fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Sławomir Presnarowicz: Trzeba zmienić definicję budowli w podatku od nieruchomości

dr hab. Sławomir Presnarowicz
materiały prasowe
Trzeba pilnie zmienić definicję budowli w podatku od nieruchomości – mówi dr hab. Sławomir Presnarowicz, profesor Uniwersytetu w Białymstoku, sędzia NSA.

Samorządy skarżą się, że coraz trudniej spiąć im budżety. Jednym z ważniejszych źródeł finansowania są podatki i opłaty lokalne. Tyle że przepisy nie ułatwiają życia podatnikom ani też gminom. Może czas ustawę o podatkach i opłatach lokalnych napisać na nowo?

W tej chwili byłoby to trudne, i to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, takie kompleksowe przygotowanie nowego aktu prawnego wymaga czasu i ogromu pracy. Po drugie, pojawia się pytanie, kto miałby go przygotować. Ministerstwo Finansów? Komisja Kodyfikacyjna? Sprawę dodatkowo komplikuje to, że przy opodatkowaniu gruntów, budynków i budowli mamy trzy akty prawne: ustawę o podatkach i opłatach lokalnych, ustawę o podatku rolnym oraz ustawę o podatku leśnym. W przyszłości ustawodawca mógłby pomyśleć o konsolidacji tych obszarów. Dziś jednak takiej możliwości nie widzę.

Ale zmiany są potrzebne.

Bez wątpienia, co pokazuje też najnowsze orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego. Moje obserwacje jako sędziego NSA są takie, że na gruncie podatków i opłat lokalnych pojawiają się coraz to nowe problemy. Dotyczy to głównie podatku od nieruchomości. A wątpliwości wzbudza opodatkowanie różnego rodzaju obiektów, np. typu kontenerowego. Nowe kwestie, z którymi muszą się mierzyć składy orzekające NSA, to m.in. podstawa opodatkowania elektrowni wiatrowych, i zupełnie nowe, jak opodatkowanie fotowoltaiki. W tym ostatnim przypadku problemy powoduje zarówno pojęcie budowli na gruncie podatku od nieruchomości, jak i ulgi inwestycyjnej wprowadzonej na potrzeby podatku rolnego. Jeśli chodzi o pojęcie budowli, to zmiany są niezbędne i bardzo pilne.

Dlaczego to palący problem?

Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych zwiera co prawda własną definicję budowli, ale w dużej mierze jest ona oparta na odesłaniu do prawa budowlanego. A prawo budowlane jest często zmieniane, co rzutuje na objęcie podatkiem od nieruchomości. To zaś generuje liczne wątpliwości i spory. Takich spraw mamy coraz więcej, są one poważnym wyzwaniem interpretacyjnym. Wystarczyłoby doprecyzowanie pojęcia budowli, czyli wyraźne wskazanie, co nią jest, a co nie. I aż się prosi, żeby wreszcie nastąpił rozwód prawa podatkowego i budowlanego. To pozwoliłoby uniknąć wielu sporów, bo częste zmiany w prawie budowlanym bezpośrednio rzutują na rozliczenia podatkowe, a jednocześnie w procesie legislacyjnym wymykają się one nadzorowi aparatu skarbowego.

Czytaj także:

Może po prostu ta kuratela nie jest potrzebna?

Przeciwnie, takie konsultacje są niezbędne. W praktyce jedna niewinna z pozoru zmiana w prawie budowlanym potrafi spowodować spore zawirowania podatkowe. Na przykład prawie nic nieznacząca zmiana w prawie budowlanym wywołała lawinę w opodatkowaniu elektrowni wiatrowych.

Czy to jedyne zadanie dla ustawodawcy na 2020 r.

Lista może być zdecydowanie dłuższa. Kolejnym rozwiązaniem, o którym powinien pomyśleć w najbliższym czasie, mogłaby być nowa preferencja dla fotowoltaiki. Taką ulgę dla obiektów fotowoltaicznych przewiduje ustawa o podatku rolnym. Nie dotyczy ona jednak podatku od nieruchomości. Tymczasem wprowadzenie takiej ulgi czy częściowego zwolnienia dla właścicieli domów czy mieszkań mogłoby stworzyć dodatkową zachętę do inwestowania. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być też np. wprowadzenie niższych stawek opodatkowania. Dziś sytuacja jest niesprawiedliwa, bo podatnik podatku rolnego, który zamontuje panele słoneczne, ma prawo do ulgi w tym podatku, a zwykły właściciel domku jednorodzinnego, niebędący podatnikiem podatku rolnego, który płaci podatek od nieruchomości – już nie.

Tylko czy samorządy nie zaczną protestować, że znów zabiera im się dochody?

Takie rozwiązanie byłoby korzystne dla wszystkich. Strata dla samorządów byłaby pozorna. Im więcej pojawi się ogniw słonecznych, tym więcej będzie można wyprodukować tzw. zielonej energii. A czyste powietrze to korzyść dla wszystkich, do czego zachętą powinny być rozwiązania systemowe.

Co jakiś czas w debacie publicznej powraca jak bumerang temat podatku katastralnego. Czy Polacy są gotowi na tego rodzaju daninę?

Dziś wprowadzenie tzw. podatku katastralnego nie jest możliwe, bo w Polsce nie mamy katastru służącego takiemu podatkowi. Sama nazwa nie jest najwłaściwsza bo to co jest nazywane „podatkiem katastralnym" to w rzeczywistości podatek od wartości nieruchomości. I bez wprowadzenia ewidencji wartości wszystkich nieruchomości zmiany opodatkowania nie da się przeprowadzić. Inaczej mówiąc nie da się tego zrobić bez wyceny nieruchomości, których są miliony w całej Polsce. To praca na całe lata. Ktoś kto zaczyna temat wprowadzania tzw. podatku katastralnego nie wie o czym mówi.

A czy nas w ogóle stać na to, żeby płacić podatek od wartości nieruchomości?

To zupełnie inna kwestia. Diabeł tkwi w szczegółach. Podstawowy problem to wycena, a właściwie kryteria jaki się do niej przyjmuje. Pojawia się też pytanie o wysokość stawki. Przykładowo w Kanadzie w której obowiązuje tzw. podatek katastralny, do wyceny przyjmowano dane z rynku obrotu nieruchomościami. Dziś mam sygnały, że to rozwiązanie odbija się Kanadyjczykom czkawką. Podatek katastralny wzrasta, bo wraz ze wzrostem zainteresowania inwestorów, ceny na rynku nieruchomości w tym kraju poszybowały w górę. Ludzie są wściekli, bo boom na rynku nieruchomości negatywnie przełożył się dla nich na opodatkowanie. Oprócz samego problemu jakie rozwiązanie przyjąć, to mam wątpliwości czy mentalnie jesteśmy gotowi na podatek katastralny. To nie czas i miejsce na takie zmiany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA