fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Andrzej Malinowski: Norka jak węgiel, potrzebuje czasu

Adobe Stock
Ustawa likwidująca hodowlę zwierząt futerkowych pokazała, jak niebezpieczne są norki. Omal nie przewróciły rządu „dobrej zmiany", którego nie pokonały dotąd żadne krajowe i zagraniczne przeciwności. Od norek niebezpieczniejsi są jednak posłowie, którzy tę ustawę napisali.

Hodowle miałyby bowiem zniknąć po 12 miesiącach od uchwalenia ustawy. Równie dobrze można by zobowiązać wszystkich parlamentarzystów do uzyskania w ciągu roku stopnia magistra z ekonomii. I to pod rygorem utraty mandatu. Jeśli posłowie i senatorowie dokonają takiego wyczynu, to będziemy mogli pogadać o likwidowaniu biznesów w takim samym czasie.

Rok na zrównanie z ziemią jakiegokolwiek sektora gospodarki to świadectwo ignorancji. W takim tempie można zakończyć startupy prowadzone w kuchni na laptopie. Ale nie przedsięwzięcia mające sporą infrastrukturę, działające od lat i wsparte dużymi liniami kredytowymi. Przedsiębiorstwa utrzymujące dostawców sprzętu, kooperantów, pośredników itd. itp. Rozumiem intencje inicjatorów. Jestem w stanie się z nimi zgodzić. Ale trzeba przestrzegać zasad!

Spójrzmy na przykład z drugiego końca skali. Górnictwo! Konieczność osiągnięcia neutralności klimatycznej to dla niego wyrok. Po negocjacjach z górnikami rząd zamknie kopalnie do 2049 roku. Nikt przytomny nie zdecydowałby się na skrócenie tego czasu do jednego roku. Jeśli nawet ktoś byłby tak głupi, to górnicy przyjadą do niego i przeprowadzą lekcję uświadamiająco-dyscyplinującą. Po tym zabiegu delikwentowi nigdy podobny pomysł nie przyjdzie do głowy. Budynek Kancelarii Premiera był scenerią takich wydarzeń. I to nie jeden raz.

Proces wygaszania każdego rodzaju działalności gospodarczej musi uwzględniać reguły biznesowe. A także jej tło społeczno-gospodarcze. Nieważne, czy chodzi o hodowców zwierząt futerkowych, czy górników. To zawsze są konkretni ludzie i ich życie. Ekspresowa likwidacja całego sektora w dobie kryzysu, gdy liczy się każde miejsce pracy, nie wydaje się zbyt rozumna. Pływak próbujący przepłynąć kanał La Manche nie powinien godzić się na zabranie „przy okazji" paczki cegieł.

Polska branża futerkowa jest trzecia na świecie pod względem wielkości. Mimo że sama w sobie wielka nie jest. To przeważnie lokalne firmy. Ale do diabła, z takich „małych Ojczyzn" składa się właśnie Polska! Nie można ich tak sobie przekreślać! Dziś „polecą" hodowcy zwierząt futerkowych, a jutro np. prywatne media? Bo ktoś, kto dotąd tylko ich nie lubił, nagle przejdzie do czynów? Nie chcę już nawet wspominać, że za plecami małych norek rozwala się sporą część największego w Europie biznesu hodowli kurcząt. W Polsce jednak wszystko jest możliwe. Naszym posłom udało się już rozwalić farmy wiatrowe. Zahamowało to rozwój energii odnawialnej i przyniosło wymierne straty.

Jest jeszcze kwestia odszkodowań. W kraju demokratycznym, a za taki się uważamy, muszą być adekwatne i pewne. Im bardziej brutalny „ubój" biznesu, tym wyższe. Trzeba pamiętać, że za usługi „express" zawsze się płaci dodatkowo. Jeśli państwo chce zlikwidować cały sektor w trymiga, musi głęboko sięgnąć do kieszeni.

Hodowcy zwierząt futerkowych nie dysponują taką siłą przebicia jak górnicy. Nie poszczują autorów ustawy norkami. Nie znaczy to jednak, że nie mają racji i nie wiedzą, jak jej dochodzić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA