Felietony

Kowal: Nie kłaniać się geopolityce

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Poza prezydentem Trumpem nikt tak jak George Friedman nie rozpala naszego pragnienia pochwał.

Dyrektor Stratfor jest jak średniowieczny sprzedawca szczebla z drabiny, która przyśniła się św. Jakubowi. W ofercie ma to, czego nie przywozi w tobołku żaden inny zachodni gość. Jak mantrę powtarza, że Polska będzie potęgą, kiedy indziej, że Rosja się rozpadnie. Co do pierwszego dobrze byłoby, żeby miał rację, ale przecież nie wiadomo – jeśli się tak szybko nie stanie, zawsze można powiedzieć, że „coś nie pykło". A Rosja rozpadnie się, tylko nie wiadomo kiedy, bo jej wszystkie struktury imperialne się rozpadły. O ile wpierw nie zaskoczy nas jakiś armagedon.

Z każdym przyjazdem Friedmana coraz większy rozgłos zyskuje słowo „geopolityka", które tak jak marksistowska „walka klas" ma wyjaśniać cały nasz świat. Warto wiedzieć, że jest taki sposób myślenia jak geopolityka, a nawet o tym pisać, by zrozumieć, że inni tak myślą. Tym bardziej że zapomnieliśmy już, iż po 1944 r. z Polski nawet na wycieczkę do Włoch nie można było pojechać.

Ale w gruncie rzeczy geopolityka to sposób myślenia wielkich o małych. Jest z nią jak z promocją w supermarkecie – do kawy masz od razu kubek. Kupujesz geopolitykę, a dostajesz koncert mocarstw. Kupujesz koncert mocarstw, to musisz się zgodzić na utratę niepodległości. Wyśmiewasz się z prawa międzynarodowego – zgadzasz się na zmianę granic i wojnę. Dlatego Kreml uwielbia geopolitykę. Jest ona bowiem wrogiem polityki. W tej pierwszej o możliwościach państwa decydują jego położenie geograficzne, układ cieków wodnych i głowice jądrowe w arsenałach kilku krajów. W tej drugiej stawiamy na działanie i korzystamy z tego, co nam Pan Bóg dał, by 100 lat po odzyskaniu niepodległości nie dać sobie splątać rąk przekonaniem, że nic się nie da zrobić. Dobra polityka pomogłaby nam się wyleczyć z kompleksów szybciej niż opowieści o zbliżającej się (bądź minionej) potędze. Pokazała to Solidarność. Zamiast narzekania, że nie mamy wpływu na UE i NATO, lepiej faktycznie próbować na nie wpływać, a nie czekać, aż staniemy się mocarstwem, gdyż wszyscy inni upadną. Bo jeśli się okaże, że potęgą jednak nie zostaniemy, na działanie będzie już za późno.

Polacy potrzebują rozumieć geopolitykę, ale polityka zagraniczna Polski musi być na tyle dobra i efektywna, by geopolityce nie salutować. A pochwały Friedmana? Podziękować i pamiętać, że stara hrabina mawiała, iż zbyt niski ukłon jest kpiną.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL