fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Bardzo wiele premier filmowych po otwarciu kin

Emma Stone w roli tytułowej w „Cruelli” Craiga Gillespiego. To spodziewany hit dla familijnej widowni
materiały prasowe
Kina miały ruszyć po majówce. Zmiana planów sprawiła, że zamiast kilku premier tygodniowo – 29 maja będzie ich aż 15.

Według pierwszych informacji płynących ze środowisk rządowych kina miały ruszyć „po majówce". I ruszą. Tyle że prawie cztery tygodnie później. Dystrybutorzy, zwiedzeni „pomajówkowym" terminem zdążyli już przygotować repertuar na cały miesiąc. Starannie rozpisali premiery tak, by mocne tytuły, czasem i od roku czekające na premierę, rozłożyć równomiernie.

W zapowiedziach poluzowywania restrykcji znalazło się określenie „instytucje kultury". I niektóre z nich, jak muzea i galerie sztuki, zostały otwarte. W tym samym czasie zwiększono dopuszczalną liczbę osób na mszach w kościołach, choć wiadomo, że tam właśnie było wiele ognisk zakażeń. W kinach, gdzie trzeba było przebywać w maseczkach, gdzie się nie rozmawia i nie je (bufety i bary pozostawały nieczynne), nie odnotowywano ich. A jednak placówki X muzy otwarte zostaną jako ostatnie. Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF) starał się o nieco wcześniejsze uruchomienie kin. Jednak nie ma w tej sprawie zgody rządu i – jak przyznaje dyrektor Instytutu Radosław Śmigulski – wszyscy już się z tą decyzją pogodzili.

Same gwiazdy

Dystrybutorzy musieli więc niemal wszystkie majowe premiery przenieść na 29 maja. Na dodatek to sobota, a nie piątek, który jest tradycyjnym dniem kinowych premier. Na ekrany wejdzie 15 filmów. I to jakich! Przede wszystkim dawno oczekiwane, wyrafinowane w tym roku filmy oscarowe: triumfator ostatniej edycji „Nomadland" Chloe Zhao – przepiękna opowieść o współczesnych, amerykańskich nomadach, którzy żyjąc w kamperach, szukają swojej wolności.

Poruszający „Ojciec" Floriana Zellera z nagrodzonym statuetką Anthonym Hopkinsem w roli starego człowieka popadającego w demencję. „Minari" Lee Isaaca Chunga o emigrantach z Korei usiłujących odnaleźć swoje miejsce w Stanach (Oscar za drugoplanową kreację 73-letniej Yuh-Jung Youn).

W filmach dla dzieci powrócą znani bohaterowie: w animacji „Krudowie 2. Nowa era" rodzina z okresu kamienia łupanego w nowych przygodach oraz Disnejowska „Cruella" Craiga Gillespiego z Emmą Stone w roli młodej Cruelli De Mon.

Amatorom mocnego kina dystrybutorzy zaproponują „Mortal Kombat" Simona McQuoida. Dla tych, którzy kochają kino europejskie, jest m.in. dramat policyjny „Nocny konwój" Anne Fontaine o trójce funkcjonariuszy wiozących na lotnisko wydalanego z Francji nielegalnego emigranta.

I będzie można się wreszcie wybrać na polskie filmy. Trafi na ekrany m.in. „Sweat" Magnusa von Horna – brawurowa opowieść o influencerce, która na Instagramie ma 600 tysięcy followersów, a w życiu jest sama i zagubiona. To film zakwalifikowany do ubiegłorocznego konkursu w Cannes, nagrodzony też na festiwalu w Gdyni w wielu kategoriach: za reżyserię, zdjęcia, montaż, role Magdaleny Koleśnik i Aleksandry Koniecznej.

Gorący czerwiec

Polskie filmy mają kolejny problem. Ustawa pomocowa zakładała przekazanie z tarczy ponad stu milionów złotych na wsparcie dystrybucji krajowych obrazów. Producent, który zdecydowałby się na dystrybucję swojego tytułu w pandemii, przy ograniczonej widowni, mógł liczyć na dodatkową opłatę licencyjną w wysokości 20 proc. budżetu swojej produkcji. Pomoc była też przewidziana dla dystrybutorów. Zgłoszono około 30 tytułów, ale termin działania ustawy był określony do 30 kwietnia. Ma być przedłużony do końca sierpnia. Dyrektor PISF Radosław Śmigulski poinformował, że przyjęcie autopoprawki za dwa tygodnie graniczy z pewnością.

Będziemy musieli zmagać się z nadmiarem repertuaru. Przed pandemią pojawiało się średnio sześć–siedem filmów tygodniowo. Zawsze rozplanowane tak, by obrazy tego samego gatunku nie wchodziły sobie w paradę, a każdy widz w premierach tygodniach znalazł interesującą propozycję: w multipleksie czy małym kinie.

Majowe spiętrzenie premier w ostatnim tygodniu sprawi, że filmy zaczną „zjadać" się nawzajem. Trudno będzie o dobre rezultaty, zwłaszcza że sale projekcyjne będą mogły wykorzystywać tylko 50 proc. miejsc. Nie wiadomo, czy widzowie od razu ruszą do kina.

W czerwcu czeka nas kolejne szaleństwo: 40 premier: od znakomitego oscarowego „Na rauszu" Thomasa Vinterberga przez „Śniegu już nigdy nie będzie" Małgorzaty Szumowskiej do hitu „Godzilla vs Kong". Mówi się, że od przybytku głowa nie boli. Dzisiaj ludzie kina mają na ten temat inne zdanie, a taka sytuacja potrwa wiele miesięcy.

Na jesień, jeśli nie zaatakuje kolejna mutacja wirusa, największe hity z Bondem na czele zapowiadają Amerykanie. Nie spoczną też platformy streamingowe, które w pandemii urosły w siłę i kino dostarczają widzom do domów. Trudno prognozować, kto z tej wojny wyjdzie zwycięsko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA