pasażerów na lotnisko w góra dwie godziny. Tymczasem, owszem po bólach, ale jednak lotnisko Berlin Brandenburg już funkcjonuje. Doświadczenia związane z jego budową nie są zachęcające. Nie wiem też, na czym ma polegać przewaga Baranowa nad Berlinem w oczach pasażerów i przewoźników cargo. Zamiast wielkich sum wydatkowanych na koleje dużych prędkości do Baranowa wolę np. modernizowanie wielokrotnie dłuższej sieci kolejowej w kraju.

W grę wchodzą też pieniądze z nowej perspektywy unijnej. Najwyraźniej czeka nas wkrótce inwestycyjna bonanza. Jesteśmy w stanie wchłonąć tak szybko tak dużo pieniędzy?

Jeśli dopuścimy do „bonanzy", to dobrze się to nie skończy. Rząd, jak się zdaje, też jest podobnego zdania. Usłyszeliśmy przecież, że wszystkie ministerstwa pracują nad „Nowym ładem". Taki spójny, przemyślany i dobrze obliczony plan działań gospodarczych, zamierzeń, które odmienią cywilizacyjne oblicze Polski, jest niezbędny. Ma być trudny, ale dzięki unijnym pieniądzom realny.

Jak w ostatnim czasie zmieniło się postrzeganie Polski i naszego regionu? Gospodarczo doganiamy już kraje południa. Ma to jakieś przełożenie na naszą pozycję w Brukseli?

To ma dwojakie skutki. Pozytywne, kiedy inwestowane również przez UE pieniądze w Polsce przynoszą efekty. Widać zmiany gospodarcze, większą odporność przemysłu na koronawirusa. Spadek produkcji przemysłowej w Polsce jest śladowy. Widać poczucie stabilizacji przedsiębiorstw, nie spada zatrudnienie. Jest wiara, że po koronawirusie wrócimy do normy. W drugim aspekcie Polska jest postrzegana mniej pozytywnie. Chodzi o kwestię praworządności. Od tego może zależeć korzystanie ze środków Funduszu Odbudowy i wieloletnich ram finansowych.

Zajmuje się pan w Europarlamencie relacjami Unii z USA. Poprawią się?

To jest sprawa bardziej skomplikowana. Z jednej strony lekceważący, a z drugiej merkantylny stosunek prezydenta Trumpa do UE, z którym on wręcz się obnosił, pozostawił ślad na stosunkach z USA. One są w dalszym ciągu ważne dla Europy, wręcz żywotnie ważne, ale jakiś osad nieufności, niepewności pozostał. Obserwatorzy mówią już, że Unia niejako zaczęła „wybijać się na niepodległość". Pod koniec grudnia – mimo apeli ze strony nowej administracji, żeby chwilę się wstrzymać – podpisała strategiczną umowę inwestycyjną z Chinami. Podczas gdy USA zapowiadają otwartą, ale twardą politykę wobec Chin i Rosji, najważniejsze europejskie stolice chcą ją niuansować. Wizyta Josepa Borella w Moskwie może mieć dobroczynny wpływ na wspólną politykę UE i USA, gdyż incydent ten pokazał, że gdy tylko w jednolitym bloku zachodnim pojawi się jakakolwiek szczelina, inni potrafią ją po mistrzowsku wykorzystać. Taką szczeliną jest sprawa Nord Stream 2. Unia i USA nie mówią jednym głosem.

CV

Bogusław Liberadzki, europoseł, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. W latach 1993–1997 był ministrem transportu i gospodarki morskiej, zaś w latach 1997–2004 posłem na Sejm z ramienia SLD. Od 2004 r. jest eurodeputowanym. Pełni też funkcję kierownika Katedry Transportu SGH w Warszawie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA