Detonatorem konfliktu stała się kazachsko-amerykańska umowa pozwalająca USA na transport zaopatrzenia dla swoich wojsk w Afganistanie przez Gruzję, Azerbejdżan, Morze Kaspijskie i Kazachstan.
Według rosyjskich wojskowych „kontenery płynące przez Morze Kaspijskie będą wypakowane sprzętem wywiadowczym, monitorującym Rosję". Prasa nacjonalistyczna w Moskwie zaczęła pisać o pojawieniu się na tym morzu amerykańskich okrętów, w tym... podwodnych.
Moskiewski koktajl
– Przetarg na dostarczanie towarów do naszych portów w Aktau i Kuryk wygrała azerbejdżańska firma logistyczna. A umowa z USA przewiduje transport jedynie ładunków niewojskowych – zdziwił się kazachski minister spraw zagranicznych Kajrat Abdyrachmanow. Ze względu właśnie na Rosję Kazachstan przeciągał procedurę zaakceptowania podpisanej w marcu umowy. Tym większe jest zdziwienie Astany, że Moskwa nie zgłaszała wcześniej żadnych zastrzeżeń, a teraz nagle wybuchła oburzeniem.
USA zaproponowały Kazachstanowi umowę o tranzycie w styczniu 2018 roku, po widowiskowym zerwaniu ze swych długoletnim sojusznikiem Pakistanem, którego oskarżono o dwulicowość i wspieranie terrorystów. Waszyngton zawiesił pomoc wojskową wartą 1,3 mld dolarów rocznie, ale tym samym postawił pod znakiem zapytania lądowy dostęp do swoich wojsk w Afganistanie.