fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Mariusz Cieślik: Czy wiedźmin jest Polakiem?

Henry Cavill w „Wiedźminie” wyprodukowanym przez Netfliksa
Mat. Pras.
A może zapytajmy inaczej: czy Geralt z Rivii może nas reprezentować w świecie, tak jak kiedyś Lech Wałęsa i Jan Paweł II? Albo, przekładając to na realia bardziej współczesne, Robert Lewandowski lub Olga Tokarczuk?

Serial Netfliksa to jedna z najbardziej oczekiwanych premier sezonu. Zwłaszcza w Polsce. I już w piątek (cały sezon dostępny jest od 9.00 naszego czasu) pewnie znajdą się tacy, którzy za chwilę będą znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Także te zadane powyżej. Choć żeby na nie odpowiedzieć, wcale nie trzeba znać serialu.

Polscy czytelnicy zachwycili się serią książek Andrzeja Sapkowskiego już ponad dwie dekady temu. Potem cykl odnosił sukcesy w kolejnych krajach, ale prawdziwą rozpoznawalność dała wiedźminowi gra komputerowa „The Witcher”. To ona była potrzebna, by Tomek Bagiński przekonał szefów Netfliksa do realizacji serialu, który dostępny będzie na całym świecie w wersji anglojęzycznej. To największy sukces polskiej popkultury od wielu dziesięcioleci, a może w ogóle największy w historii. W serialu grają gwiazdy (w roli głównej Henry Cavill), produkcja miała duży budżet, a wielbiciele fantasy na świecie czekają na nią z niecierpliwością, można się zatem spodziewać dobrej oglądalności.

Przeczytaj też: Premiera „Wiedźmina” po amerykańsku

Sapkowski, tworząc cykl o wiedźminie, posiłkował się słowiańskimi legendami. Jego nazwisko jest tak polskie, że również nie pozostawia wątpliwości. W tle opowieści są nawiązania do Sienkiewicza, bo Jaskier to frant w stylu Zagłoby, a Geralt to niezłomny rycerz w stylu Wołodyjowskiego czy Skrzetuskiego. A jednak odpowiedź na pytanie „czy wiedźmin jest Polakiem” brzmi „nie”. Hobbici Tolkiena nie są Anglikami, a mieszkańcy Westeros z „Gry o tron” nie mają nic wspólnego z Ameryką. To postaci, które wymykają się kategoriom narodowościowym i żyją po prostu w świecie fantasy. Czy szerzej – w uniwersum światowej popkultury. Jest z nimi trochę tak jak z reżyserami, którzy nie pochodzą z USA, ale w Hollywood tworzą filmy posługujące się językiem amerykańskiego kina. Geralt nie będzie Robertem Lewandowskim ani Lechem Wałęsą, ale może otworzyć drzwi do światowej kariery przed innymi autorami fantastyki znad Wisły. I to będzie wielki sukces Polski.

Autor jest zastępcą dyrektora Programu III Polskiego Radia



Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA