fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Paweł Kowal: Gust i gest

Fotorzepa, Darek Golik
Dzisiejsze spory przeminą. Po latach stanie w końcu i pomnik Lecha Kaczyńskiego, i postument upamiętniający wszystkie ofiary katastrofy.

Pomniki te znajdą się w najbardziej prestiżowych miejscach Warszawy. Przecież kiedyś jako społeczeństwo nauczymy się w końcu szanować własną historię; dotrze do nas, że mandat pochodzący z powszechnych wyborów to święta rzecz i zobowiązanie zarazem. Zobowiązanie dla tego, który został wybrany, ale też dla tych wszystkich, którzy demokratyczne reguły przyjęli i wzięli udział w wyborach, choćby głosowali na konkurentów zwycięzcy. Kiedyś wszyscy zrozumiemy, że w tym skołatanym nieszczęściami narodzie prezydentura to poważna sprawa, nie partyjna, lecz państwowa. Lech Kaczyński miał wrogów i krytyków. Racji odmawiano mu nieraz, ale charakteru nigdy.

Kultura polityczna i nasze życie społeczne jak niczego innego potrzebują tradycji i ciągłości, zatarcia granicy pomiędzy „gorszym" dzisiaj a legendą przeszłości. Jedynym lekarstwem na to jest, by w centrum miasta spotkali się Prus z Kaczyńskim i Kopernikiem. Bez lęku, że się nie dogadają i pokłócą o partyjne kolory jak w telewizyjnym studiu. Trzeba zaryzykować.

Dyskusyjna jest jedynie kwestia tego, jak ma wyglądać ten pomnik. Tu nie wystarczy potrzeba serca, chodzi o państwo – więc musi być on na miarę figury Bolesława Prusa autorstwa Anny Kamieńskiej-Łapińskiej czy Stefana Wyszyńskiego dłuta Andrzeja Renesa. Musi grać z przestrzenią, w której stanie. Klasa rzeźby ma znaczenie. W sprawie pomnika prezydenta musi być zachowane 100 procent artystycznej powagi, której niestety tak często brakuje przy tworzeniu rzeźb Jana Pawła II.

Na Festiwal Ludwiga van Beethovena organizowany przez Elżbietę Penderecką przybywają co roku najlepsze orkiestry świata. Wydarzenie to jest jednym z najlepszych pomników, jakie upamiętniają Lecha Kaczyńskiego. Decyzję, by organizować festiwal w stolicy, podjął on wiele lat temu. Podtrzymały ją obecne władze miasta. Muzyki słuchają tłumy zwolenników zarówno PO, jak i PiS, a nawet uczestnicy manifestacji KOD. Co roku wita ich wdzięczność za jedno z największych polskich wydarzeń muzycznych. Przetrwało ono, ponieważ Maria i Lech Kaczyńscy mieli i gust, i gest.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA