fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

#RZECZoBIZNESIE: Stanisław Gomułka: Założenia makroekonomiczne rządu są nierealistyczne

tv.rp.pl
Za kilka lat może dojść do zatrzymania się doganiania Europy Zachodniej – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Szybko odpadliśmy z mundialu. Może to mieć przełożenie na polską gospodarkę?

Nie sądzę. Mundiale zdarzają się rzadko, więc nie mamy danych statystycznych, które by pozwoliły na stwierdzenie jakiejś zależności. Proponuję przyjąć, że to jest bez znaczenia.

Ale optymizm i nastroje konsumenckie często są decydujące.

W takim razie można sądzić, że konsumenci zawiedzeni wynikami będą szukać zadowolenia w zwiększonej konsumpcji piwa, wina czy samochodów. Szukają pozytywów, kompensaty za poniesione straty.

A susza?

To już jest poważy problem. Ta susza jest dużo większa niż można było niedawno przypuszczać. Dotyczy szczególnie zbiorów zbóż jarych. To są miliony ton straconych zbóż, a każdy milion ton to ok. 600-700 mln zł strat dla rolników. Te sumy idą w miliardy. To się prawdopodobnie przełoży na silniejszy wzrost cen zbóż i żywności. Nie sądzę, żeby rolnicy byli silnie wspomożeni przez budżet.

Mimo że zbliżają się wybory samorządowe.

Ich nadzieja jest taka, że to doprowadzi do wzrostu cen zbóż, więc odzyskają część strat. Za suszę zapłacą głównie gospodarstwa domowe poza rolnictwem.

Mamy zaskakująco dobre wyniki przemysłu i produkcji budowlanej za maj. II kwartał może być najlepszy od dekady?

Zakładam, że II kw. będzie nadal dobry, porównywalny z I. W I kw. był bardzo duży przyrost zapasów. Wiązało się to ze zmniejszoną dynamiką wzrostu eksportu. Gdyby nie ten przyrost to wzrost PKB zamiast 5,2 proc., były tylko 3,3 proc. Nie wiadomo jaki będzie przyrost zapasów w II kw.

Przyrost zapasów nie jest optymistyczny? Mówi się, że zapasy gromadzi się na poczet lepszych oczekiwań sprzedażowych w kolejnych miesiącach.

Ministerstwo Finansów w projekcie budżetu na przyszły rok nie przewidywało wzrostu zapasów w roku bieżącym, i słusznie. Wzrost zapasów miał miejsce wcześniej. Duży przyrost w I kw. jest wymuszony przez mniejsze zapotrzebowanie, szczególnie z zagranicy.

Czyli kolejne kwartały mogą być już gorsze?

Tak. II kw. jest pod dużym znakiem zapytania, bo nie wiemy czy nie będzie zmniejszenia przyrostu zapasów. Albo będzie dobry właśnie z tego powodu, który wcale nie jest dobry.

W tej chwili w gospodarce mamy taką sytuację, że popyt krajowy jest silny, szczególnie konsumpcyjny, co napędza import, ale wzrost popytu zagranicznego słabnie i w rezultacie mamy pogorszenie bilansu handlowego. W ostatnich 3 latach była inna sytuacja. To silny popyt zagraniczny stymulował eksport, co było ważnym czynnikiem dobrej sytuacji w bilansie handlowym. Od I kw. mamy nową sytuację. Przez szereg kolejnych kwartałów możemy mieć silniejszy wzrost importu niż eksportu i systematyczne pogarszanie się bilansu płatniczego.

Inwestycje prywatnych firm, które kulały ruszą?

Poważny problem od pewnego czasu jest w obszarze inwestycji. 2 lata temu był silny spadek inwestycji publicznych, w ostatnich kwartałach mamy polepszenie w tym obszarze. Ale inwestycje publiczne to jakieś 15-20 proc. wszystkich inwestycji. Kluczowe są krajowe inwestycje prywatne, a tu jest problem. W przypadku inwestycji zagranicznych nie mamy wyraźnej poprawy. Problemy z praworządnością, konfliktem z Unią Europejską stwarzają znak zapytania. Obawy inwestorów zagranicznych na razie nie przekładają się na kompletne załamanie inwestycji. Ale inwestycje na poziomie 2 proc. PKB obserwowane teraz to mniej niż przeciętnie w okresie transformacji, kiedy było ponad 3 proc. PKB.

A krajowe firmy?

Tutaj problemem jest to, że marże zysku zaczynają być pod presją. Sytuacja na rynku pracy oznacza silny wzrost kosztów pracy. Płace rosną średnio w tempie 7 proc. rocznie, a mogą wzrosnąć nawet więcej. W najbliższych kilku kwartałach nawet 8-10 proc. Przedsiębiorcy muszą się z tym liczyć.

Drugie źródło wzrostu kosztów to energia, szczególnie elektryczna. Dla dużych odbiorców energii mamy wzrost w granicach 50 proc. spowodowany w dużym stopniu tym, że rosną koszty związane z CO2. Trzeba wykupić uprawnienia do produkcji CO2. W Polsce produkujemy 50 proc. CO2 więcej niż w Europie Zachodniej, bo 80 proc. energii elektrycznej jest wytwarzane w elektrowniach węglowych. Tu jest niedobra perspektywa. Ceny energii w ogóle będą znacząco rosły.

Mamy perspektywę silnego wzrostu cen żywności i energii, tym samym inflacji.

I presja na płace będzie cały czas rosła.

Tak. Jeżeli mamy wzrost kosztów, to automatycznie mamy presję na marżę zysku. Inwestycje prywatne w Polsce są finansowane głównie ze środków własnych.

Brak pracowników też będzie ograniczał inwestycje.

Brak pracowników plus niskie marże stwarzają perspektywę, że nie będzie poważnego wzrostu inwestycji.

Ogłoszone ostatnio rządowe założenia makroekonomiczne, do budżetu na rok przyszły, przewidują bardzo duży wzrost inwestycji. W tym 9 proc., w następnych 7-8 proc. W rezultacie wzrost udziału inwestycji w dochodzie narodowym w ciągu najbliższych lat do ponad 20 proc. PKB.

Te założenia wydają mi się super optymistyczne, wręcz nierealistyczne. Nie ma dobrego powodu, żeby oczekiwać takiego dużego wzrostu inwestycji prywatnych.

Tym bardziej, że mamy ewidentne spowolnienie Niemiec, naszego głównego odbiorcy.

To spowoduje, że tempo wzrostu eksportu będzie maleć. Pogorszy się bilans handlowy, co się odbije po części na kursie złotego. Możemy mieć problem, bo mniejszy dopływ pieniądza w postaci inwestycji zagranicznych, plus pogarszający się bilans handlowy może spowodować, że wzmocnienie kursu złotego, o którym mówi projekcja MF może się też nie zrealizować.

Jest coraz więcej czarnych chmur na horyzoncie. Oprócz spowolnienia w Niemczech mamy rozkręcającą się wojnę handlową. Ameryka nie tylko walczy z Chinami, ale zapowiada kroki wobec unijnego przemysłu motoryzacyjnego.

Ta wojna handlowa jest na razie teatralna i polityczna. Dotyczy stosunkowo niewielkiej ilości eksportu i importu. Oczywiście będzie miała wpływ, przynajmniej psychologiczny, bo nie wiadomo czego oczekiwać.

Największy wpływ na kursy w tej chwili jest skądinąd.

Skąd?

Amerykański Bank Centralny zaczął znacząco podnosić stopy procentowo i zapowiada dalszy wzrost. Presja inflacyjna w USA jest dużo silniejsza niż w Europie.

Akurat w Europie stopa bezrobocia jest jeszcze dość wysoka i Europejski Bank Centralny nie zapowiada wzrostu stóp procentowych. Natomiast Ameryka już to robi. Przez to rośnie kurs dolara, za którym będą rosły ceny energii jak ropa naftowa.

Wszystko to razem prawdopodobnie spowoduje, że tempo wzrostu gospodarczego Polski zacznie spadać.

Ile może być na koniec roku?

Spadki tempa wzrostu zaczną się od drugiej połowy tego roku. Przez ostatnie kwartały mieliśmy 4-5 proc., a będziemy powoli schodzić do 3-3,5 proc. Drugie półrocze może będzie w okolicy 4 proc., a nawet mniej. Ważniejsze jest to, co będzie w najbliższych kilku latach.

Kolejny rok to już zejście poniżej 4 proc.?

Tak. Będziemy w obszarze 3-4 proc. Jeśli inwestycje nie będą rosły znacząco, dopływ technologii nie będzie tak duży jak dotąd, to się odbije na tempie wzrostu wydajności pracy. Przewidywania są takie, że powoli będziemy zmierzać w kierunku tempa wzrostu w okolicy 2 proc.

Jeśli dojdzie do spowolnienia światowego i kryzysu to tak może być.

Nie mówię o kryzysie, tylko o trendzie. Zmierzamy do tempa wzrostu niewiele wyższego niż w krajach zaawansowanych. Mówię o tempie wzrostu na roboczogodzinę, albo na pracownika czy mieszkańca. W krajach wysokorozwiniętych to ok. 1,5 proc. W tym kierunku będziemy zmierzać.

Jeszcze przez jakiś czas będziemy mieć wyższe tempo wzrostu i w rezultacie zmniejszał się będzie dystans w dochodach, ale w tempie wolniejszym niż dotąd. Za kilka lat może dojść do zatrzymania się doganiania Europy Zachodniej.

Kolejna złą informacja to projekt budżetu unii na lata 2021-2027. Jaki wpływ mogą mieć dużo mniejsze środki dla Polski?

Z danych podanych przez Komisję Europejską wynika, że dopływ środków unijnych netto do Polski, który w obecnej perspektywie wynosi ok. 8 mld euro rocznie, spadnie do ok. 4, a może nawet 3 mld euro. Wzrośnie bowiem nasza składka do budżetu o 1-1,5 mld euro, a znacząco zmaleje przepływ środków z unii do Polski. Rezultatem będzie bardzo poważne zmniejszenie dopływu netto. To będzie miało wpływ na rynek walutowy. MF w tej chwili przewiduje umocnienie złotego. To założenie wydaje mi się mało realistyczne. Pogorszenie sytuacji w handlu zagranicznym i zmniejszenie dopływu środków z budżetu unii, być może dalsze zmniejszenie inwestycji zagranicznych, może oznaczać utrzymanie się stosunkowo słabego złotego, a nawet osłabienie, co też przyczyniłoby się do wzrostu inflacji.

Może powoli uniezależniamy się od unijnych pieniędzy?

Oczywiście. Uniezależnienie od unijnych pieniędzy jest nieuniknione. Już nawet nie chodzi o to ile dostaniemy możliwości na papierze. Perspektywa przewiduje, że będziemy dalej beneficjentami netto, tylko w znacznie zmniejszonej skali. Ponadto, jeżeli problem praworządności będzie dalej istotny, to KE będzie miała nowe możliwości działania. Faktyczne przekazywanie środków będzie uzależnione od oceny praworządności.

Czyli teoretycznie strata może być jeszcze większa.

Może być tak duża, że Polska może w ogóle nie być beneficjentem netto. To już zależy od nas.

Czy rząd dostrzega wszystkie zagrożenia, o których mówiliśmy? Może się wydawać, że na razie się tym nie przejmuje i dalej rozdaje pieniądze.

Premier Morawiecki jest niby bankowcem, więc powinien stąpać po ziemi, ale zachowuje się bardziej jak fantasta. Szczególnie kiedy mówi o efektach uszczelnienia systemu podatkowego i sytuacji fiskalnej. A w dalszym ciągu deficyt sektora rządowego w zeszłym roku był w pobliżu maksymalnego poziomu 3 proc. W tym rząd nie przewiduje wyraźnej poprawy.


Jeżeli by doszło do spowolnienia wzrostu gospodarczego i zmniejszenia dopływu środków z zewnątrz, to pojawia się problem także w obszarze finansów publicznych.

Jak BCC i przedsiębiorcy oceniają ostatnie posunięcia rządu jak podniesienie płacy minimalnej, split payment czy projekt ustawy o PPK?

W przypadku wzrostu płacy minimalnej zauważamy otrzeźwiający i sensowny merytorycznie sąd w tych sprawach ze strony pani minister finansów, która sprzeciwiła się propozycji pani Rafalskiej. W końcu rząd przychylił się do stanowiska minister finansów. Jej uwagi i opinie dotyczące systemu podatkowego w Polsce, potrzeby jego reformowania, są przyjmowane przez przedsiębiorców dobrze. To jest w tej chwili najbardziej trzeźwy minister do spraw gospodarczych. Dużo trzeźwiejszy niż premier, który ciągle mówi dziwne rzeczy o rewolucji technologicznej w Polsce.

Weźmy przemysł samochodowy Unii Europejskiej, który przeznacza na badania i rozwój 50 mld euro rocznie. To 10 razy więcej niż Polska. Jeśli chodzi o nasze możliwości niezależnego tworzenia nowych rzeczy w obszarze innowacji technologicznych to jesteśmy absolutnym Kopciuszkiem. Tego się nie zmieni. Zależność od importowanych technologii musi być duża jeżeli chcemy dalej mieć znaczący postęp w obszarze wydajności pracy. W dalszym ciągu musimy dbać o inwestycje zagraniczne, a w tym obszarze premier Morawiecki wypowiada się w niejednoznaczy sposób „jestem za, a nawet przeciw”. Generalnie cała filozofia PiSu w tym obszarze jest niejednoznaczna.

Generalnie przedsiębiorcy są zadowoleni z ostatnich działań rządu?

Jeżeli chodzi o propozycje zwiększenia składki na emerytury, BCC miało dużo zastrzeżeń, które zostały zauważone i po części uwzględnione w projekcie. Generalnie przedsiębiorcy nie są specjalnie zachwyceni tym, że składki wzrosną. Przez to średnie i duże firmy będą miały mniej środków na inwestycje.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA