fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Adam Glapiński: Dopuszczam ujemne stopy procentowe w Polsce

Adam Glapiński, prezes NBP
Adam Glapiński, prezes NBP
Fotorzepa/ Robert Gardziński
NBP dopuszcza możliwość obniżenia stóp procentowych poniżej zera. Ale prawdopodobieństwo, że będzie to potrzebne, jest niewielkie.

Stopy procentowe w Polsce przez co najmniej dwa lata pozostaną na dzisiejszym poziomie. Nie zanosi się także na inne zmiany w polityce pieniężnej, na przykład wprowadzenie nowych instrumentów wsparcia akcji kredytowej. NBP nie planuje również stabilizować kursu złotego na określonym poziomie. Kolejne interwencje na rynku walutowym są możliwe, ale będą to działania okazjonalne. To główne wnioski z piątkowej konferencji prasowej online prezesa NBP Adama Glapińskiego.


- Mamy wciąż dużą przestrzeń do obniżenia stóp procentowych - powiedział prof. Glapiński. Jak podkreślił, NBP przeprowadził analizę skutków ewentualnych obniżek, z której wynika, że stopy procentowe w Polsce można sprowadzić nawet wyraźnie poniżej zera. - Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest jednak taki, że nie będziemy musieli z tej możliwości skorzystać - zaznaczył.

- To chyba pierwsze tak mocne stwierdzenie o możliwości mocno ujemnych stóp. Do końca grudnia w zasadzie wszyscy członkowie RPP twierdzili, że ujemne stopy nie byłyby dobrym rozwiązaniem nawet przy znacznym pogorszeniu sytuacji – zauważyli komentując wystąpienie prezesa NBP ekonomiści z Santander Bank Polska.

O tym, że stopy procentowe w Polsce w I kwartale 2021 r. mogą zostać jeszcze obniżone, prezes NBP po raz pierwszy powiedział pod koniec grudnia we fragmencie wywiadu dla "Obserwatora finansowego". Kontekst tamtej wypowiedzi oraz prowadzone w tamtym czasie przez NBP interwencje na rynku walutowym w celu osłabienia złotego sugerowały, że ewentualna obniżka stóp procentowych służyłaby wzmocnieniu skuteczności tych interwencji. W pełnej wersji wywiadu, opublikowanej już w styczniu, Glapiński powiązał obniżkę z rozwojem sytuacji epidemicznej i jej wpływem na perspektywy gospodarki. Sugerował też, że jeśli do niej dojdzie, to w marcu, gdy RPP zapozna się z nowymi prognozami Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.

Czytaj także: Jan Czekaj: W co gra prezes Glapiński

Już po tej publikacji większość ekonomistów uznała, że dalsze łagodzenie polityki pieniężnej jest mało prawdopodobne. Poprzednie, listopadowe prognozy DAE NBP, były bowiem dość pesymistyczne, zakładały wzrost PKB Polski w 2021 r. o 3,1 proc., podczas gdy większość ekonomistów spodziewa się odbicia aktywności w gospodarce o ponad 4 proc. Trudno oczekiwać, żeby marcowe prognozy rysowały gorszy scenariusz, uzasadniający reakcję RPP. Mimo to część obserwatorów polityki pieniężnej wciąż oceniała, że obniżki stóp w marcu wykluczyć nie można. Przykładowo, ekonomiści z ING Banku Śląskiego uważali, że prawdopodobieństwo takiego ruchu wynosi 40 proc.

Piątkowe wystąpienie prezesa NBP sugeruje, że poprzeczka dla obniżki stóp procentowych jest zawieszona jeszcze wyżej niż się dotąd wydawało. - Musiałoby dojść do radykalnego pogorszenia sytuacji gospodarczej. To mało prawdopodobne. My zakładamy poprawę koniunktury w 2021 r. - tłumaczył prezes Glapiński odpowiadając na nadesłane przez dziennikarzy pytania.

„Po wywiadzie z prezesem Glapińskim wypada potwierdzić, że ryzyko obniżek stóp występuje, ale jest bardzo niskie. Nasz bazowy wariant na ten rok to brak zmian stóp” – skomentowali na Twitterze ekonomiści z mBanku, którzy po publikacji pierwszych fragmentów wywiadu prezesa NBP dla „Obserwatora Finansowego” zakładali, że RPP w styczniu obniży stopę referencyjną do zera, a później – po publikacji pełnej wersji rozmowy – wycofali się z tej prognozy.

Dyskusję o ewentualnych podwyżkach stóp procentowych prezes NBP uznał za abstrakcyjną. – To jest pytanie nie z tego świata, w którym żyjemy. O podwyżkach stóp będzie można myśleć, jeśli dojdzie do całkowitego powrotu do normalności i pojawi się ryzyko, że inflacja trwale przekroczy cel NBP (2,5 proc. – red.). Żadne prognozy tego nie sugerują – powiedział prof. Glapiński. - Przez najbliższe dwa lata nie spodziewałbym się podwyżki stóp – dodał.

„Wypowiedzi Prezesa NBP sugerują, że stopy procentowe pozostaną bez zmian. Bez obniżki w najbliższych miesiącach i bez podwyżek w kolejnych kwartałach. Interwencje walutowe i wypowiedzi pod koniec 2020 namieszały, ale to była chyba burza w szklance wody" – skomentował na Twitterze Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Prezes NBP zaprzeczył, jakoby grudniowe interwencje banku centralnego na rynku walutowym miały służyć osłabieniu złotego. Jak zapewnił, chodziło o zmniejszenie presji na niekontrolowane umocnienie polskiej waluty, która pojawiła się w październiku. - Zapobiegliśmy nieprzewidywalnemu, raptownemu skokowi wartości złotego. Ale nie prowadzimy polityki słabego złotego. Chcemy tylko przewidywalnej sytuacji dla przedsiębiorstw, eksporterów. Nie można dopuścić do tego, żeby zamrozić, zdusić ożywienie – przekonywał prof. Glapiński.

- To, że sytuacja eksporterów jest obecnie dobra , nie oznacza, że nie może się pogorszyć. To nam właśnie groziło. Groziła nam niepowstrzymana aprecjacja złotego, której interwencje NBP zapobiegły - tłumaczył prezes banku centralnego. Odciął się też od wypowiedzi niektórych członków RPP, które sugerowały, że NBP będzie dążył do utrzymania kursu euro powyżej 4,50 zł. Glapiński powiedział wprawdzie, że ten kurs jest odpowiedni, ale zaznaczył, że NBP nie planuje stabilizować notowań złotego na określonym poziomie.

W komunikacie po środowym posiedzeniu RPP pojawiło się zdanie, że "w celu wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym". Część ekonomistów wskazywała po tym, że polityka kursowa staje się odtąd stałym elementem polityki pieniężnej NBP. Prezes Glapiński odrzucił taką interpretację komunikatu RPP. -W dalszym ciągu realizujemy strategię bezpośredniego celu inflacyjnego w warunkach płynnego kursu walutowego - zapewniał. Jak podkreślił, kolejne interwencje na rynku walutowym są możliwe, ale w najbliższym czasie nie będą raczej potrzebne.

Prezes NBP zapewnił, że grudniowe interwencje nie miały na celu zwiększenia wartości rezerw walutowych NBP i poprawienia w ten sposób wyniku finansowego banku centralnego. Zapobiegnięcie nadmiernej aprecjacji złotego było, jak podkreślił, niezbędne z punktu widzenia polityki pieniężnej. - Ubocznym skutkiem mogło być powstanie zysku, ale to chyba dobrze? To służy naszemu państwu, obywatelom. Nie rozumiem, jak można nad tym ubolewać – powiedział prof. Glapiński. Prezes NBP tłumaczył, że własna waluta o płynnym kursie to jeden z buforów, które ochroniły polską gospodarkę przed głębszą recesją. Stąd, jak przekonywał, w interesie Polski nie leży przyjęcie euro.

Z konferencji prasowej Adama Glapińskiego wynika też jednoznacznie, że NBP nie rozważa zastąpienia kredytu wekslowego, który oferuje od marca, innym instrumentem, który wspierałby akcję kredytową banków, np. znanymi ze strefy euro operacjami TLTRO. Prezes NBP przekonywał, że niewielkie zainteresowanie banków kredytem wekslowym, który pozwala na zrefinansowanie w banku centralnym pożyczek udzielanym przedsiębiorstwom, świadczy o tym, że podaż kredytu w Polsce nie jest ograniczana przez sytuację kapitałową i płynnościową sektora bankowego.

- Przeciwnie, w tym sektorze istnieje ogromna nadpłynność. Nie ma natomiast popytu na kredyt ze względu na ogromną niepewność, z którą zmagają się przedsiębiorstwa. Firmy dostały ponad 100 mld zł wsparcia od rządu. W rezultacie ich depozyty w bankach są o 25 proc. wyższe niż przed rokiem. Przedsiębiorstwa nie cierpią na brak płynności. Oczywiście, że w takich warunkach zmniejszył się popyt na kredyt – zapewniał prezes NBP.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA