fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Kina: tysiąc widzów to już sukces

Horror „W lesie dziś nie zaśnie nikt” w pierwszy weekend w skali całego kraju przyciągnął 33 widzów
materiały prasowe
Stopniowo uruchamia swoje sale Multikino, od 3 lipca zrobią to Cinema City i Helios, ale powrót nie będzie jednak łatwy.

„Nakręć się z nami na filmowe emocje!" – można przeczytać na stronie Cinema City. „Chodźcie do kina" – zachęca Multikino. „Nowe otwarcie, te same emocje" – zapewnia Helios. Ale odzyskanie widzów to nie jest proces łatwy.

W badaniach przeprowadzonych w kwietniu na zlecenie Multikina chęć wybrania się do kina w ciągu dwóch miesięcy od ich odmrożenia wyraziło 80 proc. respondentów. 20 proc. zadeklarowało, że zrobi to zaraz po otwarciu kin. Rzeczywistość nie wygląda jednak tak różowo.

Małe kina zaczęły działać wcześniej i nie są oblegane. W pierwszy weekend średnia frekwencja wynosiła w nich 3,3 widza na seans. Drugi weekend był nieco lepszy: liczba ta wzrosła do niespełna 4 osób. „Hitem" dwóch pierwszych tygodni okazał się animowany „Naprzód", który obejrzało w tym czasie 2439 widzów. „Hejter" zgromadził 1718 widzów, „Najświętsze serce" – 152, horror Bartosza Kowalskiego – „W lesie dziś nie zaśnie nikt" – który jest już w Netfliksie, ale do kin trafił premierowo, w pierwszy weekend przyciągnął 33 osoby.

Szacuje się, że do końca roku kina będą w stanie uzyskać 25 proc. ubiegłorocznej frekwencji.

Te same kłopoty

Kina uruchamiane są powoli. Mogą już do nich chodzić m.in. Niemcy, Grecy, Holendrzy, Włosi, Norwegowie, Czesi, Słowacy. W USA są czynne tylko w niektórych stanach. Władze Kalifornii, choć od piątku zezwoliły na otwarcie barów czy salonów kosmetycznych, cofnęły podobną zgodę kinom.

Wielka sieć AMC Theatres nie spieszy się z uruchamianiem swoich kin nawet tam, gdzie – jak w Georgii czy Teksasie – można było to zrobić od połowy maja. Chce otworzyć około 450 kin do połowy lipca, by były gotowe do przyjęcia widzów, gdy na ekrany 24 lipca wejdzie „Mulan", a tydzień później „Tenet".

Wszędzie stosowane są środki bezpieczeństwa. W Niemczech, Norwegii, Czechach obowiązuje limit sprzedaży od 50 do 100 biletów na seans, co uderza w duże sieci, które dysponują salami na kilkaset miejsc. We Francji przepisy są dla nich łaskawsze: tu multipleksy mają prawo zapełnić sale w połowie.

Polskie kina też mogą sprzedać połowę biletów. Obowiązują: dezynfekcja, osobne drzwi wejściowe i wyjściowe, płacenie kartą za bilety, maseczki w czasie projekcji. A także zakaz spożywania czegokolwiek na sali. No i każdy widz jest zobowiązany do pozostawienia danych kontaktowych: telefonu lub e-maila.

Nieprzypadkowo wielkie sieci na całym świecie odwlekają moment otwarcia. Mark Olivier Sebbag, rzecznik prasowy francuskiej federacji właścicieli kin FNCF, powiedział w rozmowie z „Variety", że okres rozruchu będzie trudny. Wzrosną koszty czynszów obniżonych często na czas zamknięcia, trzeba będzie zatrudnić bileterów, ekipy sprzątające, kasjerów, barmanów, ponieść koszty dezynfekcji. Podobny mechanizm działa w Polsce. Szacuje się, że koszty funkcjonowania multipleksów wzrosną nawet sześciokrotnie. Przy niskiej frekwencji straty mogą być ogromne.

Czekając na hity

Czym więc dysponujące dużymi salami sieci mogą widzów przyciągnąć? Producenci i dystrybutorzy boją się wprowadzać hitowe tytuły, często starają się budować repertuar ze starych filmów z pomysłem: np. francuska sieć MK2 proponuje cykl „czarnego kina", m.in. „BlacKkKlansman" czy „Nie jestem twoim Murzynem".

U nas wróciły: „Hejter. Sala samobójców" Jana Komasy czy horror Bartosza Kowalskiego. Wśród pierwszych premier znalazły się „Obrazy bez autora" von Donnersmarcka czy „Nasz czas" Reygadasa i wstrzymany przez pandemię „Zdrajca" Bellocchia. Szef sieci Helios Tomasz Jagiełło uważa, że to dobry czas dla takich filmów: bez konkurencji komercyjnych hitów mogą się utrzymywać na ekranach wiele tygodni.

Na takich filmach wielkie sieci nie zarobią jednak na utrzymanie. Liczą więc w lecie na amerykańskie hity – animowana „Mulan", która ma wejść na ekrany 24 lipca, i wprowadzana na ekrany tydzień później wielka produkcja „Tenet" Christophera Nolana.

Nikt jednak nie wie, jak będzie naprawdę. Czy w czasie zamknięcia w domach publiczność się zmieniła? Może rodzice będą chcieli chronić dzieci i nie przyjdą z nimi na „Mulan"? Może starsi ludzie będą się obawiać pobytu w sali kinowej? Może ludziom zabraknie pieniędzy na bilet i trzeba będzie wzmacniać tanie wtorki czy środy?

– Nie wiemy, jak będzie wyglądała struktura publiczności. Czy w związku z tym zmienią się popularne gatunki filmowe? Pewnie pożegnamy się z techniką 3D, bo już nikt nie będzie miał funduszy, żeby inwestować w kino trójwymiarowe. A rzesza wielbicieli ekranizacji komiksów poszerzy się czy skurczy? Nie mamy danych, żeby na te pytania odpowiedzieć. Zapewne więcej będziemy wiedzieli za dwa, trzy miesiące – mówi Tomasz Jagiełło. I ocenia, że powrót do frekwencji sprzed pandemii zajmie około dwóch lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA