fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Państwo przejmuje władzę nad rynkiem

Fotorzepa/Marta
Rząd będzie kontrolował dwa największe banki w Polsce. Czy pomoże to zrealizować strategię rozwoju kraju przygotowaną przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego?

Potwierdziła się większość informacji, które przekazywaliśmy czytelnikom „Rzeczpospolitej" od miesięcy. Największy Polski ubezpieczyciel przejmuje kontrolę nad drugim co do wielkości bankiem nad Wisłą. Transakcja o wartości 10,6 mld zł zmienia układ sił na polskim rynku bankowym.

Przejęcie sprawia, że wicepremier Mateusz Morawiecki zyskuje kolejne narzędzie, dzięki któremu może realizować swoją strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Zarówno PZU, jak i PFR to podmioty pod nadzorem Ministerstwa Rozwoju.

1. Zakupy wspólnymi siłami

PZU sam nie byłby w stanie udźwignąć tak ogromnej transakcji. Kwota była zbyt duża nawet dla tak dużej spółki. Dlatego do pomocy zaangażowano Polski Fundusz Rozwoju.

PZU i PFR kupią odpowiednio 20 proc. i 12,8 proc. akcji Pekao od UniCreditu, płacąc po 123 zł za walor. To cena w wysokości 1,3-krotności wartości księgowej, o 3,3 proc. niższa niż średnia cena akcji Pekao na GPW w okresie ostatnich sześciu miesięcy (w ostatnich dniach przed ogłoszeniem transakcji kurs oscylował wokół 120 zł).

W efekcie PZU wyłoży 6,5 mld zł, wykorzystując głównie swój kapitał nadwyżkowy, a PFR dołoży 4,1 mld zł, posiłkując się kredytem z PKO BP.

2. Repolonizacja banków staje się faktem

Dzięki tej transakcji, a także przejęciu parę tygodni temu części Banku BPH przez Aliora, polskie instytucje (łącznie prywatne i państwowe) kontrolują banki stanowiące 46 proc. aktywów sektora w naszym kraju (biorąc pod uwagę tylko banki komercyjne). Przed przejęciem Pekao wskaźnik ten wynosił zaledwie 34 proc. Oznacza to, że w rękach państwowych znajdują się dwa największe banki w Polsce, czyli PKO BP (suma bilansowa 268 mld zł) i Pekao (160 mld zł), państwo decyduje też o losach Aliora (61 mld zł), Banku Ochrony Środowiska (21 mld zł) i Banku Pocztowego (9 mld zł). Takie rozwiązanie ma sporo zalet, bo ośrodki decyzyjne sporej części rynku bankowego znajdują się w naszym kraju. Inaczej jest w przypadku, gdy zagraniczna spółka matka ma problemy i wstrzymuje akcję kredytową zależnych od siebie banków w Polsce (tak jak działo się to podczas kryzysu). Poza tym większy odsetek zysków banków trafi w formie dywidend do polskich akcjonariuszy. Problemem może być jednak kryzys finansowy i na tyle duże problemy banków kontrolowanych przez państwo, że wymagałyby dokapitalizowania – pytanie, czy Skarb Państwa miałby na to środki.

Udział polskich inwestorów w sektorze bankowym może jeszcze się zwiększyć, bo na sprzedaż wystawiony jest Raiffeisen Bank Polska. Wprawdzie Alior i PZU zakończyły w środę negocjacje z jego właścicielem, czyli austriackim RBI, i zapowiadają, że nie wrócą do rozmów przez najbliższe miesiące, ale nie jest wykluczone, że i tak któryś z państwowych podmiotów wróci do negocjacji po tym czasie. Nikt Raiffeisen Banku Polska w tym czasie raczej nie kupi, chyba że bank zgodnie z wymogiem KNF zadebiutuje na GPW (jeśli nie znajdzie inwestora, musi to zrobić do końca czerwca przyszłego roku).

3. Przygotowanie pod zmiany emerytalne

Kupując Pekao, ubezpieczyciel stanie się najprawdopodobniej także właścicielem towarzystwa funduszy inwestycyjnych Pioneer i powszechnego towarzystwa emerytalnego Pekao. Obecnie TFI PZU ma 28 mld zł aktywów, a jego OFE 19 mld zł. Fundusz emerytalny Pekao ma 2 mld zł, a Pioneer TFI 17 mld zł. To łącznie 66 mld zł. Uwzględniając planowane zmiany w OFE (25 proc. aktywów funduszy ma trafić do Funduszu Rezerwy Demograficznej) i związane z tym prawdopodobne przekształcenie PTE w TFI, w przyszłości PZU będzie miał w swoim scalonym TFI prawie 61 mld zł. Na rynku będzie niekwestionowanym liderem.

W lipcu resort rozwoju ogłosił nowe otwarcie w budowaniu krajowego kapitału. Nowy program oszczędności emerytalnych ma z założenia angażować instytucje finansowe. Jeśli zapowiadane quasi-obowiązkowe pracownicze plany kapitałowe faktycznie zostaną wprowadzone z sukcesem, poprzez nowy mechanizm na rynek kapitałowy będzie płynąć nawet 15–20 mld zł rocznie. To łakomy kąsek dla firm zarządzających aktywami.

Jasne jest, że PZU będzie chciało wziąć dla siebie jak największy kawałek tego nowo powstającego tortu. W efekcie będzie w stanie zaoferować najniższe koszty i być bardziej konkurencyjne.

4. Kontynuacja strategii

O możliwym kupnie przez PZU pakietu kontrolnego w Pekao mówiło się od kilku miesięcy i rynek obawiał się o losy banku po tym, gdy już stanie się podmiotem pośrednio zależnym od Skarbu Państwa, którego spółki w ostatnich latach mocno rozczarowywały inwestorów. Obawy te było widać w spadającym kursie akcji Pekao, który wyróżnia się pozytywnie rentownością i jakością bilansu na tle sektora. Podczas czwartkowego spotkania z inwestorami, analitykami i dziennikarzami Paweł Borys, prezes PFR, oraz Michał Krupiński, prezes PZU, jednym głosem podkreślali, że zamierzają utrzymać dotychczasową strategię banku zakładającą niski profil ryzyka, stabilny rozwój i wypłatę maksymalnej możliwej dywidendy (w ostatnich latach do 100 proc.).

– Doceniamy dotychczasową wysoką jakość zarządzania bankiem i obecną strategię. Pekao to dla nas inwestycja mająca przynieść wysoką stopę zwrotu na poziomie 10 proc. rocznie. Będziemy się koncentrować na budowaniu wartości Pekao dla wszystkich akcjonariuszy, to warunek konieczny do osiągnięcia dobrego zwrotu – zaznacza Borys.

Czas pokaże, czy deklaracje prezesów PFR i PZU zostaną zrealizowane i czy wygrają z działaniami politycznymi, nie zawsze zgodnymi z interesami akcjonariuszy mniejszościowych. Na razie inwestorzy zareagowali z optymizmem – akcje Pekao drożały o ponad 3 proc., a PZU o ponad 2 proc. Prezesi zapewniają, że wysoki kapitał nadwyżkowy Pekao nie będzie roztrwoniony. – Nie kupujemy Pekao, aby realizować ważne projekty gospodarcze, nie potrzebujemy go do takich celów, mamy odpowiednie możliwości ku temu w PFR – mówi Borys.

5. Powstaje regionalny lider

Po zakupie Pekao PZU stanie się największą grupą finansową w Europie Środkowo-Wschodniej. Ubezpieczyciel przy ostrożnych szacunkach oczekuje, że już w latach 2017–2018 transakcja spowoduje znaczący – wynoszący 10–11 proc. – wzrost zysku na akcję. Dodatkowy dochód będzie miał pozytywny wpływ na średnioterminowy wskaźnik ROE PZU i przyczyni się do osiągnięcia planowanego przez PZU wskaźnika ROE na poziomie 18 proc. Co ważne dla inwestorów, PZU nie planuje modyfikować swojej obecnej polityki dywidendowej. Nadal więc będzie dzielił się zyskiem z akcjonariuszami. Spółka zapewnia, że na ten cel będzie przeznaczać 50–80 proc. swojego rocznego zysku netto. Zarząd zaznaczył, że za 2016 rok dywidenda może być bliższa dolnej granicy ze względu na kupno Pekao, a w kolejnych latach będzie rosła.

PZU liczy też, że transakcja wesprze podstawową działalność spółki, czyli segment ubezpieczeniowy. Chce we współpracy z Pekao sprzedawać polisy, czego wynikiem ma być wzrost przychodów w tym obszarze.

6. Superminister jeszcze potężniejszy

Transakcja dodatkowo wzmacnia i tak już bardzo silną pozycję wicepremiera oraz ministra finansów i rozwoju Mateusza Morawieckiego.

Kierowany przez niego resort nadzoruje już największy polski bank PKO BP i Bank Gospodarstwa Krajowego. Morawiecki ma do dyspozycji także Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych czy Agencję Rozwoju Przemysłu. Pod jego kuratelę ostatnio weszły także Grupa Azoty, PZU i Giełda Papierów Wartościowych.

Kontrola nad Pekao wraca w polskie ręce

Zawiłe losy drugiego gracza w Polsce

Początek działalności Pekao sięga 1929 roku, kiedy na podstawie decyzji Ministerstwa Skarbu został powołany Bank Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna. Akcjonariuszami spółki zostały trzy państwowe instytucje finansowe: Pocztowa Kasa Oszczędności, Bank Gospodarstwa Krajowego i Państwowy Bank Rolny. Statutowe zadania banku obejmowały wszelkie uprawnienia banku komercyjnego w celu objęcia obsługą wszystkich większych skupisk polskiej emigracji. Do wybuchu wojny Bank Polska Kasa Opieki otworzył placówki we Francji, Argentynie, w Tel Awivie i w USA. Lata II wojny światowej bank przetrwał bez większego uszczerbku, zachowując zaufanie klientów i dobrą reputację wśród emigracji. Działalność operacyjna w kraju została wznowiona na początku 1946 roku. W 1969 roku Skarb Państwa wszedł w posiadanie większościowego pakietu akcji banku. Powszechna Kasa Oszczędności, kontynuująca pod nową marką działalność przedwojennej Pocztowej Kasy Oszczędności, pozostała akcjonariuszem banku z udziałem mniejszościowym. W latach 1971–1989, kiedy władza zezwoliła obywatelom na posiadanie walut obcych na rachunkach, bank wyspecjalizował się w dewizowej obsłudze klientów. Wraz z powrotem do gospodarki rynkowej w 1989 roku rozpoczęła się strategia rozwoju banku uniwersalnego z ofertą bankowości detalicznej, korporacyjnej i inwestycyjnej. W 1996 roku decyzją rządu została utworzona grupa bankowa Pekao SA. Prywatyzacja rozpoczęła się w czerwcu 1998 roku, gdy Skarb Państwa sprzedał w ofercie publicznej 15 proc. akcji banku, debiut na GPW przypadł na 30 czerwca 1998 roku. W 1999 roku w efekcie przetargu Ministerstwa Skarbu Państwa na inwestora strategicznego pakiet 52 proc. akcji banku objęło włosko-niemieckie konsorcjum UniCredito Italiano i Allianz. UCI zapłaciło 1 mld dol. (wówczas 3,93 mld zł), ale faktyczna kwota wydana na Pekao w obecnym kształcie była znacznie wyższa, bo bank połączył się w 2007 roku z częścią Banku BPH (został podzielony, bo regulator nie zgadzał się na przejęcie przez Pekao całości ze względu na ochronę konkurencyjności). UniCredit, mający w ostatnich latach kłopoty finansowe, ratując swój bilans, sprzedał 10 proc. akcji banku w styczniu 2013 i w lipcu 2016 roku.

Opinie:

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC

Nie mam nic przeciwko repolonizacji, gdyby miało to oznaczać przejęcie akcji firm zagranicznych przez prywatne polskie przedsiębiorstwa. Tak przez wiele lat robiły np. OFE. Ale obecnie mamy do czynienia z przejęciem prywatnej spółki z udziałem kapitału zagranicznego, jaką jest bank Pekao, przez firmę kontrolowaną przez Skarb Państwa, czyli Grupę PZU, i przez państwowy fundusz – Polski Fundusz Rozwoju. Mamy więc do czynienia z renacjonalizacją, a nie repolonizacją. Moje zastrzeżenia do tej transakcji są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, nie jestem pewien, czy to jest najlepszy, opłacalny biznesowo krok, by firma ubezpieczeniowa wchodziła do sektora bankowego. Byłem głównym ekonomistą PZU w latach 2002–2007 i wówczas prowadzone analizy pokazały, że towarzystwo mogłoby kupować akcje banków, ale z myślą o ich odsprzedaniu. Druga moja wątpliwość dotyczy samej renacjonalizacji. To zwiększenie roli państwa w gospodarce, czyli nie to, o co nam chodziło, przynajmniej dotychczas.

Robert Gwiazdowski, przewodniczący Rady Centrum im. A. Smitha

Jestem zwolennikiem prywatyzacji wszystkiego. Pierwsza zasada liberalna jest taka, że państwo jest gorsze w kwestiach gospodarczych niż jednostka, niż człowiek; państwo raczej szkodzi niż pomaga. Dlatego lepiej byłoby, by gospodarka była prywatna niż państwowa. Ale lepiej też byłoby, gdybyśmy mieli gold standard system, czyli system pieniądza opartego na parytecie złota. Ale go nie mamy, mamy pieniądz fiducjarny, w którym kreują go także banki, mimo że konstytucja przewiduje, że jego emisja jest zadaniem państwa. Na naszych banknotach jest napisane: „banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawnym środkiem płatniczym w Polsce". Ale stanowią one tylko część pieniędzy w gospodarce, banki są w stanie wykreować więcej środków płatniczych, niż NBP drukuje pieniądza papierowego. Dlatego nie rozdzierałbym szat, że państwowe towarzystwo ubezpieczeniowe PZU kupuje prywatny bank. Jeśli już państwo ma być właścicielem czegokolwiek, to lepiej banków niż fabryk.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Koncepcja udomowienia banków była dyskutowana od dawna i nie jest czymś złym, o ile rozumiemy przez to przeniesienie centrum decyzyjnego spółek z zagranicy do kraju. Problem w tym, kto jest przejmującym. Jeśli jest to państwo, to nie jest to udomowienie, tylko nacjonalizacja. A nacjonalizacja sektora bankowego jest uzasadniona tylko w wyjątkowych przypadkach, tak jak było w kryzysie 2008 r. W innych przypadkach, jak pokazuje doświadczenie, jest to niekorzystne dla akcjonariuszy w krótkim i dłuższym terminie. Spółki należące do państwa charakteryzują się bowiem zwykle niższą efektywnością. Nie przekonują mnie takie uzasadnienie tej transakcji, jak to, że „żubr (stare logo Pekao – red.) wróci z ziemi włoskiej do Polski", czy że PZU stanie się największą grupą finansową w naszym regionie. Chciałbym usłyszeć odpowiedź na pytanie, jakie są strategiczne cele przejęcia? Czy docelowo akcje Pekao mają być odsprzedane czy nie? Jak fakt, że dwa największe banki w Polsce będą kontrolowane przez państwo, wpłynie na konkurencję na rynku bankowym, itp.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA