fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Blogi

Ustawowej stłuczki można uniknąć

Adobe Stock
Żadnemu kierowcy nie życzę sytuacji, w której będzie musiał skorzystać z ubezpieczenia komunikacyjnego. Niestety, to pobożne życzenie, bo na naszych drogach bezpiecznie nie jest.

Dlatego tak ważne jest, by cały proces likwidacji szkód przebiegał jak najprościej i najprzejrzyściej. Sprawy się mogą jednak skomplikować.Najprostsza likwidacja szkody to likwidacja bezgotówkowa. Klienta obchodzi jedynie to, kiedy będzie mógł odebrać naprawiane auto, resztą w jego imieniu zajmuje się serwis współpracujący z ubezpieczycielem. Oczywiście to system, w którym także są luki, ale zdecydowanie trudniej tu o pobranie pieniędzy z ubezpieczenia i dalszą jazdę uszkodzonym samochodem, czy też wykorzystanie do naprawy części ze szrotu. Tymczasem projekt ustawy o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych, który z założenia ma uregulować działanie tego żywiołowo rozwijającego się rynku, przemyca zapis, który można odczytać jako zakaz cesji wierzytelności z tytułu ubezpieczeń przez klienta na warsztaty samochodowe, likwidujące szkody komunikacyjne.

Czy projekt jest potrzebny? Na pewno, ale nie powinno się wylewać dziecka z kąpielą. Co prawda przedstawiciele branży ubezpieczeniowej uspokajają, że zapis ten jest całkowicie niewinny i dotyczy jedynie określonych sytuacji, to jednak ostatnie doświadczenia w stanowieniu prawa w Polsce każą poważnie traktować pojawiające się wątpliwości. Jakoś nie chce mi się wierzyć, by sektor motoryzacyjny wpadł w nieuzasadnioną histerię na widok kilku niewiele znaczących słów. Trzeba pamiętać, że po uchwaleniu będą miały one moc ustawy.

Jeśli ubezpieczyciele mają rację, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by wspólnie wszyscy zainteresowani doprecyzowali brzmienie przepisu w taki sposób, by spełniał swoje zadanie, nie budząc przy tym żadnych wątpliwości. Byłby to dobry przykład współpracy ze stroną społeczną dla dobra stanowionego prawa. To także świetna okazja, by pokazać, że słucha się tego, co mówią ci, których przepisy mają dotyczyć.

Niestety,obecna praktyka pokazuje, że przepisy się przepycha i już. A dopiero potem się kombinuje, jak zjeść tę żabę. Być może – dla spokoju milionów głosujących właścicieli samochodów – można by wreszcie złamać ten schemat. Bo mogą rozliczyć niechlujnych prawodawców, i to w dodatku bezgotówkowo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA