fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Polska to nie Węgry

PAP/EPA
Jedną z największych słabości socjalistów w wielu europejskich państwach był syndrom polegający na tym, że każdą przewinę komunistów tłumaczyli z pewną wyrozumiałością.

Przez ostatnie lata podobne podejście do Marszu Niepodległości miała polska prawica, szczególnie PiS. Dotyczyło to nie tylko samego marszu, ale w ogóle aktywności i żądań środowisk skrajnych na prawicy.

Jeszcze w maju z tego powodu przemilczano list Episkopatu Polski w sprawie nacjonalizmu. W poniedziałek niektórzy prominentni przedstawiciele obozu władzy starali się minimalizować skutki sobotniego marszu. Jak zwykle w Polsce zdecydowała opinia zagranicy. Reakcja światowych mediów popsuła tyle, że Polska Fundacja Narodowa będzie miała kłopot z odrobieniem strat, choćby i za 100 milionów. I tak historia stawia obóz władzy przed wyborem: albo zero tłumaczenia, zero tolerancji dla nacjonalistów, albo PiS zostanie trwale połączony z ich hasłami. Można się podniecać szczegółowymi błędami wielkich światowych mediów, można dowodzić, że „nic nie rozumieją", ale wrażenie powstało fatalne, a oświadczenia prezydenta i prezesa PiS, choć akuratne, przyszły nieco za późno.

Wszystkie gorące tematy polskiej debaty: nacjonaliści, relacje polsko-niemieckie i polsko-ukraińskie, mają znaczenie nie tylko w kontekście regionu. One są ważne dla bezpieczeństwa państwa, bo obserwują je ważni gracze na świecie. Dzisiaj kwestia ukłonów prawicy konserwatywnej czy chadeckiej wobec nacjonalistycznej publiki staje się powoli problemem już nie wizerunku Polski (ten zawsze można przypudrować), ale samej istoty sojuszy, czyli pytania, czy kluczowemu sojusznikowi w Europie Środkowej nie grozi destabilizacja, powrót „historycznych demonów".

Ostatnia lekcja w gruncie rzeczy powinna być dla nas pochlebna. Polska to nie Węgry. Zachodni sojusznicy pogodzili się już z rozwojem sytuacji w Budapeszcie, ale znaczenie Polski w sojuszniczej układance jest inne. W kilku kluczowych natowskich stolicach, ale też w Brukseli, trwa w polityce pewien okres przejściowy. Szybko jednak sytuacja się tam ustabilizuje, zachodni świat będzie się układał na nowo. Ktoś się rozejrzy i zapyta: „A gdzie Polska?". Obyśmy wtedy nie zostali sami z międzynarodówką nacjonalistyczną na ulicy na stulecie niepodległości i tłumaczeniem, że to był w rzeczywistości... rodzinny piknik.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA