fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Fellini i Mastroianni powracają na duży ekran

Irene Vetere (Eugenia) w filmie „Magiczne noce”
materiały prasowe
W „Magicznych nocach" Paulo Virzi oddaje hołd włoskiemu kinu, przypominając, że prawdziwe arcydzieła przyprawione są goryczą.

Cofamy się do początku lat 90. Bohaterami jest trójka finalistów znaczącej, autentycznej zresztą, Premio Solinas – nagrody dla scenarzystów.

Sycylijczyk Antonino jest typem nieśmiałego intelektualisty. Toskańczyk Luciano to niepoprawny podrywacz szukający przygód. Eugenia Malaspina pochodzi z rodziny zamożnego polityka, który miłość córki do kina traktuje jak niepoważną fanaberię. Cała trójka zaprzyjaźnia się, gdy dziewczyna zaprasza swoich dwóch konkurentów, by w Rzymie zatrzymali się w jej luksusowym apartamencie z pięknym widokiem na Rzym.

Film zaczyna się jak thriller. W czasie, gdy Włosi z zapartym tchem oglądają półfinałowy mecz mistrzostw świata w piłce nożnej z Argentyną, policja wyciąga z Tybru samochód. W środku są zwłoki znanego producenta filmowego.

W płucach Leandro Saponaro nie ma wody – został zamordowany wcześniej, zanim jego auto znalazło się w rzece. Przy denacie znaleziono jego zdjęcie z trójką finalistów Premio Solino. I ich właśnie o morderstwo oskarża kochanka producenta. Prowadzący śledztwo kapitan przesłuchuje więc młodych scenarzystów.

I tyle dreszczowca. Bo dalej już „Magiczne noce" stają „kinem o kinie". Policjant ustala, co Antonino, Luciano i Eugenia robili w ciągu ostatnich dni. Z nimi Paolo Virzi wchodzi w świat włoskiego filmu początku lat 90.

Virzi miesza fikcję z prawdziwą historią. Federico Fellini pracuje tu nad „Głosem z księżyca". Marcello Mastroianni płacze po rozstaniu z Catherine Deneuve. Pojawiają się postacie przypominające Mario Monicellego, Ettore Scolę.

Virzi, autor „Bólu dorastania", „Coś pięknego", „Kapitału ludzkiego", „Zwariować ze szczęścia", należy do pokolenia, dla którego tamci twórcy byli legendą. „Postanowiłem zrobić »Magiczne noce«, gdy stałem nad trumną Ettore Scoli. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ten świat odszedł na zawsze. Już go nie ma. Chciałem podziękować artystom, na których filmach się wychowałem. Ale z dystansem i uśmiechem, tak jak mnie tego uczyli. Od początku wiedziałem, że to nie może być laurka. Korzystaliśmy z impertynenckiej wolności, którą oni też kochali" – mówi 55-letni dziś reżyser.

Razem ze swoimi współscenarzystami – pisarzem Francesco Piccolo i reżyserką Franceską Archibugi – powiela tu sporo schematów. Producent hochsztapler, przyczepiona do niego tancerka pozbawiona talentu, starzejący się potentaci filmowi próbujący z młodych, zdolnych ludzi uczynić „murzynów", gwiazdor-kabotyn, idol nastolatek, któremu agent radzi, by wystąpił w filmie „festiwalowym", więc on chce zagrać „robotnika, ale twardziela z obnażoną piersią".

Wszyscy oni wpisują się w popularne stereotypy. A Virzi dodaje jeszcze krytyczne spojrzenie na męski szowinizm tamtego czasu: w kobietach świat widzi głównie symbole seksu.

Ale są tu również sentymenty, a wreszcie lekcja kina: „Myślicie, że kamera wszystko załatwi. To tumiwisizm twórczy i narracyjny. A gdzie cierpienie? Chcą rozśmieszać bez cierpienia. Czy Chaplin istniałby bez śmierci, nędzy i melancholii? Gdzie u was mrok? Ani krztyny. Tylko plenery w kolorze sraczki kręcone w Rzymie latem, aktorzy ze spływającym make-upem, złe kostiumy i garść statystów, którzy udają spacerowiczów" – mówi stary reżyser, dodając: „A o czym warto opowiadać, jeśli nie o przemijającym czasie?"

W „Magicznych nocach" dużo jest goryczy. Bo Paolo Virzi przypomina, jak trudno w kinie zaistnieć. Antonino jest dziś wykładowcą historii sztuki na uniwersytecie w Londynie. Luciano prowadzi restaurację w Piombino. Eugenia zginęła w wypadku samochodowym. Córka mówi, że zawsze powtarzała to, co usłyszała od starego włoskiego scenarzysty: „Trzeba wyglądać przez okno". Wszyscy oni ze świata kina uciekli. Nie potrafili wpisać się w jego gry.

Ale przecież sam Virzi się nie zraził. I robi filmy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA