fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Blogi

Karuzela stanowisk szkodzi gospodarce

Archiwum
Usuwając w środę Pawła Olechnowicza z fotela szefa Lotosu, rządząca Polską ekipa mocnym akcentem kończy sezon dożynek szefów wielkich spółek państwowych.
„Winą" prezesów jest to, że mieli nieszczęście objąć posady za PO albo wcześniej. Z życiem uszedł jedynie szef PKO BP Zbigniew Jagiełło.
Przyzwyczailiśmy się już, że – ze szkodą dla polskiej gospodarki – państwowe spółki padają łupem kolejnych ekip przejmujących rządy po wyborach. I że personalne trzęsienie ziemi na szczytach korporacji rozchodzi się potem jak fale tsunami po firmach zależnych, bo kolejni nominaci ciągną za sobą ogon współpracowników. Tym razem przejęcie władzy w spółkach Skarbu Państwa dokonuje się wyjątkowo szybko i drapieżnie – ze szkodą dla gospodarki. Nie wykluczam, że w nowym zaciągu są osoby fachowe, ale boję się, że to raczej wyjątek niż reguła. Szybkie, nieprzemyślane nominacje, dobór kadr nie według kompetencji, lecz politycznych powiązań i sympatii musi przynieść personalne pomyłki. Ich efekty – mierzone spadkiem wyników firm o kluczowym znaczeniu dla gospodarki – zobaczymy za dwa lata, gdy te przedsiębiorstwa przestaną się toczyć siłą rozpędu.
W sektorze prywatnym wymiana prezesa trwa znacznie dłużej: od poszukiwania następcy poprzez ogłoszenie sukcesji do faktycznego objęcia władzy mija nierzadko ponad pół roku. Rada nadzorcza ma szansę wybrać najlepszego kandydata, a on – dobrze przygotować się do przejęcia obowiązków od poprzednika. W polskich spółkach państwowych takiej ciągłości brak, a każda kolejna władza zachowuje się jak najeźdźca, który po podboju obsadza zdobyte tereny swoją drużyną. Taka zmiana „właściciela", a potem kadr dokonuje się w Polsce z reguły co cztery lata (osiem lat rządów PO to wyjątek), podczas gdy na świecie w sektorze prywatnym wielkie firmy wymieniają prezesów średnio co siedem lat, a spółki notowane na GPW – co 6,5 roku. Nie mam złudzeń: za cztery lata kolejna ekipa polityków też przystąpi do kadrowych dożynek. Spółki Skarbu Państwa dalej będą padały łupem zwycięzców. Zatrzymać tę upiorną karuzelę prezesów może tylko prywatyzacja. Ale to temat na oddzielny komentarz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA