Felietony

Pragmatyzm i dyplomacja

Inara Murniece tiekas ar Lietuvas premjerministru (32227349026).jpg:Saeimaderivative work: Homo ergaster [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons
Saulius Skvernelis, premier Litwy – człowiekiem roku Forum Ekonomicznego w Krynicy.

To historia o tym, że jeśli nie można się porozumieć z sąsiadami w sprawach dotyczących wspólnej historii lub nawet, jak w przypadku Litwy, praw mniejszości narodowych – trzeba zacząć od interesów, a na inne rzeczy zaczekać. Kilka lat temu relacje polityczne z Litwą były zimne jak bryła lodu. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski z zasady nie odwiedzał Litwy, potem wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Beaty Szydło bywał na Litwie, ale spotykał się tylko z przedstawicielami Polaków na Wileńszczyźnie. Czy mieli rację? Zasadniczo tak, standardy praw polskiej mniejszości na Litwie powinny być dotrzymywane. W polityce jednak w sytuacji pata sztuką jest wprowadzić do negocjacji dodatkowy element – ta metoda była często zachwalana przez Władysława Bartoszewskiego.

Premierem Litwy został Skvernelis, przyjechał do Warszawy, porozmawiał w Alejach Ujazdowskich w KPRM, w siedzibie MSZ, ale też na Nowogrodzkiej – siedzibie PiS, i dzisiaj marszałek Karczewski publicznie zachwala go w Krynicy. Czy Litwa poszła na ustępstwa w kwestiach praw Polaków? Pomijając drobiazgi – w zasadzie nie. Natomiast rozwiązała problemy Możejek, wielkiej polskiej inwestycji, którą przed laty popierał Lech Kaczyński.

Okazało się, nie pierwszy raz w polityce międzynarodowej, że nic tak nie buduje relacji między państwami jak wielki biznes. Politycy obozu władzy w Polsce pytani teraz, dlaczego nie prowadzimy „twardej" polityki wobec Litwy, mają dla swych radykalnych wyborców prostą odpowiedź: bo mamy na Litwie różne interesy. Litwini ustąpili w sprawie Możejek, popierają rząd Polski w Unii, co jest dla gabinetu Morawieckiego przysługą na wagę złota, a Warszawa z czasem ugra też coś w sprawach mniejszości, tylko trzeba zaczekać.

Na Ukrainie rusza wielka prywatyzacja: do sprzedania będzie kilkadziesiąt wielkich przedsiębiorstw. Jest do wyboru cały wachlarz branż: od energetyki po produkcję leków. Nowe prawo prywatyzacyjne jest korzystne dla wielkich inwestorów. ?W tym momencie w sprawach historii się nie dogadamy – to jasne. Może trzeba porozmawiać poważnie z Ukrainą o wielkiej inwestycji, może ?dwa wielkie biznesy zrobić razem? Może czas przyjrzeć się polityce Niemiec czy USA wobec prozachodniego rządu na Ukrainie i zamienić nasze środkowoeuropejskie debaty o historii na jakiś wielki ruch w gospodarce. Relacje z Ukrainą czekają na pragmatyka. Krynica czeka z nagrodą.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL