fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Banki przeciw rządowi: hipoteki nie powinny być tłumione

Adobe Stock
Bankowcy nie dostrzegają istotnie podwyższonego ryzyka i nie widzą konieczności regulacyjnego przykręcenia kurka z hipotekami.

W czwartkowym wydaniu pisaliśmy, że rząd w obawie przed narośnięciem bańki cenowej na rynku mieszkań planuje wprowadzić regulacje mające ograniczyć sprzedaż przez banki hipotek. Niedawno Narodowy Bank Polski ostrzegał, że równowaga na rynku mieszkaniowym wydaje się mniej stabilna niż w przeszłości.

Banki jednak nie dostrzegają wzrostu ryzyka związanego z kredytami na mieszkania. – Widzielibyśmy zagrożenie, gdyby malała zdolność klientów do spłaty kredytów ze względu np. na zmniejszenie ich dochodów czy utratę pracy wynikłe z niewypłacalności czy innych poważnych problemów firm. Tego jednak teraz się nie spodziewamy – mówi Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. Dodaje, że wprawdzie spada tempo wzrostu dochodów z pensji, ale jest to neutralizowane zmniejszaniem tempa konsumpcji, więc oszczędności Polaków rosną.

Jednak od kilku miesięcy marże kredytów mieszkaniowych są przez banki podnoszone, a ich polityki kredytowe w tym zakresie – przynajmniej te deklarowane w ankietach dla NBP – zaostrzane. Może to wskazywać na wzrost oceny ryzyka kredytobiorców mieszkaniowych. Ale marże nie muszą rosnąć z tego powodu – może to być odpowiedź na duży popyt na kredyty.

Czy musi dojść do interwencji rządowej? Rynek raczej sam się będzie równoważyć, tempo wzrostu gospodarki i wynagrodzeń spowalnia, niektórzy już oceniają, że ceny są dla nich zbyt wysokie. – Nie widzimy, by na rynku mieszkaniowym narastała bańka – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku. Dodaje, że świadczy o tym wskaźnik dostępności kredytu i jego obsługi, które nie są wygórowane. Przypomina, że za wzrost cen mieszkań odpowiadały głównie takie czynniki, jak szybki wzrost płac i polityka stymulowania gospodarki niskimi stopami procentowymi. Poza tym rosnące dochody, programy socjalne i niskie stopy procentowe powodują, że powiększa się pula tych mniej zamożnych Polaków, których zaczyna być stać na wzięcie kredytu na mieszkanie.

Rada Polityki Pieniężnej – mimo wzrostu inflacji powyżej celu – zapowiada, że nie podniesie stóp do końca kadencji, czyli 2022 r. Nadal mogą one pozostawać na poziomie 1,50 proc. Wskazuje, że większe jest prawdopodobieństwo obniżek. Dla porównania czeski bank centralny drugi raz od maja podniósł główną stopę procentową, tym razem o 0,25 pkt proc., do 2,25 proc.

Na rynku hipotek panuje hossa. W 2019 r. sprzedaż urosła o 14,9 proc., do 65 mld zł (nowych umów przybyło 4 proc., do 238,3 tys.). Był to kolejny udany rok po wzroście sprzedaży o 20 proc., do 56 mld zł, w 2018 r. W tym roku tempo przyrostu ma wyhamować do ok. 10 proc., co dałoby ponad 70 mld zł nowej sprzedaży. Według Biura Informacji Kredytowej rosnąca średnia kwota kredytu, odpowiadająca za wzrost wartości sprzedaży, to skutek rosnących cen mieszkań. Dane NBP wskazują, że to nie kredyty są głównym źródłem finansowania zakupów lokali i pompowania cen: w ostatnich kwartałach udział gotówki w transakcjach u deweloperów w siedmiu głównych miastach sięgał 65 proc. (uwzględniając wymagany wkład własny).

Wprawdzie w dużym stopniu za zakupy mieszkań odpowiadają inwestorzy (może być to ok. 40 proc. transakcji), ale banki wskazują, że nie mają wielu klientów z dwoma lub więcej hipotekami. NBP zaznacza, że na razie nie widać popytu spekulacyjnego, tzn. motywowanego oczekiwanym wzrostem cen.

Większe znaczenie może mieć ucieczka klientów od przynoszących realne straty lokat, ale tu – obok polityki pieniężnej NBP – znaczenie ma też duża i poprawiająca się płynność banków, które nie muszą walczyć o depozyty (spory wzrost wynagrodzeń, brak alternatywy inwestycyjnej klientów i relatywnie mały popyt na kredyty).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA