fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kowal: Prawa flanka

Fotorzepa/Jerzy Dudek
W Polsce jest taki zwyczaj: zanim politycy cokolwiek zrobią, to najsubtelniejszy plan otrąbią we wszystkich mediach.

I faktycznie czasem już nie muszą robić nic, bo komentatorzy słowa biorą za czyny. Co innego bowiem znaczy „idą do centrum", a co innego „powiedzieli, że idą do centrum". Zapowiedzi z Przysuchy z lata 2017 r. o obraniu przez władzę kierunku w stronę centrum skończyły się po wieczornym dzienniku. Aż żal było ostatnio posłów i senatorów trzymanych w Warszawie prawie do Wigilii i wzywanych do stolicy „między świętami", by demonstrować wrażliwość społeczną i „drogę do centrum", gdy się popatrzy na propozycje zmian w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy, ławeczki niepodległościowe czy nominacje ministerialne, które w mig pokazały, że warto czasami zaczekać, czy to, co powiedziane, będzie faktycznie realizowane.

A może prawda jest taka, że to nie słaba wola, ale natura pcha obóz władzy na skrajne prawo? Może to jest jak z tym skorpionem, który po prostu ma swą naturę i musi dziabnąć, naturę, której nie zmienią PR-owcy jednym wystąpieniem, którego tezy komentatorzy wezmą za rzeczywistość? Obóz władzy jest strukturalnie zorientowany na walkę na prawej flance. Nominacja dla pana Andruszkiewicza jest tego naturalnym przejawem, to ruch ani zły, ani dobry, to ruch naturalny. Rząd nie konkuruje o centrum, ale o narodowców i nacjonalistów, i jest to namiętność najsilniejsza. Prawdziwa miłość jest tam. Opowieści o pociągu do centrum to pudrowanie rzeczywistości. Jeśli władza kocha mieszczuchów i przedsiębiorców, to niech dla nich coś zrobi, wtedy może zagłosują. Dzisiaj miła obietnica rozwiezienia po miastach wojewódzkich paru urzędów to jednak tylko obietnica, której nikt do wyborów nie spełni. Poza tym nie jest to nowe 500+, ale raczej nowy program Urzędnik+, bo najpewniej starzy znajdą sposób, by pozostać w Warszawie (powstaną filie albo wydziały w stolicy), a nowych się zatrudni.

Jednak to nie nerwowe próby obłaskawiania klasy średniej będą kłopotem władzy w roku 2019, ale przyjęcia do liceów. Wszystkie znaki wskazują na zbliżający się szkolny armagedon na jesieni. Jeśli planowanie reakcji na kryzys będzie takie jak w przypadku obchodów stulecia i podwyżek prądu, to czekają nas miesiące szkolnego bałaganu w czasie kampanii wyborczej. Może jednak bezpieczniej dla władzy zrobić wcześniejsze wybory? Powiedzmy, kiedy zakwitną kasztany? Zanim maturzystki i maturzyści połapią się, czego im reforma nawarzyła.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA