fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Urlop w kraju z wielkimi wymaganiami. Z psem, kotem i blisko do Lidla

AFP
Jeśli kupujemy wycieczkę zagraniczną, bierzemy co jest w pakiecie. Można się tylko kłócić na miejscu lub domagać rekompensaty, kiedy skrawek morza między blokami widoczny z okna to rzeczywiście „sea view”, a konieczność przejścia przez dwie ulice z dużym natężeniem ruchu odpowiada katalogowemu opisowi „sto metrów od plaży”.

W kraju czujemy się dużo pewniej, również ze względu na brak problemów językowych. I — jak wynika z analizy portalu Noclegi.pl — Polak , ale także cudzoziemiec spędzający wakacje w Polsce, ma oczekiwania, czasami wręcz żądania o wiele większe, niż gdyby spędzał urlop np. we Włoszech czy Hiszpanii. 

Czytaj także: Polacy uciekają znad Bałtyku. To już nie są wakacje marzeń 

– W tym sezonie zachcianki turystów znów zaskakują polskich hotelarzy - mówi Agnieszka Wirkowska, szefowa marketingu w Noclegi.pl. Po pierwsze chcemy mieć wszędzie blisko. Jeśli jedziemy nad morze, to najczęściej pytamy o odległość do plaży — to jest zupełnie zrozumiałe, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że sprzęt polskiego plażowicza z parawanem i parasolem naprawdę waży ponad dziesięć kilo. Są jednak tacy, którzy pytają o to, jak daleko od obiektu znajduje się najbliższy Lidl czy Biedronka i od tego uzależniają wybór miejsca noclegowego.

Trzy w cenie jednego

Zdarzają się rodzice rezerwujący pokój dla dwójki dorosłych z dzieckiem, a przyjeżdżają z dwójką lub trójką pociech i oczekują pobytu z darmowym śniadaniem dla wszystkich w tej samej cenie. Zdarzają się także wypadki ekstremalne - para Romów wynajęła za 150 złotych pokój w kaszubskim pensjonacie, wprowadziła się tam z ośmiorgiem kuzynów, zażądała dla wszystkich obiadokolacji, a przy wymeldowaniu całkiem oficjalnie zabrali wszystko, co dało się wynieść, z pościelą włącznie, bo tak rozumieli „all inclusive”.

Czytaj także: Kobieta zmarła po kąpieli w Bałtyku. Zabiły ją bakterie 

Pewien zagraniczny gość, który wynajmował apartament, poprosił o numery telefonów do agencji towarzyskich w okolicy, ponieważ nie znał polskiego i trudno mu było samodzielnie znaleźć potrzebne informacje w internecie. Wymogów „obyczajowych” jest zresztą znacznie więcej. Jeden z hotelarzy opowiedział, że zdarzył mu się gość, który oprócz tego, czy są wolne pokoje, zapytał śmiało, czy można nagrywać film w pokoju z dwiema kobietami.

Stewia i dieta pegańska

Najczęstsze zapytania dotyczą jednak wyżywienia i w tym wypadku goście mają coraz więcej wymagań – chcą mieć do słodzenia stewię lub ksylitol, na szwedzkim stole pieczywo bezglutenowe, wegańskie wędliny i pasztety, certyfikowane ekologiczne sery i dżemy. W hotelowej restauracji oczekują potraw przygotowanych zgodnie z wymaganiami modnych diet – hitem lata 2019 jest dieta pegańska (miks wegańskiej i paleo, duży nacisk kładzie na warzywa i owoce, ale dopuszcza także niewielkie ilości mięsa, niektórych ryb, orzechów, nasion i wybranych roślin strączkowych).

Zawsze latem problemem jest zabranie ze sobą zwierzęcia, które źle zniosłoby pobyt w hotelu. Zresztą koszt umieszczenia zwierzaka jest niemały — w wypadku psa jest to 40-50 złotych dziennie, kota 30-40 złotych, a chomika czy świnki morskiej przynajmniej 20 złotych. To ceny za pobyt z wyżywieniem. Jeśli dochodzi do tego jeszcze podawanie jakichkolwiek leków, to cena rośnie o 5 złotych za dobę. Tyle że z roku na rok powiększa się oferta pensjonatów przyjmujących gości z pasami i kotami.

— Ale mieliśmy też zapytanie, czy gość może przyjechać do obiektu noclegowego z dwoma terrariami, z afrykańskim ślimakiem olbrzymim i z modliszkami, ponieważ nie ma z kim ich zostawić — mówi Agnieszka Wirkowska. W tej sytuacji nikogo nie powinno dziwić, że na pomorskim kempingu klient odpoczywał z dwoma wężami boa. Rodzina czeskich turystów była bardzo zaskoczona, kiedy znalazła kilkumetrowego dusiciela na swoim posłaniu, bo gad wymknął się z namiotu właściciela.

Coraz silniejszy jest też trend eko. Polacy często proszą o pościel z organicznego lnu albo sprzątanie pokoju i pranie bez udziału środków chemicznych. Wtedy łazienki czyszczone są przy pomocy sody i octu – na którego zapach z kolei skarżą się inni klienci.

— Są też sytuacje rzadkie, ale bardzo nieprzyjemne: jedna z turystek po dwutygodniowym pobycie i na dzień przed wyjazdem zaczęła narzekać, że apartament, który sama sobie wybrała jej się nie podoba i, próbując wymusić odstąpienie hotelu od pobrania opłaty, próbowała przekonać właściciela, że osoba, z którą spędzała urlop jest niepełnosprawna — opowiada Wirkowska.

Pomysłów na wyłudzenie pieniędzy jest zresztą więcej. Coraz więcej jest chociażby osób, które chcą zamienić swoją popularność w social mediach na rabat lub darmowy pobyt. Nazywają się influencerami już od 500 followersów na Instagramie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA