fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

We wtorek spotkanie przywódców NATO. Jak uniknąć pyskówki?

Analiza Emmanuela Macrona (z prawej) stanu NATO jest „chora” – uważa prezydent Turcji Tayyip Erdogan (z lewej). W Paryżu uznano to za obelgę
AFP
Wtorkowe spotkanie przywódców sojuszu w Watford pod Londynem skrócono do trzech godzin, aby kłótnie nie wymknęły się spod kontroli.

To powinna być okazja do składania sobie życzeń, skoro równo 70 lat temu w Waszyngtonie podpisano traktat, który powołał najpotężniejszy pakt wojskowy w historii świata. Ale na dwa dni przed zjazdem, który oficjalnie nawet nie nazywa się szczytem, chodzi raczej o uniknięcie otwartej pyskówki między prezydentami i premierami krajów NATO.

Na razie to się nie udaje. W piątek prezydent Turcji Tayyip Erdogan uznał, że analiza Emmanuela Macrona stanu sojuszu jest „chora i powierzchowna", a francuski przywódca „powinien sprawdzić, czy jego mózg nie jest w stanie śmierci klinicznej".

Przeczytaj też: dyrektor biura think tanku European Council on Foreign Relations: Jak Europa ma ratować NATO?

To odpowiedź na wywiad Francuza dla „The Economist" sprzed trzech tygodni, w którym uznał, że na „śmierć kliniczną" cierpi samo NATO, skoro ani Ameryka nie powiadomiła sojuszników o wycofaniu się z Syrii, ani Turcja nie ostrzegła ich o rozpoczęciu ofensywy przeciw Powszechnym Jednostkom Ochrony (YPG), kurdyjskiej organizacji, która była do tej pory kluczowym sojusznikiem Zachodu w walca z tzw. Państwem Islamskim.

Jeden z doradców Macrona przyznał francuskim mediom: „To nie są oświadczenia, tylko obelgi. Prezydent mówi rzeczy jasno i to Turcja musi się teraz do tego ustosunkować".

Na Quai d'Orsay, do siedziby francuskiego MSZ, został wezwany turecki ambasador.

Bez konsultacji z Polską

Ale sam Macron, który pięć dni po spotkaniu w Watford organizuje w Paryżu szczyt przywódców Ukrainy, Rosji i Wielkiej Brytanii w ramach tzw. formatu normandzkiego, aby ożywić proces pokojowy w Donbasie, nie widział do tej pory żadnej potrzeby podjęcia konsultacji w sprawie strategii wobec Moskwy z najważniejszym krajem NATO graniczącym zarówno z Rosją, jak i Ukrainą: Polską.

W czwartek po spotkaniu w Pałacu Elizejskim z sekretarzem generalnym sojuszu Jensem Stoltenbergiem Macron nie tylko uznał, że jego wypowiedzi dla „Economista" były potrzebne, bo stały się „pobudką" do podjęcia refleksji nad strategią NATO, ale poszedł o krok dalej, podważając sens debaty na temat lepszego rozłożenia wydatków na obronę między USA i Europę, o co od lat apeluje Donald Trump.

– Pokój w Europie, sytuacja po odwołaniu traktatu o zakazie rakiet atomowych średniego zasięgu (INF), stosunki z Rosją, kwestia turecka, kto jest wrogiem: dopóki te kwestie nie są rozstrzygnięte, nie powinniśmy negocjować podziału wydatków – przekonywał Macron. I sam częściowo odpowiedział na swoje pytanie: – Czy naszym wrogiem jest, jak czasem słyszę, Rosja? Czy są nimi Chiny? Nie sądzę.

Dla francuskiego przywódcy głównym przeciwnikiem sojuszu powinien być terroryzm. Sobotni atak nożownika na London Bridge, w którym zginęły dwie osoby (oraz sam terrorysta), i równocześnie podobny atak w Hadze tylko wzmocniły argument Paryża.

Francusko-turecki spór zaczyna jednak bardzo wymiernie ciążyć na zabezpieczeniu flanki wschodniej. Do ostatnich godzin przed londyńskim spotkaniem Ankara blokowała bowiem natowski program wzmocnienia infrastruktury sojuszu w Polsce i krajach bałtyckich.

– Zasadniczo nie jesteśmy przeciwni temu planowi dla Bałtów. Jednak to, co jest postulowane dla krajów bałtyckich, należy się także nam. My także jesteśmy sojusznikami – tłumaczy szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu.

Spór wywołuje jednak coraz większe zaniepokojenie w Wilnie, Rydze i Tallinie.

– To nie wzmacnia naszego sojuszu, mam nadzieję, że przywódcy będą świadomi odpowiedzialności, jaka na nich ciąży – mówi szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevicius. – NATO nie powinno szukać porozumienia z Rosją, dopóki Kreml nie zmieni swojego stanowiska wobec Ukrainy, bo to zostanie uznane w Moskwie za dowód słabości – dodaje.

Niemcy przeciw Francji

Przed spotkaniem w Londynie Macron wydaje się jednak izolowany. To wyszło na jaw pod koniec mijającego tygodnia w trakcie spotkania w Brukseli ministrów spraw zagranicznych państw NATO. W szczególności od stanowiska Paryża odcięli się Niemcy. Kanclerz Angela Merkel podkreśliła w Bundestagu, że zjednoczona Europa nie jest w stanie się obronić bez sojuszu atlantyckiego, zaś deklaracje francuskiego prezydenta uznała za „brutalne".

– Jest jasne, że Ameryka pozostaje najważniejszym sojusznikiem Europy – powiedział kilka dni wcześniej w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas.

Na poparcie tych słów Niemcy zgodziły się na przejęcie większej części kosztów funkcjonowania samych kwater NATO oraz niewielkiego budżetu wojskowego sojuszu (łącznie 2,5 mld USD rocznie). Teraz Berlin i Waszyngton będą finansowały po 16 proc. tych wydatków (do tej pory Amerykanie pokrywali 22 proc. kosztów). Co prawda tylko pięć krajów paktu (w tym Polska) wywiązuje się z zobowiązania przeznaczania ponad 2 proc. PKB na obronę, ale od aneksji przez Rosję Krymu pięć lat temu europejscy sojusznicy zwiększyli wydatki na obronę o 130 mld USD. W tym czasie wydatki samych Niemiec wzrosły o 45 proc.

Sygnałem, jak mało realne pozostają plany Paryża przejęcia przez Unię odpowiedzialności za obronę, są trudności w samodzielnym kontynuowaniu przez Francuzów misji wojskowej w krajach Sahelu. Po kolizji w minionym tygodniu dwóch francuskich śmigłowców wojskowych w tym regionie, w wyniku czego zginęło 13 żołnierzy, Francja zaapelowała do sojuszników o większe wsparcie przez sojuszników swoich działań w Afryce.

Innym gestem wobec Waszyngtonu jest agenda spotkania w Londynie, do której wpisano kilka punktów istotnych dla USA, do tej pory zasadniczo pozostających poza zainteresowaniem NATO, jak rosnąca potęga Chin, starcie w kosmosie i cyberprzestrzeni czy ośmioletnia wojna w Syrii. Ale na wszelki wypadek program spotkania został ograniczony do minimum. Przywódcy będą więc ze sobą rozmawiać łącznie zaledwie trzy godziny, tak by było możliwie mało okazji do wybuchu otwartego sporu. Dla Trumpa, który przylatuje do brytyjskiej stolicy specjalnie zza Atlantyku, rekompensatą ma być uroczyste przyjęcie przez Elżbietę II w pałacu Buckingham.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA