fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Białoruś: Polacy padli ofiarą trwających od miesięcy represji

Andżelika Borys
Andżelice Borys grozi nawet 12 lat więzienia
znadniemna.pl
Rewizje, przeszukania, przesłuchania i areszty. Polacy padli ofiarą trwających od miesięcy represji w kraju Łukaszenki.

– W tej sytuacji nie możemy czuć się bezpiecznie. Ale kto dzisiaj na Białorusi może czuć się bezpiecznie? – mówił w środę „Rzeczpospolitej" Andrzej Poczobut, znany dziennikarz i działacz nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi (ZPB). Komentował zatrzymanie szefowej ZPB Andżeliki Borys. W czwartek w Grodnie funkcjonariusze w kamizelkach weszli do mieszkania Poczobuta z rewizją, dziennikarza zatrzymano.

W tym samym czasie służby Łukaszenki wkroczyły do siedziby ZPB w Grodnie, a także w Wołkowysku i Lidzie, gdzie doszło do zatrzymania liderek tamtejszych oddziałów: Marii Tiszkowskiej i Ireny Biernackiej. Wcześniej przeprowadzono rewizje w ich domach oraz w prowadzonych przez ZPB szkołach społecznych. Spacyfikowano też grodzieńską redakcję portalu znadniemna.pl, podczas rewizji służby zarekwirowały cały sprzęt elektroniczny oraz nakłady gazety „Głos znad Niemna" i czasopisma „Magazyn Polski".

Przeczytaj także: Aresztowanym przez Łukaszenkę Polakom grozi 12 lat łagru

– Wygląda na to, że władze chcą rozbić największą polską organizację i sparaliżować jej działalność. Trwają masowe zatrzymania działaczy i nie wiemy, jaki los ich czeka – relacjonował w czwartek „Rzeczpospolitej" Andrzej Pisalnik, dziennikarz, redaktor portalu znadniemna.pl oraz wieloletni działacz ZPB. – Jesteśmy prześladowani za to, że jesteśmy Polakami – mówił.

Zarzuty Mińska

Prokuratura Generalna w Mińsku poinformowała w czwartek, że wobec Andżeliki Borys i „innych osób" wszczęto postępowania karne. Są oskarżani o „podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym, religijnym, językowym czy społecznym" oraz „rehabilitację nazizmu". Według białoruskiego prawa grozi za to od 5 do 12 lat łagrów.

„Osoby te, utożsamiające się z tak zwanym związkiem, od 2018 roku na terytorium Grodna i innych miejscowości obwodu, angażując nieletnich, organizowały nielegalne zgromadzenia masowe i gloryfikowały uczestników antyradzieckich formacji bandyckich, działających podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i po niej, które dokonywały grabieży, mordowały cywilów na Białorusi i niszczyły mienie. Swoimi działaniami próbowały rehabilitować nazizm, uzasadniać ludobójstwo narodu Białorusi" – czytamy w komunikacie białoruskiej prokuratury.

Identyczne zarzuty usłyszała wcześniej dyrektor polskiej szkoły społecznej w Brześciu i założycielka lokalnego Forum Polskich Inicjatyw Anna Paniszewa, która od 13 marca przebywa w areszcie. Władze oskarżały ją o gloryfikowanie Romualda Rajsa „Burego" (odpowiedzialnego za mordy ludności białoruskiej na Podlasiu) podczas zorganizowanej przez nią uroczystości z okazji Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych". Sprawa jednak od samego początku była wymyślona przez propagandę Aleksandra Łukaszenki.

– Nazwiska „Burego" nie wspominano podczas uroczystości zorganizowanej przez Paniszewą w Brześciu, Związek Polaków również nigdy nie gloryfikował Romualda Rajsa. To oszczerstwa ze strony białoruskiej prokuratury pod adresem ZPB i całej społeczności polskiej na Białorusi – mówi Pisalnik.

Odpowiedź Warszawy

Premier Mateusz Morawiecki poruszył temat na szczycie Rady Europejskiej. Podczas czwartkowej konferencji prasowej w Warszawie zdradził też, że polskie władze nie ograniczą się jedynie do „wzywania i protestowania". Zapowiedział konkretne kroki gospodarcze, które mogą być bolesne dla reżimu Aleksandra Łukaszenki. – Zaproponuję naszym partnerom litewskim i łotewskim pewne ograniczenia dotyczące przepływu towarów – mówił. W momencie zamknięcia tego wydania „Rzeczpospolitej" nie były znane szczegóły propozycji szefa polskiego rządu, nie było też reakcji Wilna i Rygi. O uwolnienie działaczy ZPB i zaprzestanie represji apelowała do Łukaszenki w czwartek Komisja Europejska. Również prezydent Andrzej Duda zapowiedział interwencję „na arenie międzynarodowej".

Apele już od dawna jednak nie przekonują reżimu w Mińsku.

Odkąd Aleksander Łukaszenko sfałszował w sierpniu wybory prezydenckie, zatrzymań i represji doświadczyło już ponad 30 tys. ludzi, co najmniej 300 więźniów politycznych.

Obchodzony od lat 25 marca przez przeciwników reżimu Dzień Woli (Dzień Wolności, nawiązuje do ogłoszenia niepodległości przez Białoruską Republikę Ludową w 1918 roku) obfitował w kolejne represje. Obrońcy praw człowieka informowali w czwartek o masowych zatrzymaniach w różnych miastach.

– Dzisiejszą sytuację na Białorusi można porównać do czasów stalinowskich. Jest niezwykle trudna i niestety nie widać wyjścia – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Milinkiewicz, weteran białoruskiej opozycji demokratycznej. – Łukaszenko słucha się jedynie Putina i wszystko wskazuje na to, że to z nim Zachód ostatecznie będzie próbował się dogadać w sprawie zmian na Białorusi – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA