fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości DVD

materiały prasowe
W najbliższym tygodniu na płytach DVD ukażą dwa znakomite polskie debiuty: skromny, wciągający i łamiący myślowe stereotypy „Czerwony pająk” Marcina Koszałki oraz zwariowane, zakręcone „Córki dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej. Filmy bardzo różne, ale wyraźnie naznaczone osobowością twórców.

„Czerwony pająk", reż. Marcin Koszałka

Wyd. Kino Świat

W połowie lat 60. w Krakowie grasował seryjny morderca. Atakował staruszki, potem też dzieci. Miasto żyło w psychozie strachu. Aż do chwili, gdy w 1966 roku policja aresztowała Karola Kota. Prasę obiegły zdjęcia pucułowatego maturzysty z inteligenckiej rodziny. Został skazany na śmierć. Dwa lata później wyrok wykonano.

Marcin Koszałka, krakowianin, rocznik 1970, świetny operator i wybitny dokumentalista, nie mógł pamiętać tamtych wydarzeń, ale postać maturzysty-seryjnego mordercy posłużyła mu za punkt wyjścia do filmu o anatomii zła. A nawet więcej: o fascynacji złem.

Karol, grany przez Filipa Pławiaka, jest zwyczajnym chłopakiem. Sportowcem, najlepszym w regionie skoczkiem do wody. Ojciec – lekarz i sympatyczna, zmęczona życiem matka. W wesołym miasteczku chłopak zobaczy ciało zamordowanego dziecka. Będzie długo przyglądać się jego twarzy, szeroko otwartym oczom. Odszuka mordercę, którego widział w tłumie, ale nie wyda go.

Stanie się jego kolejną ofiarą? Wspólnikiem? Uczniem? Między mężczyznami toczy się gra. Obu łączy pragnienie zła. A Koszałka pyta: skąd się to pragnienie bierze? I do czego może doprowadzić?

Film, choć fikcyjny i wycyzelowany artystycznie, w swojej skromności sprawia wrażenie niemal dokumentu. Marcin Koszałka pokazuje szarość socjalizmu. Bure ulice, odrapane ściany przychodni lekarskiej, brudny śnieg na jezdni, czarno-biały telewizor wtapiający się brunatne ściany mieszkania. Zmęczenie ludzi. Świat, jaki po ćwierćwieczu wolności wyrzuciliśmy z pamięci. Ale „Czerwony pająk" nie jest oskarżeniem systemu. Raczej pytaniem o mrok ludzkiej natury. Film wciąga widza w świat dwóch mężczyzn nie dających sobie rady z własną psychiką, a jednocześnie niczego nie definiuje, nie dopowiada.

„Córki dancingu", reż. Agnieszka Smoczyńska

Wyd. Kino Świat

Z wody wypływają dwie dziewczyny. Ładne. Na pozór zwyczajne. Ale wystarczy polać je wodą, by ich nogi przekształciły się w pokryty łuskami ogon zamieniając je w syrenki. Obie trafiają do klubu, który właściciel czy kierownik nazywa „lokalem nocnym z napojami alkoholowymi i tańcem". Jest sam środek socjalistycznego „światowego życia" lat 80. Restauracja „Adria", wódka, dancing, panienki prężące się na scence, zespół Figi i Daktyle, gwiazda disco polo.

„Córki Dancingu" - nagrodzone na festiwalu Sundance, a także uznane za najlepszy debiut na festiwalu w Gdyni - to film bardzo współczesny, wykorzystujący różne konwencje. Połączenie bajki z musicalem i horrorem, dramatu psychologicznego z socjologiczną obserwacją. To obrazek dawnego świata, który – mimo ponurych wnętrz i wąsików z lat 80. - został całkowicie wyprany z polityki.

To także wybuchowa mieszanka muzyczna – od „Ona tańczy dla mnie" przez brawurowo wykonany przez Kingę Preis przebój Donny Summer „I Feel I Love" aż do piosenek sióstr Wrońskich. A przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu, odkrywaniu własnej kobiecości. I o miłości. Trzeba mieć dużo odwagi, by taką mieszankę zrobić i dużo talentu, by przy niej nie polec. Agnieszka Smoczyńska w realia kiczowatego PRL-owskiego lokalu z powodzeniem wpisała współczesne rekwizyty i postacie. Dwie syreny – wchodzące w życie nastolatki – mają w sobie tyle samo naiwności co krwiożerczości. A świat wcale nie wita ich z taryfą ulgową należną debiutantkom. Jest gotowy wykorzystać je, wyżąć jak cytrynę i wyrzucić niepotrzebne na śmietnik.

Pod barwną powłoką kryje się tu dużo okrucieństwa. Fizycznego i psychicznego. A jednocześnie Smoczyńska proponuje widzowi piękne, pełne delikatności zakończenie. „Córki dancingu" nie każdego wciągną w swój surrealistyczny świat. Ale jak ktoś lubi kino niestereotypowe, zakręcone, pełne fantazji, realizowane bez asekuranctwa – to ten film jest dla niego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA