fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

„Manifest Piketty'ego”: Demokratyczna Europa wymaga wyższych podatków

Francuski ekonomista Thomas Piketty
fot. Flickr, Fronteiras do Pensamento / Greg Salibian
Podatek od zysków firm w całej UE powinien wynosić 37 proc. – twierdzi grupa prominentnych ekonomistów i polityków z Thomasem Pikettym na czele.

Ich „Manifest na rzecz demokratyzacji Europy” został opublikowany w poniedziałek na łamach kilku europejskich dzienników. Ich propozycje mają stanowić remedium na „rozczarowanie Europą”, które wynika z braku „socjalnych ambicji” europejskich decydentów.

Autorzy manifestu uważają, że fundamentalne zmiany w Unii Europejskiej są potrzebne, aby zapobiec jej dezintegracji, której pierwszymi aktami są brexit oraz rządy antyeuropejskich partii w kilku krajach członkowskich.

Czytaj także: Koniec z dyskryminacją internautów przy zagranicznych zakupach 

„Od wygranej antyeuropejskich partii w kilku państwach UE, oraz w obliczu zbliżającego się brexitu, Europa nie ma już możliwości podążania dotychczasową drogą” – napisali autorzy manifestu.

„Nasze pomysły nie są może perfekcyjne, ale przynajmniej istnieją (…). Opierają się na prostym przekonaniu: Europa musi zbudować nowy model, zapewniający sprawiedliwy i trwały rozwój społeczny swoich obywateli” – czytamy w manifeście podpisanym przez ponad ponad 100 intelektualistów.

W tym celu proponują utworzenie dodatkowego unijnego „budżetu na rzecz demokratyzacji”. Miałby stanowić równowartość 4 proc. PKB Unii Europejskiej, co obecnie odpowiada około 800 mld euro. Byłaby to kwota czterokrotnie większa niż dzisiejszy budżet UE. O jego przeznaczeniu decydować miałaby nowa instytucja, składająca się głównie z polityków z krajów członkowskich UE.

Nowy budżet finansowany byłby wzrostem podatków. Największą jego część (około 1,5 proc. PKB) miałoby zapewnić ujednolicenie CIT w całej UE. Miałby on wynosić 37 proc., niemal dwukrotnie więcej niż obecnie w Polsce.

Dochody sięgające 1 proc. PKB rocznie miałaby przynieść podwyżka podatków dla najlepiej zarabiających Europejczyków. Stawka PIT od dochodów powyżej 100 tys. euro rocznie miałaby wzrosnąć o 10 pkt proc., a stawka od dochodów powyżej 200 tys. euro o 20 pkt proc. W polskich warunkach oznaczałoby to, że najlepiej zarabiający oddawaliby do fiskusa ponad połowę swoich zarobków.

Autorzy manifestu proponują również opodatkowanie majątków. Od aktywów wartych ponad 1 mln euro chcieliby pobierać daninę w wysokości 1 proc. rocznie, zaś od aktywów wartych ponad 5 mln euro w wysokości 2 proc. rocznie.

Czwartym źródłem wpływów do nowego budżetu byłby podatek od emisji dwutlenku węgla sięgający 30 euro za tonę. Ta danina miałaby przynosić dochody rzędu 0,4 proc. PKB Unii Europejskiej rocznie.

Połowa nowego budżetu byłaby oddawana krajom członkowskim UE proporcjonalnie do populacji. Pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na dowolny cel. Druga połowa miałaby finansować głównie innowacje, rozwój „zielonych” technologii i pomoc w asymilacji imigrantów.

Autorzy „Manifestu na rzecz demokratyzacji” przekonują, że nie chcą budować Unii transferowej, w ramach której bogatsze kraje finansują biedniejsze, często gorzej zarządzane. Aby temu zapobiec, w ramach nowego budżetu różnica między kwotą, którą kraj członkowski zbiera z nowych podatków, a kwotą, którą otrzymuje, nie mogłaby przewyższać 0,1 proc.

Już dziś wiadomo, że o realizację postulatów sygnatariuszy manifestu będzie trudno. „Skoro transgraniczne transfery miałyby być tak ograniczone, to po co organizować nowy budżet na poziomie UE?” – zastanawia się na łamach „Guardiana” Guntram Wolf, dyrektor brukselskiego think-tanku Bruegel.

„Cokolwiek zrobimy na poziomie strefy euro będzie oznaczało, że zrobimy mniej na poziomie krajów członkowskich, i to jest główna polityczna bariera dla takich projektów” – dodał.

„Wprowadzanie paneuropejskich podatków obok podatków krajowych ma głęboki sens. Indywidualne kraje nie są zdolne do zmuszania ponadnarodowych firm do płacenia przyzwoitych podatków: może to zrobić tylko UE. To samo dotyczy podatków od emisji dwutlenku węgla” – zauważył jednak na Twitterze Marcin Piątkowski, ekonomista z Banku Światowego. Jak podkreślił, pomysły grupy Piketty’ego są warte rozważenia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA