fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Piotrowicz musi przeprosić Gersdorf i Rączkę - wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie

Od lewej: sędzia SN Krzysztof Rączka, I prezes SN Małgorzata Gersdorf i ich pełnomocnicy: Sylwia Gregorczyk-Abram i Michał Wawrykiewicz
Marek Domagalski
Nazywanie złodziejem – nawet bez użycia nazwiska – kogoś, kto nie dopuścił się kradzieży, jest bezprawne.

To sedno czwartkowego wyroku warszawskiego Sądu Okręgowego, mocą którego były poseł PiS i członek KRS, a teraz sędzia TK Stanisław Piotrowicz ma przeprosić pierwszą prezes SN Małgorzatę Gersdorf i sędziego SN Krzysztofa Rączkę za słowa na uzasadnienie pisowskich zmian, że dotyczą sędziów, którzy „są zwykłymi złodziejami”.

W końcu sierpnia 2018 r. w czasie obrad Krajowej Rady Sądownictwa, która rozpatrywała rekomendacje kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, KRS pikietowali przedstawiciele ruchu Obywatele RP. Odnosząc się do tej manifestacji, Piotrowicz powiedział dziennikarzom, że nie może być takiej sytuacji, by garstka niezadowolonych z utraty przywilejów sędziów blokowała prace organu konstytucyjnego. Dopytywany, o jakie przywileje chodzi, odpowiedział, że także o to, żeby „sędziowie, którzy są zwykłymi złodziejami, nie orzekali dalej”.

Na jedynej rozprawie w tym procesie powódka prof. Małgorzata Gersdorf zeznała, że słowa Piotrowicza odebrała jako policzek wymierzony jej i innym sędziom SN. Mówiła, że gdyby nie zareagowała, jej dzieci, studenci i ludzie z ulicy mogliby pytać, czy jest złodziejką. Tak się zresztą dzieje, choć głównie na Twitterze, z którego nie korzysta. Powiedziała też, że inni sędziowie SN też byli oburzeni wypowiedzią posła, ale tylko jeden – prof. Krzysztof Rączka – złożył wraz z nią pozew.

Domagali się przeprosin w kilku mediach i zasądzenia 50 tys. zł zadośćuczynienia na cel charytatywny.

– Mówiąc o sędziach, poseł Piotrowicz miał na myśli takie przypadki jak sędziego, który zabrał z lady na stacji benzynowej nie swój banknot czy ukradł w supermarkecie element wiertarki, jego słowa nie odnosiły się do powodów. To argumentacja pozwanego – mówił jego pełnomocnik adwokat Marek Markiewicz.

Sąd Okręgowy w Warszawie powództwo uwzględnił. Uznał, że chociaż Piotrowicz wprost nie wymieniał sędziów SN, a tym bardziej nie wskazał z nazwiska prof. Gersdorf ani Rączki, to w kontekście zadawanych mu pytań przez dziennikarzy oraz tematu posiedzenia KRS dla przeciętnego odbiorcy było jasne, że ówczesny poseł mówi o wszystkich sędziach, w szczególności sędziach SN. Mogli poczuć się urażeni jego słowami także dlatego, że nigdy nie zostali skazani za kradzież.

Nie wykazali jednak, jak szeroko rozniosła się ta wypowiedź, wskutek czego SO zasądził przeprosiny tylko w jednej stacji telewizyjnej, a żądaną kwotę na cel społeczny zmniejszył do 20 tys. zł.

Sędzia Agnieszka Rafałko powiedziała w uzasadnieniu wyroku, że dla oceny wypowiedzi Piotrowicza kluczowy jest jej kontekst i to, że dziennikarze zadający mu pytania zrozumieli te słowa jako dotyczące sędziów SN, a on tego nie zdementował, choć też nie potwierdził. I tak też zrozumieli je liczni internauci, a liczy się odbiór przeciętnych osób. Nie ma zaś wątpliwości, że nazwanie kogoś złodziejem, gdy nie dopuścił się kradzieży i nie został za to skazany, jest naruszeniem dóbr osobistych i uderza w zaufanie niezbędne zwłaszcza na stanowiskach sędziowskich.

Wyrok nie jest prawomocny i to raczej nie koniec sprawy.

Sygnatura akt: III C 1786/18

Czytaj także:

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA