fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Nietykalny": kobiety obaliły szeryfa

Harvey Weinstein w swym nowojorskim biurze, 1989 r.
afp/getty images, Barbara Alper
Przejmujący dokument o świecie, w którym królami życia mogą być ludzie tacy jak Harvey Weinstein.

„Na szczęście to ja jestem jedynym szeryfem tego jebanego w dupę miasta" – usłyszał od Harveya Weinsteina znany nowojorski dziennikarz. Dziś twórca Miramaxu stał się symbolem potentata, który wykorzystuje swoją pozycję, by molestować kobiety, a tym, które stawiają opór, łamie kariery. Od zeznań upokarzanych przez niego aktorek i współpracowniczek zaczął się ruch #MeToo i rozprzestrzenił się w Ameryce i Europie.

W „Nietykalnym" historię Weinsteina opowiada znakomita dokumentalistka Ursula Macfarlane, która od lat portretuje współczesność. W „One Deadly Weekend in America" opowiedziała o weekendzie, podczas którego w USA zostało zastrzelonych 87 osób. W „Charlie Hebdo: Three Days that Shook Paris" wysłuchała relacji świadków terrorystycznego ataku na francuskich dziennikarzy.

Robiła też filmy o aborcji, o miłości po siedemdziesiątce, o dzieciach, które muszą zmierzyć się z rozwodem rodziców.

Chwile sławy

W tym fascynującym filmie Macfarlane stworzyła wielowymiarowy portret Weinsteina. Człowieka, który przełamał hegemonię wielkich studiów hollywoodzkich. To on wyprodukował „Wściekłe psy" i „Pulp Fiction" Quentina Tarantino, „Trainspotting" Kevina Smitha, „Angielskiego pacjenta" Anthony'ego Minghelli, „Zakochanego Szekspira", który w 1999 r. dostał 13 nominacji Oscara, z których aż siedem zamieniło się w statuetki.

W „Nietykalnym" znalazły się kadry z wręczenia Oscarów: entuzjastyczne przemówienia gwiazd z Gwyneth Paltrow na czele, które powtarzają: „Thank you, Harvey Weinstein!". A jednocześnie są tu opowieści wielu kobiet, które przez lata nosiły w sobie niesmak, wstyd, poczucie upokorzenia. Mówiąc o tym, mają w oczach łzy. Czasem milkną, kamera rejestruje, jak drżą im kąciki ust.

Na ogół nic nie ukrywają: marzyły o karierze, imponował im wieczór spędzony obok wielkiego producenta, przy stole, za którym siedział też Leonardo DiCaprio. A potem wsiadały do taksówki, w której był już tylko Weinstein, i jechały z nim do hotelu na ostatniego drinka. I okazywało się, że ten drink czekał nie w barze, lecz w jego pokoju.

Poczucie bezkarności

Gdy umawiały się na casting, w drzwiach mijały się z asystentką Weinsteina, a on sam pojawiał się bez spodni, w samej koszuli i zaczynał od prośby o masaż. Te kobiety nie ukrywają: przestraszone chciały uciekać, ale się bały. Ich opowiadania, rejestrowane nieruchomą kamerą, nakładają się na siebie. One wszystkie mówią to samo, mają w sobie ten sam wstręt.

„Nietykalny" to także film o poczuciu bezkarności. O „wyczynach" Weinsteina wiedzieli wszyscy i nie reagowali. Quentin Tarantino dopiero teraz, po latach, przyznał, że powinien był zareagować, przestać z Miramaxem współpracować.

I wreszcie ten film jest hołdem dla odwagi kobiet, które po latach zaczęły mówić. Trzeba obejrzeć, żeby zrozumieć, ile je to kosztuje. Ale w „Nietykalnym" ktoś mówi: „Nikt nie przypuszczał, że to przerodzi się w ogólnoświatowy ruch".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA