fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Brando – awanturnik i geniusz aktorstwa

Domena Publiczna
Legenda kina – to zupełnie nieprzesadzone stwierdzenie, gdy chodzi o Marlona Brando.

- Najlepszy aktor amerykański – mówił o nim Elia Kazan, reżyser, z którym wielokrotnie pracował. Ale tę opinię wielu potwierdziłoby bez namysłu. Tym bardziej dawało do myślenia konsekwentne twierdzenie aktora, że nie wybierał tego zawodu. Ba! – że go nie cierpi. Cale życie był buntownikiem.

Budził niepokój, wytrącał z rutyny – nie tylko w życiu zawodowym, ale także prywatnym. Połączenie łagodności z gwałtownymi wybuchami wściekłości dawało imponującą eksplozję na ekranie czy na scenie, ale w życiu – prowadziło do katastrofalnych skutków. Dwanaścioro dzieci z siedmioma kobietami – w tym syn sądzony za morderstwo. I córka, która popełniła samobójstwo wskazując jako najważniejszą przyczynę desperackiego czynu – ojca…

Jest to tym bardziej zdumiewające, że Brando wiedział, co to nieszczęśliwe dzieciństwo. Ojciec, zawsze w drodze, nałogowy kobieciarz, alkoholik. Matka, którą bezgranicznie kochał – też była alkoholiczką. Jako dziecko często nie zastawał jej w domu i wtedy szukał, pilnował… By zwrócić na siebie jej uwagę – udawał przed nią odgłosy zwierząt, bo wtedy się uśmiechała.

- Miała w sobie wiele poezji – opowiadał po latach syn. Marlon miał 17 lat gdy został wyrzucony ze szkoły. Był odludkiem, dzikusem. I do tego miał twarz, w której zakochiwały się dziewczyny. Nie odmieniły go dwa lata spędzone w szkole wojskowej.

Wreszcie, gdy miał 19 lat, wyruszył do Nowego Jorku. Zaczął pracować jako windziarz i całkiem przypadkiem rozpoczął studia w szkole aktorskiej. Jego mentorką stała się nauczająca tam Stella Adler. Dzięki niej zaczął czytać Freuda i Dostojewskiego i dowiedział się, że buzujący w nim nieustannie wulkan przeżyć i emocji – jest w zawodzie aktora niezwykle przydatny. Kochano go od pierwszej roli, a zagrał ją w teatrze w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Zauroczony nim autor, Tennessee Williams, osobiście wstawił się za nim u reżysera Eli Kazana, by mógł zagrać starszego od niego Stanleya Kowalskiego.

- Nie można było oderwać od niego oczu – przyznawał po latach Kazan.

I tak już zostało…

A potem zjawił się w 1950 roku w Hollywood i też rzucił je na kolana. Pierwszego Oscara dostał w 1955 roku, drugiego w 1973 roku za kultową rolę w „Ojcu chrzestnym”. Aktor odmówił jednak przyjęcia drugiej statuetki na znak protestu przeciw dyskryminacji Indian.

Dokument Philippe’a Kohly’ego „Brando zwany pożądaniem” portretuje  jednego z największych aktorów wszechczasów.

Premiera francuskiego filmu w sobotę 19 grudnia o 22 w Planete.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA