fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Ojciec Zięba: Walka z nienawiścią. Zacznijmy od siebie

Fotorzepa, Darek Golik
Wkroczyliśmy w etap walki z nienawiścią. Przez cały tydzień prawie wszyscy politycy, prawie wszystkie media i prawie wszyscy celebryci ofiarnie walczyli z nienawiścią.

Nienawistnicy – głównie w mediach społecznościowych, acz nie tylko – deklarowali wręcz nienawiść do nienawiści. Nawet w dniu pogrzebu Pawła Adamowicza mówiło się głównie o walce z nienawiścią (wyjątkiem żona, dzieci i bliscy współpracownicy prezydenta Gdańska). Problem w tym, że zawsze była to nienawiść dostrzegana u „innych". Pośrednio, a czasem i bezpośrednio, politycy wszelkich opcji, media wszelkich opcji i wszelkich opcji celebryci stwierdzali przy tym: „nas to nie dotyczy – to oni".

A więc wszystko pozostanie po staremu. Jedyną bowiem skuteczną formą walki z nienawiścią jest walka z nienawiścią w samym sobie – samokrytyczne pogłębienie i poszerzenie swojej empatii, refleksja nad tym, czy moje słowa oraz czyny nie zawierają w sobie nawet niewielkiego elementu agresji, pogardy czy choćby lekceważenia. Czy nie obrażają innych ludzi, czy nie prowokują agresywnych reakcji. Prawo winno być konsekwentnie i skutecznie egzekwowane, ale nie rozwiąże problemu nienawiści. A każda walka z agresją i nienawiścią u innych tylko je wzmaga.

„Solidarność musi iść przed walką" – słyszeliśmy przed laty – „Dopowiem: solidarność również wyzwala walkę. Ale nie jest to nigdy walka przeciw drugiemu. Walka, która traktuje człowieka jako wroga i nieprzyjaciela – i dąży do jego zniszczenia. Jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego."

Te słowa brzmią w dzisiejszej Polsce, jakby wygłoszono je na innej planecie. Podobnie jak powtarzany przez ks. Jerzego Popiełuszkę postulat z Listu do Rzymian: „zło dobrem zwyciężaj".

Wiem, że wielu jest w Polsce ludzi starych i młodych, mężczyzn i kobiet, zwolenników obozu rządzącego i jego przeciwników, wierzących i niewierzących, zatroskanych obecną sytuacją, poważnie przejętych i przygnębionych tym, że w Polsce nakręca się spirala zła. Śmierć Pawła Adamowicza głęboko nimi wstrząsnęła. To z nimi dzielę się czterema zasadami, które powinniśmy – nie zważając na koniunktury i konsekwencje – wprowadzać w życie:

Trzeba raz jeszcze rozważyć racje swoich adwersarzy. Czy w ich argumentach nie ma ani źdźbła prawdy? Zastanowić się również nad tym, jakie są moje poglądy i zachowania oraz dlaczego mogą prowokować ich agresję. Nawet jeśli taką ich reakcję uważam za całkowicie niezasadną.

Reagować spokojem nawet wtedy, gdy ktoś atakuje rzeczy dla mnie najświętsze i najdroższe. Również dla osób niewierzących przydatna może być rada św. Barsanufiusza, mnicha z V wieku, który pouczał człowieka wybuchającego gniewem na ludzi ubliżających Kościołowi i bluźniących przeciw wierze: „Poprawa nie przychodzi przez zło, ale raczej przez dobro. Z łagodnością więc i wyrozumiałością rozmawiaj, napominając tego, który ubliża, w bojaźni Bożej. Jeśli zaś widzisz, że się wzburzasz, nic nie należy mu mówić".

Spokojnie, ale ZAWSZE reagować, gdy w moim otoczeniu słyszę agresywne, pogardliwe lub szydercze komentarze na temat grup, z którymi nie czuję się osobiście związany: politykami PiS, PO, SLD czy Razem, widzami TVP lub TVN, feministkami, społecznościami LGTB, obrońcami życia nienarodzonego, Ukraińcami i Niemcami, prawosławnymi, protestantami, katolikami, wyznawcami islamu, żydami itd.

Być aktywnym, robić co tylko możliwe, aby przekraczać podziały w swoim otoczeniu. Budować międzyludzką solidarność – zawsze pamiętając, że przeciwnik, a nawet wróg, także jest mym bliźnim. Moim braciom i siostrom w wierze dopowiedziałbym jeszcze: każdy człowiek przyjmujący komunię winien być człowiekiem komunii. Jeśli nie stara się nim być, to przyjmuje komunię w sposób świętokradzki.

Wiem, że spisywanie takich postulatów w Polsce AD 2019 ociera się o naiwność, za którą jest już tylko śmieszność. Wiem też, że powyższy zbiór postulatów jest bardzo skromny. Ale też jestem przekonany, że inne sposoby walki ze złem tylko je multiplikują, a w najlepszym razie są bezskuteczne. Innego sposobu po prostu nie ma.

Zarazem dobrze pamiętam, że 2 czerwca 1979 r. miliony rodaków zrozumiały ten sposób myślenia i potrafiły wcielać go w życie. Owszem, to było dawno. Ale to się nie działo na jakiejś innej planecie.

Autor jest fizykiem, teologiem i filozofem. W latach 1973–1981 związany z opozycją demokratyczną. W 1981 roku wstąpił do zakonu. W latach 1998–2006 był prowincjałem Polskiej Prowincji Dominikanów, a w latach 2007–2010 dyrektorem Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku

Tytuł pochodzi od redakcji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA