fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Szpitale tymczasowe gotowe i niepotrzebne

Szpital tymczasowy w Łodzi, Hala Expo
Budowę szpitali tymczasowych (na zdj. placówka powstająca w Hali Expo w Łodzi) finansuje budżet państwa
Rzeczpospolita/ Marian Zubrzycki
Dużo łóżek covidowych, mało zakażeń. Szpitale polowe trafiają do zamrażarki.

Od października w trybie ekspresowym miało powstać ponad 20 szpitali polowych – w ich budowę rząd włączył spółki Skarbu Państwa, m.in. Tauron, Orlen, Lotos. Ale kiedy je zbudowano, sytuacja się zmieniła – liczba zakażeń spadła. Dane Ministerstwa Zdrowia z czwartku są optymistyczne: na blisko 39 tys. łóżek covidowych zajętych jest połowa – 20,5 tys. Szpitale polowe stanęły, zrobiono nabory kadry medycznej, jednak nie są uruchamiane, a jeśli już, to w niewielkiej części.

Małe obłożenie

Do bazy placówek nieaktywnych trafił gotowy do użytku szpital tymczasowy wybudowany przez Węglokoks w hali na lotnisku w Pyrzowicach na Śląsku. Tak jak i drugi – w Ustroniu.

– Nie ma potrzeby obecnie z nich korzystać, notujemy duży spadek liczby osób zakażonych. Poza tym właśnie zaczął działać 500-łóżkowy szpital w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. W czwartek miał pięciu pacjentów – tłumaczy Alina Kucharzewska, rzeczniczka wojewody śląskiego.

Sytuacja epidemiczna jest tak dobra, że Śląsk rozpoczął odblokowywanie tzw. łóżek covidowych w szpitalach stacjonarnych. W tym tygodniu przywróconych ma być 700 łóżek w regionie, w drugim etapie – 500, by szpitale okulistyczne czy kardiologiczne zaczęły normalnie pracować.

Także MON wstrzymało zapowiadane na przełom listopada i grudnia otwarcie szpitala na Okęciu, budowanego pod patronatem Wojskowego Instytutu Medycznego. Jest w nim 250 łóżek (30 intensywnej terapii). I ten gotowy szpital trafił do „zamrażarki". Będzie przyjmował pacjentów, dopiero gdy inne szpitale (w tym tymczasowe) w Warszawie przestaną być wydolne. Obecnie nie ma potrzeby „wykorzystywania tego typu placówki, gdyż liczba łóżek i respiratorów w systemie jest wystarczająca" – podaje MON. W szpitalu na Stadionie Narodowym na 285 łóżek zajętych jest 60.

Trzy dni temu Orlen oddał do użytku szpital modułowy na terenie Centrum Badawczo-Rozwojowego koncernu (będzie go prowadził Wojewódzki Szpital Zespolony w Płocku, który też ma więcej wolnych łóżek dla chorych na Covid niż pacjentów). Ma tę zaletę, że każdy z czterech modułów można wykorzystać do innych celów. Dyrektor szpitala Stanisław Kwiatkowski chce 9 grudnia uruchomić tylko jeden moduł – 56 łóżek. Ilu chorych tam trafi? – Trudno oszacować, nikt nie wie, co się wydarzy za tydzień czy po Nowym Roku – mówi dyrektor.

Nie wiadomo też, czy będzie potrzebny szpital Lotosu w Amber Expo w Gdańsku, który także ma trafić do „zamrażarki". Marcin Tymiński z Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego przyznaje, że w połowie grudnia gotowy będzie szpital w Sopocie w budynku sanatorium MSWiA i – jeśli nic się nie zmieni – zostanie uruchomione tylko jedno piętro na ok. 30 łóżek. – Więcej nie jest potrzebne – tłumaczy Tymiński.

Lepiej je mieć

Budowę szpitali tymczasowych finansuje budżet państwa, m.in. z Funduszu Przeciwdziałania Covid-19. Miesięczne koszty 500-łóżkowego szpitala tymczasowego oszacowano na 21,5 mln zł – jeśli będzie miał pacjentów.

Sławomir Kmak, dyrektor Szpitala im. J. Dietla w Krynicy- -Zdroju, który kieruje też nowo otwartym szpitalem tymczasowym w tym mieście na 168 łóżek (zbudowanym przez Tauron), czeka na zmianę przepisów dotyczących finansowania łóżka pustego. – Zarządzenie prezesa NFZ mówi, że albo łóżko ma wartość 822 zł razem z personelem, albo ma wartość zero, jeżeli nie ma personelu. Powinna się pojawić opłata za gotowość łóżka, które czeka. To bardziej ekonomiczne, gdy czeka bez personelu, niż obkładanie go na siłę personelem – zaznacza dyr. Kmak.

Czy budowa szpitali tymczasowych była słuszna?

– Decyzja zapadła za późno, w szczycie epidemii w październiku, rząd zmarnował pół roku. Sposób ich przygotowywania jest chaotyczny i nieefektywny – mówi Robert Kropiwnicki, poseł Koalicji Obywatelskiej. – Kosztów wciąż nie znamy. Nie mamy umowy z KPRM, NFZ nie ma faktur za wykonane świadczenia.

Prof. Włodzimierz Gut, wirusolog, zauważa jednak: – To kosztowne przedsięwzięcie, ale co będzie, jeśli nastąpi skok i znów będzie 30 tys. zakażeń dziennie? Takich szpitali szybko się nie buduje. To, czy będą potrzebne, zależy od zachowania obywateli. A mamy sezon przedświąteczny, wzmożonych zakupów, ferii i nie wiemy, jak to się odbije na Covidzie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA