fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

W eksporcie po kryzysie nie ma już śladu

Adobe Stock
Polski eksport towarów szybciej odbudował się po wiosennym załamaniu niż import. Poprawa salda wymiany towarowej doprowadziła do rekordowej nadwyżki Polski na rachunku obrotów bieżących.

Kryzys umacnia status polskiej gospodarki jako eksportera netto – zauważył w poniedziałek na Twitterze Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, komentując najnowsze dane dotyczące wyników wymiany handlowej Polski.

W lipcu, jak podał Narodowy Bank Polski, wartość polskiego eksportu towarów zwiększyła się (licząc w euro) o 2,7 proc. rok do roku, po zwyżce o 3 proc. w czerwcu. Był to już drugi miesiąc wzrostu eksportu w ujęciu rok do roku po załamaniu wiosną, gdy światową gospodarkę paraliżowały antyepidemiczne ograniczenia aktywności ekonomicznej.

Wartość importu w lipcu nadal malała, ale wyraźnie wolniej niż w poprzednich miesiącach. Spadła o 3,9 proc. rok do roku, po zniżce o niemal 11 proc. rok do roku w czerwcu i około 28 proc. w poprzednich dwóch miesiącach.

Nadwyżka puchnie

Wynik importu to największe zaskoczenie w poniedziałkowych danych NBP. Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie szacowali, że eksport w lipcu wzrósł o 2,4 proc. rok do roku, mniej więcej zgodnie z rzeczywistością. Jednocześnie oceniali, że import zmalał o 8,7 proc. rok do roku. Jak tłumaczyli, import Polski w ryzach trzyma niższy niż przed rokiem rachunek za import surowców energetycznych, ale też słabość inwestycji. Importowa niespodzianka może więc świadczyć o tym, że inwestycje zaczęły się odradzać. Import nie odbudował się jednak na tyle, aby zniwelować coś, co można uznać za pozytywny skutek uboczny pandemii: poprawę bilansu obrotów bieżących.

W apogeum kryzysu wywołanego przez pandemię Covid-19 załamał się zarówno eksport towarowy Polski, jak i import, ten pierwszy nawet nieco bardziej. To, że eksport szybciej się odrodził, doprowadziło do wyraźnej poprawy naszego salda obrotów towarowych. W lipcu wyniosło ono niemal 1 mld zł, a łącznie w okresie od maja do lipca nadwyżka w handlu towarami wyniosła 5 mld zł. Tak duża w porównywalnym okresie nie była nigdy wcześniej. Wzrost tej nadwyżki to z kolei najważniejsza przyczyna poprawy salda obrotów bieżących, podstawowej miary równowagi zewnętrznej kraju. Z wyliczeń Piotra Soroczyńskiego, głównego ekonomisty Krajowej Izby Gospodarczej, wynika, że w ciągu 12 miesięcy zakończonych w lipcu nadwyżka Polski na rachunku obrotów bieżących wyniosła 14,4 mld euro, czyli rekordowe 2,7 proc. PKB. W ciągu roku do czerwca saldo to wynosiło niespełna 12 mld euro, czyli 2,3 proc. PKB.

Marazm w usługach

– Obraz stosunków Polski z zagranicą jest obecnie niezwykle korzystny, a nadwyżka na rachunku obrotów bieżących oraz napływ środków w ramach rachunku kapitałowego (m.in. transfery z UE – red.) sprzyja redukcji zadłużenia zagranicznego – zauważyła w komentarzu Urszula Kryńska, ekonomistka z PKO BP.

Systematyczna poprawa wskaźników równowagi zewnętrznej polskiej gospodarki jest widoczna od lat, ale przed pandemią jej motorem była w dużej mierze rosnąca nadwyżka Polski w międzynarodowej wymianie usług. Tymczasem kryzys ten proces zatrzymał. Choć latem koniunktura w międzynarodowym handlu usługowym wyraźnie się poprawiła, daleko jej do normalności widocznej w handlu towarowym. Jak wynika z poniedziałkowych danych NBP, przychody z tytułu eksportu usług zmalały w lipcu o 7,3 proc. rok do roku, po zniżce o 33,4 proc. miesiąc wcześniej. Wartość importu usług do Polski zmniejszyła się z kolei o 9,4 proc. rok do roku, po zniżce o 28,7 proc. w czerwcu. W rezultacie nasza nadwyżka w międzynarodowej wymianie usług w ciągu 12 miesięcy do końca lipca wynosiła 23,2 mld zł, podczas gdy przed pandemią w takim ujęciu przekraczała 25 mld euro.

Zagraniczne rynki kuszą

Jak wyjaśnił NBP w komentarzu do poniedziałkowych danych, w lipcu „największe wzrosty wartości eksportu zanotowano w sprzedaży samochodów dostawczych, baterii samochodowych, silników oraz odbiorników telewizyjnych i mebli". To branże, których eksport jest też mocno importochłonny. A to oznacza, że wpływ ożywienia w eksporcie na wzrost wytwarzanej w Polsce wartości dodanej może być ograniczony (więcej o tym napiszemy w środowym wydaniu „Rzeczpospolitej").

W najnowszych danych o bilansie płatniczym uwagę zwraca silny wciąż popyt polskich inwestorów na zagraniczne instrumenty finansowe. To zjawisko widać od początku pandemii. W lipcu na zakup akcji i obligacji (w tym jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych) na zewnętrznych rynkach krajowi inwestorzy wydali ponad 3,7 mld zł – tyle co w czerwcu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA