Budowa i remont

Wygrane przetargi stają się kulą u nogi

Firmy deweloperskie starają się za wszelką cenę doprowadzić budowy do końca.
shutterstock
Rozkręcający się boom spowodował duży wzrost popytu na materiały budowlane, surowce, maszyny i siłę roboczą, co od ok. dwóch lat horrendalnie winduje ceny.

Sytuacja finansowa branży budowlanej jest coraz gorsza. Eksperci Krajowego Rejestru Długów mówią nawet o „kolosie na glinianych nogach". Z raportu KRD wynika, że zadłużenie firm z tego sektora wzrosło w ciągu roku o 200 mln zł, do 2,41 mld zł. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości, do resortu wpływa miesięcznie 4 tys. skarg budowlańców – większość poszkodowanych to podwykonawcy.

Do tego dochodzą ogromne problemy z brakiem pracowników, wzrost kosztów budowy i stawek za usługi. – Wiele wygranych dwa–trzy lata temu przetargów jest dziś kulą u nogi dla firm, które nie spodziewały się aż tak drastycznych podwyżek – komentuje Adam Łącki, prezes KRD.

Wszystko to może doprowadzić do opóźnień nawet jednej piątej inwestycji. – Sektor budowlany należy do czołówki branż, które mają największe potrzeby dochodzenia swoich należności. Dodatkowo firmy budowlane są zmuszone windykować kolegów po fachu. W tej branży odsetek wzajemnych długów wynosi 63 proc. To sporo – mówi Jakub Kostecki, prezes spółki Kaczmarski Inkasso. – W dobie rosnących stawek za usługi podwykonawców, kosztów pracy i materiałów, a także odwróconego VAT czy split paymentu można przypuszczać, że problem z płatnościami będzie narastał – prognozuje.

Liczy się czas

Także Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD), zwraca uwagę, że większość realizowanych dziś kontraktów zawierano nawet kilka lat temu. – Nikt nie mógł przewidzieć, jak bardzo zmieni się sytuacja na rynku pracy i na rynku materiałów budowlanych – mówi. – Dla firm budowlanych najbardziej ryzykowne i najbardziej obciążające okazały się umowy z podmiotami publicznymi. Inwestorzy nie mogą tu liczyć na waloryzowanie, a to często oznacza kolosalne straty.

Płochocki zapewnia, że prywatni inwestorzy, w tym deweloperzy, starają się kontrakty renegocjować. – Ukończenie inwestycji mieszkaniowych leży w ich interesie – mówi. – Podniesienie cen sprzedanych już lokali jest oczywiście niemożliwe. Firmy starają się jednak za wszelką cenę budowy ukończyć.

Według Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, wszystko wskazuje na powtórkę sytuacji z 2012 r. – Doskonała koniunktura w budownictwie doprowadziła wtedy do bezprecedensowej lawiny bankructw firm z tego sektora – przypomina. – Przez ostatnie lata nie zostały wypracowane żadne mechanizmy zabezpieczające interesy firm przed kryzysem czy też nagłym pogorszeniem się warunków rynkowych, dlatego też sytuacja cyklicznie się powtarza.

Dodaje, że firmy budowlane są wyjątkowo wrażliwe na kryzysowe sytuacje i niekorzystne zmiany, ponieważ ich marże są ograniczone do, góra, 5 proc. Nierzadko spadają do 1–2 proc. – Jakakolwiek korekta, np. wzrost cen materiałów, stanowi dla nich potencjalne ryzyko strat, a nawet upadłości – tłumaczy. – Mechanizm sytuacji kryzysowej jest dość prosty i paradoksalnie wynika z rozpędzania się koniunktury i wysypu ogromnej liczby inwestycji. Rozkręcający się boom spowodował duży wzrost popytu na materiały budowlane, surowce, maszyny i siłę roboczą, co od ok. dwóch lat horrendalnie winduje ceny.

O problemach na rynku mieszkaniowym mówi Robert Jelonek, dyrektor ds. handlowych w Fundamental Group. – Prowadzenie wielu inwestycji w jednym czasie oznacza brak wykwalifikowanych pracowników, co ma znaczący wpływ na wzrost cen robocizny – potwierdza. – Wymusza to kontraktowanie poszczególnych robót z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, aby zachować ciągłość prac i uniknąć opóźnień. Rozwój budownictwa mieszkaniowego i biurowego oraz rozpoczęcie inwestycji infrastrukturalnych oznacza dalsze pogłębianie się problemu z siłą roboczą oraz wzrost stawek za robociznę.

Cena to za mało

Według Marcina Sucharskiego, architekta z Easst.com, największym problemem jest sposób ogłaszania i realizowania przetargów, zwłaszcza publicznych, w których głównym kryterium wyboru jest cena. – Dochodzi do absurdalnych sytuacji. Nie weryfikuje się rzetelności firm, jakości architektury, jej funkcjonalności czy też parametrów technicznych – mówi Marcin Sucharski. – Bardziej niż sektor publiczny świadomi tego problemu są prywatni inwestorzy. Niemniej jednak niepubliczne inwestycje są też często niedoszacowane przez presję czasu, rosnące ceny materiałów i drożejącą siłę roboczą. Generalni wykonawcy odstępują więc od realizacji inwestycji lub szukają optymalizacji kosztów, co odbija się na jakości projektu. Dlatego warto spojrzeć na kraje Europy Zachodniej, które działają w systemie BIM umożliwiającym weryfikację wszystkich elementów inwestycji.

Alan Szawarski, prezes Structure Capital, komentuje, że branża budowlana potrzebuje stabilizacji, unormowania tempa i racjonalnego rozłożenia inwestycji w czasie. – Utrudnienia płynności finansowej, które pojawiają się przede wszystkim w mniejszych firmach w związku z wprowadzonym mechanizmem odwrotnego obciążenia VAT dla podwykonawców, to powszechnie znany problem. Brak pracowników wielu specjalności, wzrost płac, cen materiałów, surowców i kosztów transportu doprowadzi do dalszego wzrostu cen na rynku zamówień. Większość inwestorów będzie musiała zweryfikować swoje wcześniej założone budżety – potwierdza.

Szawarski mówi też o kurczącej się podaży gruntów. – Tymczasem wszyscy chcą skorzystać z hossy na rynku nieruchomości, co oznacza konieczność zakupu działek w gorszej lokalizacji lub po wyższej cenie i zmniejszenie marży – wyjaśnia. – Więcej wniosków o pozwolenie na budowę oznacza dłuższy czas oczekiwania na nie. Co więcej, jeśli rośnie zapotrzebowanie na firmy budowlane, to tym trudniej jest znaleźć rzetelnego kontrahenta – podkreśla. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL