fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Nie chrońmy XIX-wiecznych gargameli

Fotorzepa/Robert Gardziński
O tym, czy Pałac Kultury powinno się zburzyć, oraz o trudnej sztuce renowacji zabytków mówi architekt Anna Rostkowska.

Fasadę kamienicy przy ul. Foksal w Warszawie odtworzyła pani na podstawie zdjęcia. To trudne zadanie.

To prawda. Nie było łatwo. Bardzo długo nie chciał się zgodzić stołeczny konserwator zabytków. Zdecydowanie sprzeciwiał się odtworzeniu pierwotnego wystroju fasady na podstawie tylko jednej, przedwojennej, czarnobiałej fotografii i to nie najlepszej jakości.

Ale w końcu się udało.

Firma Ghelamco, do której należy kamienica, była jednak zdeterminowana. Walczyła wiele lat. Po interwencji Ministerstwa Kultury konserwator w końcu się zgodził. Ale zdjęcie kamienicy było niedoskonałe.

Dlatego przy pomocy prof. Jadwigi Roguskiej, specjalistki od XIX-wiecznej architektury, rozpoczęliśmy żmudną, wręcz detektywistyczną pracę odtwarzania fasady kamienicy. Oglądaliśmy dziesiątki zdjęć kamienic wybudowanych w tym samym eklektycznym nurcie co ta na ul. Foksal. Głównie były to zdjęcia budynków z Łodzi i ze Śląska. I odtwarzaliśmy detal po detalu.

Często pani w swojej pracy jest detektywem?

Bardzo rzadko. Mało kogo jest stać na taką renowację zabytku, jaka miała miejsce na Foksal. Zachowawczy remont elewacji tej kamienicy kosztowałby Ghelamco około miliona zł, tymczasem wyłożyła ona przypuszczalnie kilkanaście razy więcej na odtworzenie wystroju. Jednak elewacja to nie wszystko, trzeba jeszcze wyremontować pozostałą część budynku. Kto ma takie pieniądze? Tylko duże międzynarodowe firmy deweloperskie.

W wypadku tej kamienicy duże kontrowersje budziła też sama estetyka. Nie wszystkim podobał się powrót do „cukierkowej" fasady budynku. Gdzie w wypadku zabytków przebiega granica między kiczem a pięknem. Czy wszystko, co powstało 100–150 lat temu, powinniśmy jednakowo chronić?

Jak zaczynałam studiować, uczono nas, że zabytek jest dobrem kultury narodowej. Ale czy chronić należy tylko obiekty z górnej półki, jak Wawel, czy też wszystkie budynki, które powstały te 100–150 lat temu?

Aktualnie w Warszawie mamy niestety tendencję, by wpisywać do rejestru zabytków wszystko, co się da, nieco na wyrost. Na wszelki wypadek, by inwestor nie daj Boże czegoś nie zniszczył. Bądźmy jednak szczerzy. Pamiętajmy, że nie wszystko, co powstało np. w XIX wieku, jest zabytkiem. W tych czasach budowano też obiekty niskiej wartości, tzw. gargamele. Poza tym, czy możemy sobie pozwolić finansowo na to, by w jednakowy sposób dbać o wszystkie zabytki? Uważam, że w rejestrze powinny być te o dużej wartości, historycznej czy kulturowej. Reszta powinna zostać objęta ochroną konserwatorską o mniej restrykcyjnym charakterze niż wpis do rejestru zabytków.

A łączenie nowego ze starym? Czy szkło i metal w średniowiecznym zamku to dozwolona ingerencja czy już ordynarne niszczenie zabytku?

Wszystko zależy od tego, w jaki sposób połączy się to, co stare, z tym, co nowe. Pamiętam dyskusję, jaką toczono tuż po wybudowaniu szklanej piramidy w Luwrze pełniącej funkcję nowoczesnego wejścia. Na architektów posypały się gromy.

Mogli nawiązać do stylu, w jakim wybudowano Luwr.

Po co? Absolutnie nie wolno tego robić. Elementy, które dodajemy, powinny być współczesne. Nie buduje się sztucznych zabytków. Te prawdziwe muszą mieć odpowiednią rangę. Być świadectwem swojej epoki.

Ale nierzadko współczesne elementy dobudowane do zabytku są zwyczajnie szkaradne...

To prawda. Są jednak i udane przykłady połączenia tego co stare i nowe.

Taka chociażby Żelazowa Wola. Tuż obok małego dworku powstał zespół budynków niezbędnych do jego funkcjonowania. I dzięki tym budynkom starość dworku jest uwypuklona. Tylko że ta nowoczesność jest naprawdę wysokiej klasy. Tak zresztą było w wypadku Luwru. Z tą różnicą, że w Paryżu wybudowano mały obiekt, a w Żelazowej Woli powstał kompleks budynków, które pełnią rolę służebną w stosunku do niewielkiego, zabytkowego dworku.

Łączenie starego z nowym jest trudną sztuką. I nie wszystkim to się udaje. Dlatego przy tego typu realizacjach powinny być organizowane konkursy, a w skład komisji oceniającej nadesłane projekty powinny wchodzić najwybitniejsi historycy sztuki i architekci. Dzięki temu unikniemy kiczu.

No tak, ale zabytkom daje się też kompletnie nowe, zupełnie inne, życie. W browarze powstało centrum handlowe, a w przędzalni lofty. Tylko zewnętrzne mury są wciąż stare.

Świat idzie do przodu. Nie można stawiać znaku równości między browarem sprzed 100 lat a współczesną technologią produkcji piwa. Często jedyną szansą przetrwania dla zabytku jest nadanie mu nowej funkcji, co nie jest proste, podobnie jak dostosowywanie starych budynków do współczesnych wymogów, chociażby odnośnie do dostępu dla niepełnosprawnych czy ochrony przeciwpożarowej. W swojej pracy muszę pamiętać o dziesiątkach przepisów z różnych dziedzin. Proszę mi wierzyć, nie jest to proste.

Jako przykład przytoczyć można inwestycję realizowaną obecnie na Opolszczyźnie dla właściciela znanej sieci salonów obuwniczych. Kupił ruinę pałacu w okolicach, z których się wywodzi.

Z pałacu zostało niewiele, resztka murów. I co zrobił? Za cel postawił sobie możliwie wierne odtworzenie oryginału. Zatrudnił zatem historyków sztuki z całej Europy i odbudował pałac. Oczywiście zaraz rodzi się pytanie, czy pałac jest zabytkiem, skoro został odtworzony na podstawie zachowanej przedwojennej dokumentacji i zdjęć? Czy też już nie? A może była nim tylko resztka murów? Moim zdaniem jednak nie jest to zabytek, ale niezmiernie udana rekonstrukcja.

Przyjęło się u nas, że zabytek musi mieć co najmniej 50 lat, a to przecież nieprawda. Może nim być obiekt, który powstał trzy lata temu.

Obiekt, który ma wybitne wartości architektoniczne, powinien być zabytkiem, nawet jeżeli ma zaledwie rok.

A Pałac Kultury, który jest symbolem stolicy. To zabytek?

Oczywiście.

Wielu chce go zburzyć.

Zwolennicy rozbiórki kierują się wyłącznie emocjami. Nie mają żadnych argumentów merytorycznych przemawiających za jego rozbiórką. Czy to się komuś podoba, czy nie, Pałac Kultury jest symbolem Warszawy. I nie zmieni tego fakt, że powstał po II wojnie światowej jako „dar narodu radzieckiego".

Zresztą Rosjanie opracowali jedynie generalny projekt, natomiast rozwiązania szczegółowe, w tym detale na fasadzie oraz wnętrze pałacu, to już dzieło polskich architektów i rzemieślników, jednoznacznie inspirowane architekturą polską. Dziś Pałac jest wpisany do rejestru zabytków, stanowiąc dobro kultury narodowej i świadectwo historii, a także siedzibę wielu instytucji.

Załóżmy, że decydujemy się rozebrać Pałac. I co? Myślę, że zaraz znaleźliby się zwolennicy kolejnych rozbiórek, bo okazałoby się, że to, co powstało pod zaborem niemieckim, również mocno razi i uwiera. I w ten sposób moglibyśmy wyburzyć pół Polski. Przecież to absurd.

W wypadku renowacji zabytków ważną rolę odgrywają konserwatorzy zabytków. Jak układa się współpraca z nimi?

To są w większości wypadków historycy sztuki, którzy nie zdają sobie sprawy, że liczy się nie tylko zachowanie wartości historycznych budynku, ale również dostosowanie obiektu do współczesnych wymagań m.in. pod względem bezpieczeństwa przeciwpożarowego itd. Konserwatorzy i historycy rzadko też biorą pod rozwagę fakt, że inwestor dysponuje ograniczonymi środkami finansowymi, podczas gdy możliwości dofinansowania przez urzędy konserwatorskie są niewielkie. Brak zrozumienia tych zależności, a co za tym idzie właściwej współpracy, często skutkuje dewastacją obiektów zabytkowych.

Renowacja zabytku kosztuje tyle, ile wbudowanie nowego budynku?

Remont i renowacja kosztuje więcej, zdecydowanie więcej. Weźmy na przykład banalną rzecz, jaką jest balustrada schodów. Gotowa balustrada z katalogu, której metr kosztuje około 600 zł. Natomiast za wykucie metra balustrady zapłaci się 2 tys. zł lub więcej. I tak jest ze wszystkim.

Niestety, konserwatorzy nie mają tej świadomości. Nie zawsze dociera do nich, że nie wszystko da się wiernie odtworzyć, a koszty bywają zbyt wysokie i czasami lepiej pójść na kompromis. W przeciwnym razie zabytek niszczeje.

Niedawno był u mnie inwestor, który czekał na zgodę konserwatorską siedem miesięcy, choć to, co planował, nie było specjalnie skomplikowane. A to tylko jedna z wymaganych decyzji. Jeżeli inwestor ma rozpoczętą budowę albo chce ją rozpocząć i czeka na decyzję siedem miesięcy, to prawdziwa katastrofa, chociażby pod względem finansowym czy organizacji budowy. Ze strony konserwatorów nie ma współpracy i zaufania. To przykre.

CV

Anna Rostkowska jest architektem, założycielką i właścicielką pracowni architektonicznej ProArt w Warszawie. Jest również specjalistką w dziedzinie konserwacji i modernizacji budynków zabytkowych i historycznych, rzeczoznawcą Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA